"W sztuce marzenia stają się rzeczywistością" - mówi artystka Katarzyna Kozyra. Paweł Althamer mógłby powiedzieć, że marzenia stają się także sztuką. Artysta od lat realizuje marzenie o byciu kosmonautą, który odkrywa planetę Ziemia. Nieraz przywdziewał skafander astronauty, by spacerować w nim po ulicach, budował statki kosmiczne i lądowniki. A ponieważ środek kosmosu znajduje się zawsze tam, gdzie akurat jesteśmy, planeta, którą najczęściej eksploruje Althamer, znajduje się na Bródnie, warszawskim osiedlu, na którym artysta mieszka od blisko 30 lat. Dlatego też nasza podróż złotym samolotem do pępka Europy zaczyna się na tamtejszej pętli autobusowej przy Krasnobrodzkiej 11.

Jest 4 czerwca, zbiórka o 5 rano na stołecznym blokowisku jest tym momentem, w którym wyprawa najbardziej przypomina sen. Osiedle jeszcze śpi, a na pętlę autobusową ze wszystkich stron schodzą się lśniące, złote postaci. Poprzedniego dnia wszyscy odebraliśmy skafandry. Są jednoczęściowe, elastyczne, z połyskliwego tworzywa. Na piersi mają przezroczystą kieszonkę, w której należy umieścić dowód osobisty. Na ramieniu naszyty emblemat z wizerunkiem mrówkowca przy Krasnobrodzkiej, w którym mieszka Althamer i kryptonimem całej operacji: "Wspólna sprawa".

Dziewięć lat temu taką wspólną sprawą była akcja "Bródno 2000" - zapalenie na fasadzie bloku wielkiego napisu "2000" ułożonego z zapalonych i wygaszonych świateł w mieszkaniach sąsiadów artysty. Sąsiedzi biorą udział także w wprawach "złotych ludzi". W marcu Althamer i kilkoro współmieszkańców jego bloku zwiedzało w złotych skafandrach stolicę Brazylii, której modernistyczno-futurystyczna architektura przypomina scenografię do filmu fantastycznonaukowego, jakby potwierdzając credo artysty, który powtarza, że science fiction to właśnie ta rzeczywistość, w której żyjemy. Jednym z ulubionych "tworzyw" twórczości Althamera jest właśnie spacer, wspólne przebywanie, doświadczanie i odkrywanie niecodzienności wpisanej w codzienność. W tej sztuce spotkanie i przechadzka to takie same "dzieła", jakimi dla innych artystów są rzeźby czy filmy wideo.

Na pętli zbiera się 150 osób. Są wśród nas sąsiedzi Althamera i weterani "Bródna 2000", są osoby chore na stwardnienie rozsiane, z którymi artysta pracuje w ognisku twórczym, są emeryci, dziennikarze, jeden zabłąkany Australijczyk i dzieciaki z podstawówki, a nawet niemowlęta ubrane w złote śpioszki i jeżdżące w złotych wózkach. Dwa z nich należą do samego Althamera, który zabiera na wyprawę dwoje swoich najmłodszych dzieci. Jesteśmy przysłowiowym przekrojem społecznym, ale kosmiczne kombinezony jednoczą nas, zmieniając w Wyprawę. Kiedy idzie się samemu w złocistym skafandrze przez uśpione miasto, jest się odmieńcem i kosmitą. W grupie zaczynamy się czuć uczestnikami wspólnej sprawy. Co nią jest? Tego jeszcze nie jesteśmy pewni, ale wiemy, że na Okęciu czeka na nas złoty boeing 737.

Dzień przed porannym spotkaniem na Bródnie w hangarze numer 1 na lotnisku F. Chopina odbywa się uroczysta prezentacja złotego samolotu. Poznajmy też jedną z odpowiedzi na pytanie, na czym polega nasza "Wspólna sprawa". Lecimy w rocznicę pierwszych (pół)demokratycznych wyborów w Europie Środkowej. W Polsce ten jubileusz wywołał klasyczną sarmacką awanturę: jedni kłócą się, kto zrobił w Polsce wolność, inni o to, czy to naprawdę wolność, a jeszcze inni przekonują, że 4 czerwca w ogóle nie należy świętować, tylko płakać. My jednak z naszym lśniącym samolotem mamy emitować złote, pozytywne wibracje i symbolicznie przedstawić nasz powrót do Europy, lecąc do jej brukselskiej centrali administracyjnej. Dlaczego nie?

W ogromnym hangarze na tle złotego boeinga krytyczka i kuratorka Anda Rottenberg, komentując projekt Althamera, mówi o teorii rzeźby społecznej, o dziełach sztuki, które istnieją jako sytuacja, relacja między ludźmi. Następnego dnia rzeczywiście stajemy się społeczną rzeźbą - złotym pochodem, który zmienia rutynowe sytuacje - odprawę na lotnisku, przemarsz przez przejście dla pieszych w Brukseli, odpoczynek w parku - w spektakl, zdarzenie, zawirowanie w rzeczywistości. Jako ukryty w złotym skafandrze krytyk podziwiam artystyczny warsztat Althamera - rzeźbiarza społecznego. Proste przesunięcie, którego dokonał, przebranie ludzi, poetycka figura złotego statku powietrznego - to działa! Czuje się w tym coś z karnawału, święta, choć w Brukseli robimy najzwyklejsze rzeczy - zwiedzamy turystyczne atrakcje miasta, odpoczywamy, spacerujemy, jemy gołąbki i gulasz na pikniku w parku Królewskim. Odwiedzamy Atomium, ogromny model atomu żelaza na terenie brukselskiego Expo 58, i gramy pod nim w piłkę: złoci ludzie kontra belgijskie dzieciaki z wycieczki szkolnej. Zachodzimy do instytucji eurobiurokracji, budynków molochów wypełnionych tłumem urzędników. W Parlamencie Europejskim jesteśmy delegacją złożoną ze zwykłych ludzi, w niezwykłych przebraniach. Pod Komisją Europejską czeka na nas kilkusetosobowy komitet powitalny: polscy urzędnicy pracujący w unijnych instytucjach oddolnie się zorganizowali, przebrali w jubileuszowe koszulki z nadrukiem "4 czerwca" i witają nas z biało-czerwonymi balonami.

Większość eurokratów to młodzi ludzie, którzy w momencie upadku komunizmu byli dziećmi, ale spotkanie z nimi to jeden z momentów, w których ujawnia się głębszy sens "Wspólnej sprawy": cieszymy się z rocznicy, ale jeszcze bardziej z tego osobliwego zgromadzenia, z tego. że grupy złota i biało-czerwona zaczynają się mieszać. Na kilkadziesiąt minut tworzy się mała społeczność. Na płycie lotniska w Brukseli czekały nas belgijskie telewizje i fotoreporterzy, ale cały pobyt składa się z sekwencji spontanicznych spotkań: ludzie robią nam zdjęcia komórkami, trąbią klaksonami samochodów, zagadują albo po prostu uśmiechają się. Złoto czyni nas widzialnymi, sprawia, że nasza obecność przestaje być obojętna i anonimowa.

Późnym popołudniem wypuszczamy na placu Flagey chmurę złotych balonów; gromadzi się tłumek gapiów, słuchać oklaski. Jesteśmy zmęczeni, wszyscy wstali o świcie, za kilka godzin wrócimy na pętlę autobusową na Bródnie, a o północy złote postacie rozejdą się po osiedlu. Otwarta za sprawą Althamera szczelina w rzeczywistości na powrót się zmyka, a jednak świadomości, że taka szczelina jest możliwa, wydaje się coś wyzwalającego. Wcześniej, na lotnisku w Brukseli, Althamer mówi, że świat sztuki, jej instytucje, jego pozycja artysty i związane z nią możliwości oraz moce sprawcze to dla niego rodzaj narzędzia, klucza do bramy, którą otwiera dla siebie i innych. Za tą bramą jest po prostu rzeczywistość i propozycja doświadczenia jej od nowa, z emocją i ciekawością kosmonauty zwiedzającego nową planetę. - I cały dowcip polega na tym, że tak naprawdę nie ma ani klucza, ani tej bramy, ona jest złudzeniem, istnieje tylko w naszych głowach - śmieje się. Althamer mówi, że jest astronautą od czasu podróży, którą odbył do Afryki 17 lat temu. Trafił wówczas do wiosek Dogonów, plemienia, którego członkowie twierdzą, że nie są z tego świata i przybyli na Ziemię z kosmosu. - Po powrocie na Bródno nic już nie było takie samo - mówi artysta, który planuje uczynić następnym celem wyprawy złotych kosmonautów właśnie krainę Dogonów w Mali.

Althamer jest szamanem, jego mądrości brzmią chwilami jak mowa newage’owego kaznodziei, ale 21 czerwca na Bródnie zostanie otwarty park Rzeźby, którego częścią będzie kawałek Raju, bajkowego ogrodu zaaranżowanego na gierkowskim blokowisku. I to jest całkiem konkretna rzecz, kawałek "wspólnej sprawy", podobnie jak indywidualne doświadczenie 150 złotych ludzi i tysięcy innych, którzy zetknęli się z nami 4 czerwca 2009.