Tak zwany "biały okres" twórczości Weissa, przypadający na lata 1906-1912, zaczął się od przeprowadzki do Kalwarii Zebrzydowskiej i romansu z Ireną Silberberger. 18-letnia łodzianka przyjechała do Krakowa studiować malarstwo. Ponieważ miejscowa Szkoła Sztuk Pięknych przyjmowała tylko mężczyzn, zdecydowała się na prywatny kurs u Weissa. Pedagog z miejsca zadurzył się w swojej uczennicy.

Taki był początek długoletniego związku pary artystów, zakończonego dopiero z chwilą śmierci Wojciecha Weissa w 1950 roku. Pod wpływem młodej żony krakowski malarz kompletnie zmienił styl życia i twórczości. Umarł Weiss – mroczny symbolista, wierny towarzysz pijackich ciągów Stanisława Przybyszewskiego. Narodził się Weiss - domator, autor optymistycznych, świetlistych krajobrazów i pastelowych portretów, porównywany przez krytykę do Renoira i Cezanne’a.

Ze słynnymi impresjonistami łączyła polskiego malarza fascynacja japońszczyzną, lansowaną w Krakowie przez wielkiego kolekcjonera i oryginała, Feliksa Mangghę Jasieńskiego. Otoczony sadami dom w Kalwarii i jego mieszkańcy (na czele z ukochaną Renią) stali się dla niego nieustannym tematem obrazów i rysunków. „Piękno do mnie przyszło i oplotło się dookoła mnie” – ten fragment poezji Weissa nieprzypadkowo został użyty w tytule wystawy.

W Kamienicy Szołayskich można też obejrzeć kilkadziesiąt prac żony i muzy artysty, która jako malarka używała pseudonimu Aneri (anagram od Ireny). Ich stylistyka i tematy nie odbiegają od mężowskich. Uzupełnieniem ekspozycji są autentyczne palety z resztkami farby, pędzle, fotografie, fragmenty listów i wyposażenia domu w Kalwarii, a nawet biżuteria Aneri.

Tylko amatorzy golizny będą niepocieszeni. Musi im wystarczyć „Autoportret w półakcie” Weissa z 1909 roku. Niestety, przyszły rektor krakowskiej ASP nawet z nagim torsem nie przypomina Brada Pitta.

"PIĘKNO DO MNIE PRZYSZŁO..." "Wojciech Weiss. Malarstwo białego okresu. Aneri Irena Weissowa. Malarstwo", Kraków, Muzeum Narodowe - Kamienica Szołayskich, wystawa czynna do 31 sierpnia