„The Sims 3”

Maxis, dystr. Electronic Arts, 12+, napisy pol. (bez fonii), 169 zł

p

Czy można zrecenzować styl życia? Nawet nie będę próbował. Obcy w obcym świecie, poruszam się w „The Sims 3” nieporadnie, ostrożnie obwąchując nowe możliwości, niepewnie stawiając kroki. Jestem specjalistą od ratowania królestw i dziewic (niekoniecznie z konsumpcją), eksterminacji agresorów, zdobywania laurów; typowo samczego prężenia mięśni i szczerzenia kłów. Perwersyjny eskapizm „The Sims” – z normalności w „normalność” – nie jest zgodny z płcią mego mózgu.

Zgodnie z aktualną mentalną kondycją, za alter ego wybieram staruszkę. Józefa Wąpierz, bo tak ją nazwałem, mimo wieku sprawia wrażenie dziarskiej globtroterki. Mógłbym, jak moja córka, spędzić półtorej godziny na cyzelowaniu jej wyglądu: doborze fryzury, kształtu głowy, koloru włosów (a może umaić siwiznę papuzimi pasemkami?), pieprzyka a la Marilyn Monroe, zmianach garderoby. Idę na łatwiznę, bo jak większość facetów nie cierpię atmosfery zakupów i kontemplacji w garderobie. Klikam, co popadnie, w związku z czym Józefa wygląda dość przeciętnie. Nie licząc ciemnoniebieskiej karnacji. Seledyn też mnie kusił, ale uznałem, że wszelkie pokrewieństwa z zielonym mogłyby zostać, przy tak słusznym wieku, odczytane opacznie. „The Sims” to w końcu nie jest gra o zombi.

Tyle o powierzchowności. A wnętrze? Od teraz simy mają osobowość – choć niezbyt złożoną. Każdemu można przyporządkować pięć cech. Postanowiłem, że Józefa będzie „szczęściarą”, „duszą towarzystwa”, która „świetnie caluje”. A także, nomen nie omen, „wegetarianką”. Jest też „dobra”, choć dopiero po kliknięciu sprawdziłem, co to oznacza. Otóż „dobroć” jest tu kojarzona z chętnym udzielaniem pomocy finansowej. Czy już pisałem, że nie jestem w pełni kompatybilny z logiką tego świata? Dałem też starszej pani cel życia. Jest „łamaczką serc”.

Nie wiem, co czeka Józefę i jej liczną rodzinę, gdy już trochę pożyją, a ja wytrzymam w roli ich anioła stróża. Jak rozwiną się ich kariery i życie uczuciowe? Czy w rodzinie pojawi się jakieś młode lub chociaż pies? Czy Józefa zaszaleje na parkiecie, podrywając efektownym tango nuevo młodego barmana? Przede mną całe życie.

„The Sims” to fenomen społeczny, nie wymagają reklamy. Członkowie tej sekty absolutnie nie czekają na recenzje. Prędzej odmówią sobie posiłku niż marszu do sklepu już dziś. Zatwardziali niewierni raczej się nie skuszą, a ci, którzy „The Sims 3” kupią jako swą pierwszą grę z tej serii, ani chybi zrobią to pod wpływem presji środowiskowej – zostaną zwyczajnie zwerbowani. Zwykle przez koleżankę. W pewnych środowiskach nie grywać w „Simsy” to jak nie czytać książek o Harrym Potterze. Obciach z groźbą infamii.

Co prawda panowie też grywają w „Simsy”, ale rzadko się do tego przyznają. Etykieta „Tylko dla dziewcząt”, której „Simsy” od dawna próbują się pozbyć, jest tyleż fałszywa, ile zrozumiała. „The Sims” (2000) były pierwszym produktem w historii interaktywnego wideo, który zyskał powszechną akceptację żeńskiej klienteli. Większość z ponad stu milionów egzemplarzy sprzedanych gier w tej serii nabyły panie. W Polsce licznik w tym roku nabił milion, co jak na kraj, w którym gry wideo są wciąż ignorowane przez media, jest imponującym sukcesem.

W „The Sims 3” uwagę przykuwa przede wszystkim silna integracja z internetem. Ekran startowy kusi gorącą ofertą: „GRATIS: Dołączając do Społeczności The Sims 3, otrzymasz dodatkowe miasto”; „GRATIS: 12 EUR w SimPoints do wydania w The Sims 3 Store”. Obok okienka, w które wystarczy kliknąć, by spełnić marzenia o lepszym życiu. Mogę stworzyć swój własny simsowy film i umieścić go w sieci. Mogę dzielić się z innymi stworzonymi obiektami – lub nabyć coś z wyższej półki, jeśli mam aspiracje. „Idź na zakupy!”, krzyczy nagłówek reklamujący sklep, gdzie za dodatkową opłatą – w jak najbardziej prawdziwych euro – ulepszymy wirtualny dom, pójdziemy ze swym simem do wirtualnego fryzjera lub wirtualnego salonu z ciuchami.

Sny, jak wskazywał już Stanisław Lem w „Kongresie futurologicznym”, zawsze mają niższą cenę niż korekty rzeczywistości. Halucynacje rajem dla każdego! Czy można się zatem dziwić, że gry z serii „The Sims”, pozwalające reżyserować swoje drugie, lepsze życie, biją rekordy sprzedaży?