Wśród ostatnio debiutujących tytułów tej stajni wyróżniał się oryginalny koncepcyjnie, zaawansowany technologicznie „Cryostasis”, ale też w zapowiadanej jeszcze na ten rok ofercie znaleźć można gry z potencjałem. Podczas budapesztańskiego pokazu miałem okazję zagrać w „Armored Princess” – dodatek do „King’s Bounty”, w „Captain Blood”, „Il-2 Sturmovik: Birds of Prey”, „Majesty 2: The Fantasy Kingdom Sim”, „Theatre of War 2: Africa 1943”, z braku czasu „Empire: Time of Troubles” jedynie oglądając zza ramienia kolegi. Niestety, nie udało się przygotować na czas anonsowanego dodatku do „NecroVision”, ale przynajmniej uzyskaliśmy potwierdzenie, że jest w planach.

„King’s Bounty: Armored Princess”

Ubiegłoroczny przebój „King’s Bounty: Legenda” był udaną próbą zdobycia sympatii wielbicieli cyklu turowych gier strategicznych „Heroes of Might & Magic”. „Armored Princess” to w świetle tego sukcesu oczywiste pójście za ciosem. Nowa bohaterka, księżniczka Amelia wyrusza w podróż po świecie Teana, szukając swego mentora, rycerza Billa Gilberta. Towarzyszyć jej będzie ulubione zwierzątko. Paris Hilton ma pieska rasy chihuahua, a Amelia – smoka. A właściwie smoczka, który najpierw ledwie coś tam beknie ogniście, z czasem jednak zamieni się w groźne smoczysko obronne, zdolne wywołać na polu bitwy nawet erupcję wulkanu.

W grze pojawi się nowa rasa: jaszczurowaci. Amelię czekają podróże w łodzi podwodnej, a jej rumak wyewoluuje w pegaza, co znacznie ułatwi ekspedycję. Nowe efekty graficzne, zaklęcia, możliwości rozwoju postaci itd.

„Captain Blood”

Opóźnione pokłosie mody wywołanej filmami z cyklu „Piraci z Karaibów”. Luźno oparty na motywach z klasycznych powieści Rafaela Sabatini, „Captain Blood” jest klasyczną nieskomplikowaną rąbanką. Walkę wręcz na lądzie i w trakcie abordażu uzupełniają bitwy morskie, w trakcie których można albo ograniczyć się do wydawania taktycznych komend, albo osobiście ostrzelać wrogi okręt z armaty maszynowej. Tak właśnie – maszynowej, z bocznym magazynkiem na kule w formie drewnianej prowadnicy. W 1685 roku (sic!). Ale też taka jest ta gra – mocno przerysowana, baśniowa, jak to zwykle w gatunku hack’n’slash. W miarę postępów będzie można rozwijać nie tylko umiejętności tytułowego bohatera, ale też potęgę jego okrętu „Arabella”. Krew mi przy tym tytule nie wrzała, ale też nie jest to moja ulubiona konwencja. Kolegom raczej się podobało.

„Il-2 Sturmovik: Birds of Prey”

Seria „Il-2 Sturmovik” to dla wielu najlepsze symulatory samolotów bojowych II wojny światowej w historii gier komputerowych. „Il-2 Sturmovik: Birds of Prey” jest pierwszym tytułem w tym cyklu robionym z myślą o konsolach (X360, PS3, NDS). By nie wystraszyć nowego odbiorcy, przygotowano tryb czysto zręcznościowy, odległy od realiów podniebnych pojedynków: z nieskończonym zapasem amunicji, bez ryzyka przeciągnięcia maszyny itd. Podobno można będzie też zagrać w trybie realistycznym, ale nie było nam to dane. Oby nie odbiegał od wersji komputerowych, bo na razie jest niepokojąco łatwo.

Ładnie wygląda – widać ślady po pociskach smugowych, uszkodzenia poszycia. W planach bitwa o Anglię, walki nad Stalingradem, Berlinem, Sycylią, Korsuniem, za sterami myśliwców i bombowców.

„Majesty 2: The Fantasy Kingdom Sim”

Gdy dziewięć lat temu recenzowałem „Majesty”, byłem zachwycony nowatorstwem tej gry. Jako król baśniowej krainy nie kontrolowałem bezpośrednio żadnego z moich poddanych. Rządziłem, jak na jaśnie pana króla przystało, dekretami. Chciałem zbadać nieznaną krainę – zatykałem tam drzewce flagi z ofertą finansową dla śmiałka. Jeśli była wystarczająco wysoka, któryś się zawsze połakomił i wyruszył w podróż. Zły wilkołak zżerał chłopstwo pod lasem? Takoż wyznaczałem nagrodę za jego kudłaty łeb. Sztuką było zbilansowanie inwestycji gospodarczych z działaniami czysto interwencyjnymi. „Majesty 2” to zasadniczo ta sama gra, tylko z większą liczbą opcji. Zapowiada się zabawnie, już się cieszę.

„Theatre of War 2: Africa 1943”

Pierwszy „Theatre of War”, mimo irytujących niedociągnięć, potrafił przykuć do ekranu. „Theatre of War 2: Africa 1943” zapowiada się na równie interesującą i wymagającą rozgrywkę taktyczną, tyle że na innym froncie i bez ułomności poprzedniej części. Przynajmniej jeśli wierzyć zapewnieniom autorów, bo wersja prezentacyjna okazała się zbyt surowa, by poddać ją ocenie. Dało się co prawda zauważyć, że żołnierze rzeczywiście mogą już wchodzić do budynków, ale czy zawiadująca ich zachowaniem sztuczna inteligencja ma tym razem wyższe IQ – trudno przesądzić. Oby, bo idiotyczne zachowania podkomendnych były głównym felerem „ToW”. Czekają nas walki w Tunezji, tuż po przegranej przez Niemców drugiej bitwie o El Alamein – po stronie zarówno sił Osi (dowodzony przez Rommla Afrika Korps ma wsparcie Włochów), jak i Amerykanów oraz Brytyjczyków. Może być ciekawie.

„Empire: Time of Troubles”

Tytuł mógłby sugerować, że ktoś tu chciałby się spaść na sukcesie świetnej strategii „Empire: Total War”, ale mimo paru podobieństw „Empire: Time of Troubles” raczej nie zapowiada się na kalkę. Ta rozgrywana w turach wojenna epopeja rozpoczyna się w roku 1350, koniec kampanii przewidziano na rok 1650. Co nas szczególnie powinno ucieszyć, Polska jest tu jedną z głównych frakcji – obok Rosji i, siłą rzeczy, Litwy, z którą od 1385 byliśmy w unii (autorzy zapowiadają 26 podmiotów politycznych do wyboru). W „Empire: Time of Troubles” ważną rolę prócz bitew mają pełnić dyplomacja i ekonomia. Wygląda ładnie, za mało jednak widziałem, by ryzykować prognozę, jakiego kalibru może być to tytuł.