Na polskie ekrany wchodzi właśnie „Wątpliwość”. Reżyser obrazu, John Patrick Shanley, dokonując filmowej adaptacji własnej sztuki, rozpisał jej tekst na parę naprawdę wybitnych aktorów: Meryl Streep i Philipa Seymoura Hoffmana. (...) Oboje przeszli zupełnie inną drogę.

Streep stale potwierdza swą pozycję jednej z najwybitniejszych współczesnych aktorek, sprawdza się w różnych gatunkach i wcieleniach. Z kolei Hoffman awansował do elity po latach terminowania w funkcji dyżurnego aktora charakterystycznego albo grania w niezależnych produkcjach. Jego przypadek wydaje się zresztą w pewien sposób symboliczny dla cichej rewolucji, jaka dokonała się w ostatnim dziesięcioleciu w hierarchii najwybitniejszych hollywoodzkich aktorów. Oscarowe nominacje z lat ostatnich, choć oczywiście trudno je traktować za w pełni wiarygodny wskaźnik artystycznej klasy i pozycji, zdają się potwierdzać przewartościowanie na aktorskim parnasie.

Hollywoodzki „star system” zawsze był konserwatywny. Gdy raz kogoś wyniósł na szczyt, niechętnie go stamtąd zrzucał. (...) Wielkości niedawnym liderom aktorskiej hierarchii gwiazd - Robertowi De Niro, Dustinowi Hoffmanowi, Alowi Pacino, Jackowi Nicholsonowi - odmówić trudno. Ani De Niro, ani Nicholson, ani Pacino, ani Hoffman nie powiedzieli, mam nadzieję, swego ostatniego słowa, ale trudno oczekiwać, że po siedemdziesiątce przydarzy im się jakiś wielki comeback. A życie nie znosi próżni i stara się puste miejsca jakoś wypełnić, poszukując godnych następców. Philipa Seymoura Hoffmana już okrzyknięto nowym następcą De Niro, Edwarta Nortona mianowano z kolei nowym Dustinem Hoffmanem, a Russela Crowe’a nowym Nicholsonem. Philip Seymour Hoffman jest dziś chyba najbliżej osiągnięcia pozycji niekwestionowanej aktorskiej wielkości, ale czasy bezkrólewia jednak widać, co odbija się także w aktorskich nominacjach do Oscarów.

(...)

Gdy przegląda się listę oscarowych nominacji z lat ostatnich spotyka się na niej „etatowe” gwiazdy w rodzaju Tommy’ego Lee Jonesa, Morgana Freemana, Meryl Streep czy Judi Dench. Niezmiennie trafiamy na weteranów w rodzaju Clinta Eastwooda czy Mela Gibsona, ale dominują jednak aktorzy, którzy dopiero aspirują do miana największych. Wdarła się na tę pozycję Cate Blanchett, od kilku lat nominacje zbiera Kate Winslet, rosną akcje wspomnianego już Seana Penna. Docenia się aktorów przez lata ignorowanych, jak Johnny Depp, ale i tych, którzy robią za popkulturowe ikony, jak Brad Pitt, George Clooney, Angelina Jolie czy Leonardo Di Caprio. A są i tacy, którzy choć pomijani w oscarowym wyścigu, swej klasy udowadniać nie muszą, jak choćby Jeff Bridges.

(....)

Wojtek Kałużyński

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tekst w całości ukaże się w czwartek 19 lutego w DZIENNIKU

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Śledź na żywo rozdanie Oscarów 2009 na Dziennik.kultura.pl
Nasza relacja w niedzielę 22 lutego ok. 2 w nocy czasu polskiego