W ostatnich dziesięcioleciach XIX w. sztuka japońska stała się w Europie modna. Kolekcjonowano drzeworyty, kimona, zbroje i miecze samurajów, przedmioty z laki. Wojciech Weiss (1875 - 1950) przyjaźnił się z Feliksem Jasieńskim, zwanym Mangghą, sławnym kolekcjonerem i znawcą japońskiej kultury. Z jego pomocą stworzył własny zbiór japoników obejmujący m.in. 69 drzeworytów XVIII i XIX w. Wiele z tych dzieł zobaczyć można na obecnej wystawie, jej zasadniczą część stanowią jednak prace samego Weissa. Jest ich ponad 200. Zainteresowanie kulturą Japonii nie było dla artysty pasją kolekcjonerską, lecz próbą odnalezienia nowych dróg w malarstwie. "Szła estetyka dla Europy nowa. Drzeworyt japoński. Cuda układu, olbrzymi smak barwy, inne spojrzenie na naturę. Styl klasyczny kompozycji ustępował stylowi Dalekiego Wschodu" - wspominał po latach.

Styl klasyczny, ukształtowany przez mistrzów renesansu, opiera się na zasadach perspektywy i wyraźnych podziałach płaszczyzny obrazu. Horyzont - niewidoczny, lecz wyczuwalny, znajdujący się na wysokości oczu malarza i widza - jest jedną z linii podziału. Nie ma w tym świecie malarskim miejsca na zjawiska nieokreślone, przypadkowe, przemijające: poryw wiatru, smugi deszczu, kwitnienie drzewa... W drzeworycie japońskim, zwłaszcza w jego gatunku zwanym ukiyo-e (co znaczy: obrazy przemijającego świata), pozornie rządzi konwencja. Powtarzają się pozy w scenach figuralnych, kontury mają linie ostre, brak światłocienia i modelunku. Sztuka ta nie polega bowiem na naśladowaniu rzeczywistych kształtów, lecz na opisywaniu, jak ulotne miesza się z niezmiennym, kształt obłoku nakłada się na masyw góry, ruch postaci na geometrię budowli. Takie widzenie wynika z zasad taoizmu, wedle których obserwując z uwagą drżenie źdźbła trawy, można więcej zrozumieć ze świata, niż gdy analizuje się czyny władców.

Obrazy Weissa nie naśladują form japońskiego drzeworytu. Pojawia się motyw deszczu, lecz pada on w krajobrazie raczej z okolic Krakowa niż Edo (teraz Tokio). W studiach roślin i kwiatów rozpoznajemy nie gałązki wiśni, ale malwy, osty, nasturcje, pomidory. Jednak układ kwiatów jest inny niż europejskie bukiety w wazonach: niespodziewany, dziki. Pokryte śniegiem drzewo orzecha widzimy nie z perspektywy spacerującego w sadzie, lecz z góry, z perspektywy ptaka, jakiej w naszym malarstwie pejzażowym nie stosowano. Tatrzańskie turnie i skały ukazują się w zbliżeniu, w nieoczekiwanym skrócie, sprowadzone czasem do kilku skontrastowanych, ekspresyjnych plam.

Postacie ludzkie i rośliny przeplatają się. Wśród czerwonych maków stoją nadzy chłopcy. Artysta maluje postać swej żony. Widać ją poprzez liście i kwiaty słonecznika. "Pośrodku kwitnącego piękna - pisze jeden z cytowanych w katalogu japońskich autorów - nasze własne istnienie zostaje zredukowane do punktu w przyrodzie."

W niezwykłej na tle malarstwa europejskiego serii obrazów Weissa, przedstawiających stacje kolejowe i tory, znajduje się jeden, w którym wagony na torach widać poprzez rząd stojących na parapecie okna pelargonii. Malarz zobaczył, jak łączy się w polu widzenia kwiat doniczkowy i urządzenia przemysłowe. Obraz nie podlega ani psychologicznej, ani filozoficznej interpretacji. Wynikać może z niego tylko tyle, i aż tyle, że wokół nas obce sobie żywioły i materie wchodzą stale w związki, czasem zbijające z tropu, dysharmonijne, niemożliwe do nazwania, lecz - niezależnie od naszych koncepcji - współtworzące świat.

"Inspiracje sztuką Japonii w twórczości Wojciecha Weissa"
Wojciech Weiss
Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków,
do 15 stycznia 2009