W willi, pod budowę której - jak donosi kolorowa prasa - Piotr Rubik kupił właśnie ziemię, na wszystkie jego trofea przydałby się oddzielny pokój. Platynowa płyta za całokształt twórczości, Superjedynka w kategorii piosenka literacka, diamentowa płyta dla "Psałterza Wrześniowego", Wiktor, Telekamera, statuetka z festiwalu w Opolu - to tylko wybór nagród, które Rubik zgromadził na swoim koncie w ostatnich czterech latach. Choć jego specjalnością jest gatunek, którego jeszcze przed kilkoma laty nie zaprezentowałaby żadna komercyjna stacja, czyli budzące religijne skojarzenia oratorium, "Niech mówią, że to nie jest miłość" było hitem w RMF i "Zetce", a nawet Radiu Eska. - Stacje radiowe ugięły się pod fenomenem jego popularności. Gdy zdobył pierwsze miejsce na Festiwalu Jedynki w Sopocie, radia nie mogły go zignorować - tłumaczy Jacek Cygan, który także się ugiął. Jeden z bardziej zasłużonych polskich tekściarzy właśnie napisał libretto do najnowszej kompozycji Rubika. Oratorium "Santo Subito" (premiera 5 kwietnia w Sali Kongresowej) będzie opowiadać o życiu Karola Wojtyły.

To, co większość krytyków i odbiorców kultury ze znudzeniem przyjmuje jako kolejną próbę popłynięcia na fali mody na opowieści o papieżu, Cygan i Rubik tłumaczą potrzebą serca. "Wielokrotnie bywałem w Rzymie, na mszach na placu św. Piotra, w Castel Gandolfo. To nie jest nagły zwrot. Papież i jego nauka towarzyszyły mi od lat. Nie będzie to też mój pierwszy utwór poświęcony Janowi Pawłowi II. W 80. rocznicę jego urodzin napisałem na duży koncert w Wadowicach pieśń, którą wykonywała Natalia Kukulska. To był piękny występ. Natalia była wtedy w ciąży, w białej, zwiewnej sukni - to było wszystko niemal uduchowione" - opowiada DZIENNIKOWI Cygan. "Dla mnie papież był i jest wielkim autorytetem. Do dziś mobilizuje mnie do wielu rzeczy. A <Santo Subito> to projekt, który chodził za mną od dawna. Zwlekałem tylko dlatego, że brakowało mi dobrego tekstu. Muzykę zawsze piszę z potrzeby ducha, nie oglądam się na innych" - dodaje Rubik.

Nawet jeśli nie analizuje tego, co robią inni, na pewno wyciąga wnioski z własnych sukcesów. A w osiągnięciu tychże papieskie kompozycje swego czasu bardzo mu pomogły.

Wychowany w rodzinie o muzycznych tradycjach ("komponuję od ponad trzydziestu lat, zawodowo wykonuję muzykę od dwudziestu"), zdolny uczeń, najpierw warszawskich szkół muzycznych, później akademii, zdobył dyplom i na długie lata... wylądował w cieniu. Komponował, ale mało kto znał jego nazwisko, pojawiał się w towarzystwie gwiazd, które wykonywały jego utwory (Katarzyny Skrzyneckiej, Tytusa Wojnowicza, Edyty Górniak), ale zawsze na drugim planie. Aż do momentu, gdy po śmierci Jana Pawła II zlecono mu napisanie muzycznej oprawy specjalnego wydania "Wiadomości". Patetyczna i wyciskająca łzy muzyka Rubika tak się widzom i szefostwu telewizji spodobała, że podpisał kontrakt na oprawę wydań codziennych i kilku innych, bardzo popularnych wtedy programów. Zagwarantował sobie stałe, niemałe zarobki, stracił na wadze, przefarbował włosy.

Gdy 14 maja 2005 r. jego gigantyczne wokalno-instrumentalne "Tu es Petrus", oratorium - dedykowane rzecz jasna papieżowi - miało premierę w Amfiteatrze na Kadzielni w Kielcach, przed chórem, orkiestrą i tysięczną widownią stanął zupełnie nowy człowiek. Nie kompozytor, tylko showman, który niebawem miał zająć miejsce Mandaryny i Michała Wiśniewskiego na pierwszych stronach kolorowych gazet. Emploi gwiazdy dopełniło się, gdy związał się z piękną, o osiemnaście lat młodszą dziewczyną (obecnie już żoną), modelką Agatą Paskudzką. Gdy utwór "Niech mówią, że to nie jest miłość" w plebiscycie Radia Zet uznano za piosenkę wszech czasów, Rubika znała i słuchała (nawet mimowolnie) cała Polska.

Wprost proporcjonalnie do jego popularności rósł opór krytyki i środowiska muzyków akademickich. Największa burza rozpętała się, gdy władze Krakowa poprosiły go o napisanie kantaty dla uczczenia 750-lecia miasta. "To skandal, żeby tak wielkie dzieło, jakim jest kantata czy oratorium, zamawiać u amatora" - bulwersowała się Krystyna Moszumańska-Nazar, kompozytorka, była rektor Akademii Muzycznej w Krakowie. "Zamawianie takiego utworu u człowieka, który uprawia muzyczną hucpę, jest skandaliczne. Ktoś, kto odpowiada za tę decyzję, nie powinien rządzić kulturą w Krakowie, ale remizą strażacką w malutkim mieście" - grzmiał reżyser Artur Więcek. W niezręcznej sytuacji postawieni zostali inni zasłużeni dla polskiej kultury i Krakowa kompozytorzy - Zygmunt Konieczny czy Krzysztof Penderecki. Ale władze miasta miały na swoją obronę prostą (i niestety racjonalną) odpowiedź: "Piotr Rubik to prawdziwa gwiazda medialna. Jego muzyka będzie dobrze promować nasze miasto."

Z powszechnej krytyki, skandali związanych z zerwaniem współpracy z agencją Duo, nazywania jego muzyki sacro polo Rubik niewiele sobie robi. "Krytycy lubią posługiwać się sloganami. Są krótkie i śmieszne, więc łatwo się dzięki nim wylansować. Wielu moich przyjaciół, wykształconych kompozytorów, ceni to, co robię. Na moich koncertach bywają Bogusław Kaczyński, Wiesław Ochman" - opowiada. "Muzyka ma dawać radość, fajne emocje. A jeśli komuś takie podejście się nie podoba, nie ma problemu, może moich utworów po prostu nie słuchać" - dodaje. "Znam osiem kompozycji, które Piotr napisał do naszego wspólnego projektu, i mam do nich stuprocentowe przekonanie. On ma dar pisania pięknych melodii, które nie przypominają niczego innego, są po prostu oryginalne" - opisuje "Santo Subito" Jacek Cygan. Zapytany o jego wcześniejsze utwory, odpowiada bezpiecznie: "Nie znam wszystkich. Gdyby mnie pani poprosiła, posłuchałbym i wyrobił sobie opinię."

Opinie profesjonalistów na temat muzyki Rubika na niewiele się jednak zdają. Wzniosłe pieśni kuszące mocnym, orkiestrowym wykonaniem i pozytywnym przekazem i tak kupiły już miliony Polaków. W uszach niewyrobionych muzycznie odbiorców, choć proste, a przede wszystkim infantylne tekstowo, urastają do rangi religijnych i miłosnych hymnów.

Rubik urósł natomiast do rangi bohatera dającego nadzieję na to, że los każdego może się odmienić. W odróżnieniu od większości współczesnych gwiazdek karierę zrobił w średnim wieku. Wygrał z otyłością, nieśmiałością, brakiem siły przebicia. Czy cała ta przemiana była dokładnie wykalkulowana? Przemyślana, jak kolejność nut w jego oratoriach?

Decydującej roli kreacji w dzisiejszym show-biznesie Rubik zdecydowanie zaprzecza. "Wizerunek to nie wszystko. Najważniejszy jest talent i szczęście. Trzeba robić jak najlepiej to, co się umie. Być w zgodzie z samym sobą" - recytuje porady. "Problem polega na tym, że niektórzy ludzie uparli się, żeby muzykę za wszelka cenę szufladkować. Nie gram muzyki poważnej" - tłumaczy. "W ogóle nie uznaję podziału na muzykę poważną i rozrywkową. Klasyka to dla mnie dzieła, które powstały przed ponad stu laty i przetrwały do dziś."

Zweryfikowanie wartości twórczości Piotra Rubika może nastąpić jednak szybciej niż za sto lat. Nie wpłyną na nie krytycy, a przeciętny Kowalski. Kiedyś kompozytor zapowiedział, że jeśli publiczności znudzą się oratoria, weźmie na tapetę inny gatunek. A wtedy, kto wie... Może zderzenie oratoryjnych doświadczeń Rubika z balladą rockową czy bluesem ostatecznie wybije zawistnym krytykom oręże z rąk, a może będzie zupełnie odwrotnie.