Ahlam Shibli "Wydomowienie"
Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa
Wystawa czynna do 4 maja

p

Nad Muzeum Sztuki Nowoczesnej jeszcze do niedawna przetaczały się burze, a prasa spekulowała, czy nowy budynek instytucji ma w ogóle szanse powstać. Pod koniec lutego władze Warszawy podpisały wprawdzie umowę z architektem Christianem Kerezem, który rozpoczął ostateczną fazę projektowania nowej siedziby. Teraz w małej przestrzeni tymczasowego MSN zorganizowano pokaz niezwykły – wyeksponowano prace mówiące o potrzebie miejsca i domu. Mimo happy endu w konflikcie miasto – Ministerstwo Kultury – muzeum, projekt „Wydomowienie” Ahlam Shibli w tym miejscu ciągle brzmi jak autotematyczny kuratorski żart. Tyle tylko że muzeum raczej nie chodziło o zagranie komukolwiek na nosie. Prace Palestynki Ahlam Shibli to przede wszystkim zgrabny i udany projekt kombinujący zewnętrzne spojrzenie na polską rzeczywistość i wypowiedź o uniwersalnych problemach.

W pierwszej malutkiej salce muzeum pokazano slideshow „Dependence”/„Zależność” – zapis fotograficzny zrealizowany w Barcelonie. To dokumentacja pracy imigrantów opiekujących się hiszpańskimi staruszkami w ich domach. Oglądamy dziewczynę prowadzącą starszą kobietę na spacer do parku Guell, seniorów grających w szachy, młode kobiety uwijające się w prywatnych łazienkach, sypialniach, kuchniach. To czarno-białe i kolorowe zdjęcia o dalekich planach – mało na nich twarzy, widać przede wszystkim kontekst, sytuacje. „Interesowało mnie to, co dzieje się, kiedy jedna osoba ma dom, ale nie ma siły, za to druga jest młoda i pełna energii, ale nie ma schronienia. Ta sprzeczność była punktem wyjścia dla tego projektu, ale wyznacza też krąg moich zainteresowań w ogóle” – mówi Shibli, drobniutka pani, która w wypowiedź wtrąca polskie słowa i uśmiecha się szeroko. 


W salach obok pokazano z kolei jeden z najważniejszych i najbardziej znanych projektów Palestynki – „Trackers”/„Tropiciele”. To cykl zdjęć przedstawiających Beduinów pracujących dobrowolnie dla izraelskiej armii. W kadrach zamknięto krajobrazy pustyni Negew, biedne chatki, żołnierzy ćwiczących się w strzelaniu. I znów – to nie fotografie ludzi, ale szerokie, zrobione z rozmachem kadry. Nie bardzo ma się wrażenie, że dokumentują jakiś konflikt – to po prostu świetnie skomponowane fotografie, zdjęcia egzotycznych pejzaży, trochę nieczytelne bez odautorskiego komentarza. „To również projekt o domu. Izrael wypłaca Beduinom służącym w wojsku groszowe pensje. Ważne jest co innego – jeśli odchodzą po trzech latach mają prawo do kupienia ziemi z 75% zniżką i postawienia tam domu. Sęk w tym, że sprzedaje im się ziemię, która należała do kogoś dawno przed założeniem państwa Izrael – do ich sąsiadów, innych palestyńskich rodzin” – opowiada Shibli.

Dwa zagraniczne cykle o poszukiwaniu domu i wykorzenieniu to zaledwie tło do projektu zrealizowane na miejscu – do zapisu podróży po polskich domach dziecka. Artystka przemierzyła Polskę wzdłuż i wszerz – odwiedziła 11 placówek. Fotografie z nich zajęły cały długi korytarz muzeum. Co widzimy na zdjęciach? Przede wszystkim niemal idealną uniwersalizację – ciężko odróżnić jeden dom dziecka od drugiego. Te same zasłonki, podobne makaty, stoły pingpongowe, talerze. Dekoracje zajmują Shibli niemal tak samo jak osoby – wiele jest zdjęć, na których nie znajdziemy dzieci. Podejście artystki mało ma wspólnego z natrętną moralistyką i prostym stwierdzeniem, że dzieciom w domu dziecka jest źle. To zapis codzienności kolektywnej – zakrywania się kocem, żeby nikt nie patrzył, pośpiesznego całowania się za zasłonką, przywieszania koca z galopującą sylwetką konia nad wersalką, żeby odróżnić swój pokój od innych. Shibli: „Co takiego mnie fascynuje w domach dziecka? Pytanie, jak żyje się bez niczego własnego, jak funkcjonuje się, nie mając nawet pary własnych butów, tylko po prostu zdejmując pierwsze wolne z szafki. Polska wydawała mi się idealna do zrealizowania tego projektu – europejska, ale jeszcze nie do końca doinwestowania, ze sporą dozą lokalnego kolorytu”.

O Ahlam Shibli kilka lat temu brytyjski krytyk Adrian Seatle napisał: „niesentymentalna i niedramatyczna… bardzo poruszająca”. I to chyba nie przypadek, że właśnie taka artystka została zaproszona do przestrzeni MSN. Projekt Palestynki pokazywany jest w muzeum tuż po wystawie Iona Grigorescu, rumuńskiego konceptualisty i w niespełna rok po głośnej wystawie „Kiedy rano otwieram oczy, widzę film. Eksperyment w sztuce Jugosławii lat 60. i 70.”. Prace Shibli nie epatują historycznym kontekstem ani przynależnością do wspólnoty kilku krajów o podobnych politycznych losach. To sztuka silnie zainspirowana geograficznie, ale dotycząca wszystkich. Shibli pokazuje uniwersalność sytuacji, w której miejsce jest luksusem, towarem zastępczym, niezwykłym. Nie ekscytuje się biedą, nędzą i folklorem, tylko patrzy głębiej. A że polska rzeczywistość dostarcza terenu badawczego, wychodzi z tego całkiem zgrabna rzecz.