Czy myślicie już z Benem o kolejnych dzieciach?

Jennifer Garner: Tak, chcemy mieć więcej dzieci, choć raczej nie teraz.

W serialu „Agentka o stu twarzach”, „Elektrze” czy ostatnim hicie akcji w twoim udziałem „Królestwie” (premiera w Canal +) bierzesz udział w niesamowitych scenach walki. Twój mąż nie boi się mieszkać z taką twardzielką?

Chciałabym, żeby myślał o mnie jak o twardzielce w prawdziwym życiu. Ben był na planie „Królestwa” w tym dniu, w którym kręciliśmy scenę walki. Myślałam, że chociaż trochę się zaniepokoi, widząc jak przy każdym dublu rzucają mną o ścianę coraz mocniej i mocniej. Między nami mówiąc, miałam nadzieję, że powie na przykład: „Proszę trochę ostrożniej, to moja żona”. Ale on jedynie powtarzał „Dawaj mała, śmiało!”.

Możesz wybierać: w tej scenie zagram, a w tej walce nie?

O tym, co jest do wykonania pod kątem fizycznej trudności, decyduje Shauna – moja stała dublerka. Jeśli ona mówi, ze coś jest bezpieczne, robię to. Podobno mam talent do... kopów i uników. Nie zamierzam jednak dać się zabić za kilka siniaków. W „Królestwie” podczas scen walk mieliśmy pewną zasadę. Byłam wtedy matką karmiącą, więc przeciwnik miał się trzymać z daleka od moich piersi. I Peter Berg (reżyser – przyp. red.) pilnował tego jak świętości. Można było walić mnie w głowę, ciągnąć za włosy, ale nie dotykać piersi.

Debiut reżyserski Bena „Gdzie jesteś Amando?” miał dobre recenzje. Czy wspominasz mu czasem, że chciałabyś wystąpić w jego kolejnym filmie?

Nie sądzę, żebym miała kiedykolwiek wystąpić w filmie reżyserowanym przez Bena Afflecka. Ktoś przecież musi wychowywać nasze dzieci. A poważnie: pracowaliśmy ze sobą dwa razy – w filmach „Daredevil” i „Pearl Harbor” – i szło nam doskonale, jednak nie widzę nas współpracujących w najbliższej przyszłości.

Kiedy wasza córka Violet miała mniej niż rok, Ben mówił, że byłaś nadopiekuńczą mamą. Ciągle kontrolowałaś, czy na pewno dobrze rozgniótł banany lub brzoskwinki dla niej na śniadanie. Zmieniło się to teraz?

O, tak. Ben doskonale radzi sobie z dziećmi. Co prawda wciąż zapisuje mu, co i jak ma robić, kiedy mnie nie ma, ale to moja paranoja. Bo Ben jest wspaniałym ojcem. Nie ma nic bardziej wzruszającego od widoku partnera i mężczyzny, którego kochasz, bawiącego się z waszymi dziećmi.

Pamiętam, jak opowiadałaś historię, że Ben uratował cię na planie „Daredevil”...

Ocalił mi życie, a w każdym razie uchronił mnie od połamania sobie kości. To był bardzo trudny film, bo miał wiele skomplikowanych scen, w których brałam udział. Wtedy się zaprzyjaźniliśmy. Potem nasze drogi rozeszły się i każde z nas robiło swoje rzeczy. Gdybyś mi wtedy powiedziała, że za kilka lat będę tu siedziała jako jego żona i matka jego dzieci i cały czas o nim mówiła, nawet przez moment bym ci nie uwierzyła. Pomyślałabym, że jesteś wariatką.

W „Królestwie” po raz kolejny w karierze zagrałaś agentkę. Miałaś okazję wcześniej spotkać się z prawdziwymi policjantkami z FBI?

Z wieloma. To niesamowite kobiety, które mają niebezpieczny zawód, noszą broń i czasem uczestniczą w dramatycznych akcjach, a od czasu do czasu muszą sobie poradzić z jakimś napadem na bank. Wieczorami zaś po skończonej pracy wracają do swoich dzieci i domów. Są fascynujące. Patrzyłam na nie, na ich fryzury, makijaż, ale najważniejsze było dla mnie to, co mają w kieszeniach. Jedna zawsze miała ze sobą rękawiczki, inna cukierka na wypadek stresującej sytuacji, jeszcze inna coś do pisania. Wykorzystałam te obserwacje podczas kręcenia filmu i przez cały czas miałam kieszenie pełne różnych przedmiotów.

Mówi się o realizacji kinowej wersji „Agentki o stu twarzach”.

Tak, też o tym słyszałam. Jeśli to nie J.J. Abrams miałby napisać scenariusz i reżyserować film, to na pewno bym w to weszła. Ale na razie nie wspominał mi o tym.

Rozmawiał Cliff Ford/IFA/Syndykat Autorów

---------------------------------------------

W tym tygodniu zobaczysz Jennifer Garner w filmie "Królestwo"
Canal +, sobota, 17 stycznia, godz. 20.00

p