Kudajczykowi, choć zyskał ogromny rozgłos w mediach, na razie nie udało się nagrać płyty. Dlatego film BBC, który zostanie pokazany również w Japonii, to dla niego kolejna szansa na spełnienie marzeń.

"Jestem dopiero w połowie drogi na szczyt, na który chcę dotrzeć. Moim celem jest koncertowanie i wydanie własnej płyty. Chciałbym pokazać światu, jak gram" - tłumaczy w rozmowie z nami Aleksander Kudajczyk.

O pianiście z Polski zrobiło się głośno niemal dokładnie rok temu. "Spełniony brytyjski sen", „Od pomywacza do pianisty koncertowego" - pisały wtedy gazety na Wyspach. Za nimi wiadomość o uzdolnionym artyście powtórzyła polska prasa.

Bo rzeczywiście historia była jak z bajki. Aleksander Kudajczyk, absolwent Akademii Muzycznej w Łodzi, przyleciał do Szkocji na początku 2007 roku i zatrudnił się jako sprzątacz na uniwersytecie w Glasgow. W czasie przerw w pracy grywał na fortepianie w uniwersyteckiej kaplicy. Nie miał pojęcia, że jego ćwiczenia obserwuje na internetowej kamerze sekretarka.

"To było absolutnie niesamowite" - mówiła w wywiadach Joan Keenan. Urzeczona jego grą kobieta opowiedziała o uzdolnionym pianiście z Polski innym pracownikom uniwersytetu.

Od tego momentu sprawy nabrały przyspieszenia. Aleksander Kudajczyk koncertował na festiwalu West End w Glasgow oraz na bankietach organizowanych przez rektora uniwersytetu. Wszyscy, którzy słyszeli, jak gra, byli pod wrażeniem jego umiejętności.

"To jest Aleksander Wielki" - napisała na blogu „Irishpisky”, mieszkanka Glasgow, która w lutym tego roku była na występie Kudajczyka w miejscowym kościele. Pianista z Polski grał wtedy m.in. walce i nokturny Chopina oraz koncert fortepianowy Brahmsa. Równie entuzjastyczne recenzje z jego występów dawały lokalne gazety w Glasgow.

W grudniu zeszłego roku Polak ostatecznie pożegnał się z pracą sprzątacza. Teraz utrzymuje się z udzielania prywatnych lekcji gry na fortepianie. To jednak dla niego wciąż za mało. "Marzę o tym, by częściej koncertować, ale mam problem ze znalezieniem dobrego agenta" - opowiada. Muzyk ma bardzo konkretne plany.

"Już we wrześniu zagram koncert w sali na 600 osób, a w listopadzie na 2 tys. Potem wystąpię w Dżakarcie i w Marrakeszu. A jeszcze w sierpniu w Edynburgu mam zamiar zachwycić swoją grą polskiego ministra kultury" - opowiada Aleksander Kudajczyk. Bo właśnie to jest w tej chwili najważniejsze: pokazać, że nie jest sensacją tylko jednego sezonu.

Jest jednak osoba, która nie ma żadnych wątpliwości co do talentu młodego muzyka. To jego ojciec i zarazem pierwszy nauczyciel gry na fortepianie.

"Nie lubię o tym mówić, bo ktoś może mi zarzucić, że rodzice zawsze widzą w swoim dziecku więcej, niż tam jest. Ale zawsze uważałem, że Olek jest bardzo wyjątkowy, zarówno pod względem możliwości technicznych, jak i wrodzonej muzykalności. To niezwykły talent" - mówi Krzysztof Kudajczyk.

Zaraz dodaje jednak z troską, że to wszystko wcale jeszcze nie oznacza, że syn zrobi karierę. "Bo tych, którzy tak jak Olek grają z autentycznej miłości do muzyki, jest znacznie mniej niż tych, którzy osiągają sukces" - tłumaczy. Dlatego - dodaje - teraz najważniejsze jest, by nie zmarnować jego talentu.