Trzynaście lat temu De Niro i Pacino po raz pierwszy (nie licząc "Ojca chrzestnego 2", w którym z oczywistych powodów nie spotkali się w żadnej scenie) wystąpili razem w filmie. Paradoksalnie "Gorączka" Michaela Manna dla obu okazała się punktem zwrotnym i jednym z ostatnich ważnych filmów w ich karierach. "Zawodowcy" radykalnie tej sytuacji nie odmienią. I tak w porównaniu z "przebojami" w rodzaju "Gigli" czy "S1m0ne" (które ma na koncie Pacino) lub "Showtime" i "Rocky i Łoś Superktoś" (którymi dla odmiany zgrzeszył De Niro) film Jona Avneta to solidna produkcja. Ale, niestety, nic więcej.

Turk (De Niro) i Rooster (Pacino) to policyjni partnerzy z długim stażem. Nieco zgorzkniali, czasem - zwłaszcza Turk - działający na granicy prawa, ale rozumiejący się niemal bez słów. Ich perfekcyjny układ zaczyna się jednak psuć, gdy prowadzą sprawę mordercy brutalnie eliminującego gangsterów, gwałcicieli i alfonsów. Podejrzenia padają na Turka, choć nie ma żadnych obciążających go dowodów…

Trzeba przyznać, że Avnet stara się w jakiś sposób przełamać ograny na wszelkie sposoby policyjno-kryminalny schemat. Widzowie od początku wiedzą więcej niż policjanci - niemal od pierwszych scen filmu oglądamy taśmę z nagranymi wyznaniami Turka, który przyznaje się do wszystkich zbrodni i ze szczegółami opowiada, jak je popełnił. Zbyt łatwo się jednak domyślić, że to tylko zmyłka, zbyt prosty do przewidzenia jest finał, by rozgrywka między dwoma weteranami mogła być w pełni satysfakcjonująca.

I nie jest to nawet wina obu aktorów, choć nie pomaga na pewno to, że grają od niechcenia, bez większego wysiłku powielając swoje wcześniejsze dokonania. Ani reżyser, ani scenarzysta nie zmusił ich do wyjścia poza dawno opatentowany arsenał gestów i min. Do tego dostosowała się także reszta aktorów (wśród których nie wiadomo dlaczego znalazł się m.in. raper 50 Cent), jakby przytłumiona obecnością na planie dwóch legend amerykańskiego kina. W efekcie w "Zawodowcach" brakuje wyrazistych postaci, pełnokrwistych bohaterów, których dylematy nie szeleściłyby papierem aż tak ordynarnie.

Szkoda, bo w filmie Avneta tkwi jednak jakiś potencjał. Tyle że reżyser najwyraźniej nie odważył się pokazać Pacino i De Niro jako starzejących się, wściekłych na otaczający ich świat ludzi. Nie wydobył całej głębi moralnych dylematów, jakie tkwią w próbach usprawiedliwienia zabójcy bandytów. Zamiast skupić się na pogłębieniu sylwetek bohaterów, Avnet postawił na tanią psychologię (przejawiającą się przede wszystkim w tym, że wysłał obu policjantów do terapeuty) i trochę - dość niemrawo zresztą rozwijającej się - akcji, częściowo "pożyczonej" od innych filmowców (scena, w której ranny opryszek rozpoznaje swojego oprawcę, jest wręcz żywcem wyjęta z "Podejrzanych").

Ledwo kilka minut "Zawodowców", kilka krótkich scen - dla których zresztą warto ten film zobaczyć - przypomina, że Al Pacino i Robert De Niro byli kiedyś wielcy. I pewnie nadal są, potrzebują tylko reżysera zdolnego wykrzesać z nich więcej energii, przypomnieć czasy, w których o ich aktorstwie pisało się i mówiło w samych superlatywach. I być może potrzebują też zmienić agentów, bo prawdziwi zawodowcy takich ról jak te u Avneta, przyjmować po prostu nie powinni.

"Zawodowcy" (Righteous Kill)

USA 2008; reżyseria: Jon Avnet;
obsada: Robert De Niro, Al Pacino, Curtis Jackson, Carla Gugino, John Leguizamo, Brian Dennehy;
dystrybucja: Monolith; czas: 101 min
Premiera 5 grudnia