B. należał do tych nauczycieli, których wspomina się z rozrzewnieniem. Niezbyt wysoki, pulchny i nieco zdziwaczały pan o dobrotliwym uśmiechu. Takich nauczycieli traktuje się z pobłażaniem i są przedmiotem szkolnych anegdot. Bardzo lubiliśmy go denerwować, bo kiedy był zdenerwowany zabawnie się zacinał. W VIII LO we Wrocławiu - gdzie uczył polskiego a w latach 70. i pelnił funkcje wicedyrektora szkoły - był jednym z bardziej lubianych przez uczniów pedagogów. Dopiero przed paru laty dowiedzieliśmy się, że ten śmieszący nieporadnością poeta i świetny polonista, opiekun szkolnego kółka PTTK miał krew na rękach, a jego biografia jest jak wyjęta z tragedii antycznej.

Tuż przed stanem wojennym i swoja śmiercią w roku 1981. B. opublikował w "Odrze" kilka wierszy, w których ujawnił ciemną stronę swojej biografii. Pisał: "Kiedy miałem 14 lat przyjechali do mnie z bezpieki/Żołnierze śpiewali wesoło, bo zabili mi brata./Leżał na podwórku w bezpiece/ Niegroźny bo przestrzelony./ Gdy dorosłem nad grobem brata podałem im swą rękę/ Ale czasem patrzymy na siebie przez tamto lipcowe podwórko.

Tych kilka krótkich wierszy to była spowiedź życia naszego profesora, ale nikt tego nie zauważył.Wtedy czytaliśmy je co najwyżej jako kolejną spowiedź byłego akowca, który przekonał się do władzy ludowej. A było w nich znacznie więcej. On opisał wszystko to o czym opowiada sztuka Cezarego Harasimowicza "Tajny współpracownik", która w reżyserii Krzysztofa Langa zostanie pokazana w ramach Sceny Faktu. To właśnie B. jest jej bohaterem.

Historia życia B. jest porażająca nawet na tle innych podobnych przypadków z lat 40. i 50. B. młodszym był bratem "Boruty" - partyzanta 6. Brygady Wileńskiej AK, został zwerbowany przez bezpiekę jeszcze jako uczeń w roku 1950. W zamian za obietnice uwolnienia z więzienia matki zgodził się pomóc w likwidacji oddziału swojego brata. Szybko też podpisał duchowy pakt z diabłem i swoje zadania zaczął wykonywać gorliwie. Pomógł w likwidacji tego oddziału i kilku innych. Sypał osoby sobie bliskie. Pomagał w łamaniu swojego brata w śledztwie. Stał się zaprzysięgłym komunistą i agentem cennym do tego stopnia, że bezpieka bardzo dbała o to aby nigdy nie został zdekonspirowany. Za pomocą przemyślnych operacji podejrzenia o sypanie kierowano na inne osoby. I to te osoby przez wiele następnych lat żyły z piętnem zdrajców. A kiedy pojawiło się niebezpieczeństwo dekonspiracji został wysłany na studia do Wrocławia. Był agentem prawie do końca swojego życia. Ze współpracy wycofał się sam " w związku nadmiarem obowiązków w PZPR, które uniemożliwiają wykonywanie zadań".

Ale wbrew pozorom sztuka Harasimowicza nie jest jednowymiarową politgramotą o ubeckim potworze, przy którym Lesław Maleszka z całym swoim cynizmem to agenturalne przedszkole. Harasimowicz i reżyser Krzysztof Lang bardzo zadbali o to, aby widzowie tego świetnego spektaklu byli dalecy od ferowania łatwych wyroków. Ich B. (świetna rola Mateusza Banasiuka), to zagubiony delikatny nastolatek, przede wszystkim ofiara, która staje się katem swoich bliskich. To opowieść o ideologicznym zaczadzeniu młodego człowieka, który gdyby żył w normalnym kraju, byłby tylko świetnym nauczycielem, którym zresztą był. Ale ponieważ w takim kraju nie żył, stał się także potworem, który uwierzył, że "Trzeba było ich zabić/Bo tak wplątali się w przeszłość/że można było ich odplątać/tylko kulą".

p



Cezary Harasimowicz "Tajny współpracownik". Reż K. Lang. Teatr TV - Scena Faktu. 26.01 2009. Godz. 20.20