Karanawałowo

Nie ma co się łudzić – minimalizm znakiem rozpoznawczym Eurowizji nie jest, a widzowie, ceniący sobie subtelność i dobry smak, zamiast katować się transmisją finału, powinni czym prędzej przełączyć się na inny kanał. Tym, którzy zostaną przy eurowizyjnym widowisku, pozostaje przygotować się na solidną dawkę obciachu.

Wykonawcy mają zaledwie trzy minuty, na to, by przyciągnąć uwagę widzów i nie przebierają w środkach. Pomysłów na zdobycie upragnionych punktów było wiele: Niemcy ściagnęli na swój występ emanującą seksem Ditę Von Teese, Szwedzi próbowali mieszać toporny pop z operą, Norwegowie skorzystali z pomocy krewkiego Białorusina przygrywającego na skrzypcach, Ukrainka w kilkudziesięciocentymetrowych szpilkach zasiadła za perkusją, a Finowie mało nie puścili sceny z dymem.

Raz na ludowo

Kto mógł, dorzucił szczyptę folku, a im bardziej tanecznie i egzotycznie było, tym skuteczniej. Widać to było po wynikach głosowań. Publiczności spodobał się turecki taniec brzucha w wersji pop i bajecznie ubrane reprezentantki Armenii. Te ostatnie nie mogły się zdecydować, czy kupić publiczność wschodnią egzotyką czy swojskim "everybody move your body". Połączyły jedno z drugim.

Niejednemu zachodniemu widzowi szczytem egzotyki zapewne wydał się zwycięski Alexander Rybak, który chyba z pełną premedytacją do swojej angielszczyzny dorzucił odrobinę białoruskiego akcentu. Reprezentant Norwegii wykreował się trochę na słowiańskiego zawadiakę, trochę na wiejskiego grajka i trzeba przyznać, że zrobił to z wdziękiem.

Nieokiełznany kicz

Ci, którzy nie mogli ratować się tańcem brzucha i wybijaniem hołubców, postawili na obciach. Po zwycięztwie potworów z Lordi, na całość nauczyli się iść Finowie. Tym razem zamiast heavy metalu, był siermiężny dance. Trochę w stylu starego dobrego 2 Unlimited.

Momentami (zbyt) ambitnie

Z trendów i mód wyłamali się najstarsi uczestnicy eurowizyjnego konkursu. Zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy postawili na artystów najwyższej próby. Zaskoczyć mogła decyzja Francuzów o wysłaniu na Eurowizję Patricii Kaas. Żal, że występ tak wybitnej artystki na tle popisów rozwrzeszczanych przebierańców musiał pozostać niezauważony. Skądinąd wiemy jednak, że Francuzi liczyli na wygraną. Kaas jest podobno jedną z ulubionych wokalistek Władimira Putina...

W sukcesie brytyjskiej reprezentantki Jade Ewen miał z kolei pomóc sam lord Andrew Lloyd Webber, autor muzyki do licznych musicali, m.in. "Kotów" czy "Upiora w operze". Chociaż kompozytor miał zaradzić trwającej od lat złej passie Brytyjczyków na Eurowizji, nastrojowy utwór "It's My Time" nie zaprowadził młodziutkiej wokalistki na szczyt.

Zobacz i zamów składanki "Eurovision" w sklepie LITERIA.pl >