Styl zakopiański i styl dworkowy. Tak na przełomie XIX i XX wieku wybrnięto z zagwostki, jak wyglądać ma prawdziwie polska architektura. Pytanie nie dotyczyło wyłącznie tego, jak spójnie kształtować przestrzeń; było zagadnieniem związanym z tożsamością, identyfikacją, wspólnym dziedzictwem. Sto lat później podobne rozterki przeżywają teoretycy designu i designerzy. W Polsce pokolenie przedwojennych rzemieślników i projektantów przestało tworzyć w latach 70. Wtedy powstały doskonałe projekty Anny Śledziewskiej – tkaniny żakardowe: „Polna”, „Sylwia”, „Powoje” i sztućce dla LOT-u Zdzisława Wróblewskiego. Potem przyszła dziura, którą wypełniła skandynawska tania produkcja, neoludwiki i chińska masówka. Nowa generacja designerów dopiero zaczyna zwierać szyki. – Polski design po zakrętach historycznych wreszcie nabiera jakiegoś kształtu. Bardzo powoli, ale mam nadzieję, że będzie się to działo coraz szybciej. Jego cechy charakterystyczne biorą się z tego, że przez bardzo wiele lat nie było tutaj różnorakich możliwości – mówi Tomek Rygalik, łódzki designer, wykładający na London College of Art i w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Meblościanka i cała reszta

Młodzi projektanci to roczniki lat 80. – studenci wydziałów architektury, którzy pamiętają o tradycji lat 60. i 70., ale też otwarcie inspirują się nowymi trendami. Designerzy, którzy sięgają po spuściznę PRL-u, dekonstruując modułowe meble na wysoki połysk (np. podczas ogólnopolskich warsztatów „Meblościanka 200”) i nie boją się projektów awangardowych, celowo mało rynkowych (takich jak zegary cięte z metra warszawskiej grupy projektowej Gogo). Proponują przedmioty mocno site-specific, w sam raz do polskich mieszkań – świecący stołek, drabinę-wieszak, torbę-siedzisko. Wraz z nową generacją designerów zmieniają się instytucje, postają nowe platformy kontaktu projektanci-przedsiębiorcy i nowe pomysły na promowanie wzornictwa. Na takie inicjatywy decydują się nie wielkie ośrodki miejskie, ale gminy nastawione na innowacje. I widzą w designie siłę.

W październiku 2008 z pompą odbyła się druga edycja festiwalu Łódź Design – międzynarodowego przeglądu młodych projektantów, prezentującego dokonania z zakresu architektury wnętrz, mody, projektowania przemysłowego, identyfikacji graficznej firm. Organizatorzy postawili też sobie za zadanie konfrontacje światowych trendów z polskim wzornictwem. Łódź Design to ledwie weekend, na co dzień funkcjonuje tak Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości. Na zamkowym wzgórzu w Cieszynie zorganizowano wystawy „Design pomag”, „Śląska Rzecz”, przegląd projektów młodych szwajcarskich designerów i głośną wystawę „Meblościanka kontratakuj” – efekt warsztatów o wspólnym estetycznym dziedzictwie PRL-u. Superprężna cieszyńska instytucja promująca design obchodzi właśnie 4. urodziny. Jako podsumowanie swojej dotychczasowej działalności pokazuje wystawę małą i kameralną. To nie ekspozycja projektów któregoś ze stardesignerów, ale przegląd prac powstających w warszawskiej pracowni PG13 na warszawskiej ASP, której szefuje właśnie Regalik. „W rzeczy samej” to efekt materiałowych i koncepcyjnych poszukiwań najmłodszej generacji designerów. Uzupełnia ją pokaz najlepszych projektów dyplomowych warszawskich uczelni artystycznych, typowanych i promowanych przez pismo „2+3D”.

Model, nie plansza

„W rzeczy samej” zaaranżowano tak, że nie sposób uchronić się przez desantem designu. Ekspozycja składa się z dwóch części – w zamkowej kawiarni pokazano gotowe modele przedmiotów, udramatyzowane niczym teatralne eksponaty, rozpięte na sznurkach i porozkładane wśród knajpianych sprzętów. Kolorowa torba wisi na żyłce, jednym gestem można rozłożyć ją, tworząc matę do siedzenia i zabawy z dziećmi. Obok znalazł się inny projekt z cyklu „2 w 1” – świecący stołek-lampa i siedzisko w jednym. W kawiarnianej części pokazano również projekt drabiny – suszarki do prania, autorstwa Aleksandry Szymańskiej. W tych przedmiotach widać powrót do wielofunkcyjnego myślenia lat 70. – łóżka chowanego w meblościance albo barku, który po otwarciu zmienia się w stolik. Pokazane w tej części wystawy eksponaty to nie renderingi i plansze, którymi tak chętnie posługuje się polskie wzornictwo, ale prawdziwe modele, przedmioty, których można dotknąć i wypróbować. Tak jak mydelniczka Pauliny Lis, składająca się z ramek, na których rozpięto kolorową, fioletową membranę. W pozycji wyjściowej jest idealnie płaska. Jeśli wsadzimy do niej kostkę wydła, membrana wybrzusza się. Mydląca się kostka zabiera coraz mniej miejsca. Prościej, lepiej, wygodniej. To przykład naprawdę dobrego designu – projekt Lis nie jest tylko estetycznym gadżetem, ale i ułatwia życie.

Przeciw zakupowej konfuzji

Druga część wystawy zaaranżowana została w głównym zamkowym hallu. To już przykład bardziej zachowawczego podejścia do projektowania – modele i plansze renderingów skonfrontowane zostały z prototypami. Śledzimy, jak dwuwymiarowy model przekłada się na przedmiot. Oglądamy projekty talerzy z wypustkami, po których można toczyć jedzenie i gotową zastawę, rysunki efektownych metalowych tarek i gotowe przedmioty. W tej części pokazu show innym designerom kradnie Aleksandra Mirecka i jej projekt meblowych protez – przyczepianych do mebli elementów, dzięki którym prosty stołek można zmienić w bujany fotel, a zwykłe kuchenne krzesło – w biurowe siedzisko na kółkach. Wygląda świetnie i nieco nawiązuje do znanego projektu francuskiej grupy 5.5 designers, reanimującej stare meble za pomocą plastikowych implantów. Bliższy kontakt z projektem wykazuje wprawdzie, że protezy to raczej ciągle koncepcja, a jeszcze nie dobry projekt – kółka Mireckiej po prostu nie działają.

Szef pracowni i mentor młodego pokolenia designerów Tomasz Rygalik podsumowuje: – W Polsce jesteśmy odseparowani od procesu tworzenia rzeczy, jakich używamy, dlatego nie rozumiemy ich i jesteśmy skonfundowani podczas zakupu. Jesteśmy niewyedukowani, nie mamy analitycznego podejścia do kultury materialnej. Nie jesteśmy w stanie odróżnić dobrego produktu od złego – mówi. I chociaż kółka projektów młodego pokolenia nie toczą się jeszcze gładko, Rygalikowi i PG13 trzeba przyznać jedno – to kawał świetnej, oświatowej roboty. Pokolenie młodych designerów to już fakt. Teraz trzeba jeszcze poczekać, aż urośnie w siłę.

Anna Theiss

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"W rzeczy samej"

Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości, Cieszyn

Czynna do 10 marca