Sacha Baron Cohen, podający się obecnie za austriackiego reportera mody o imieniu Bruno, znów jest na językach wszystkich. Aktor w stroju anioła miał w Amfiteatrze Gibsona w Los Angeles sfrunąć na linie wprost na scenę, ale z powodu awarii sprzętu spadł na rzędy krzeseł i uderzył gołymi pośladkami prosto w twarz Eminema. Zdenerwowany raper najpierw zaatakował Cohena, a potem obrażony opuścił salę. Część publiczności przecierała oczy ze zdumienia, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi, a część śmiała się do rozpuku z tego niefortunnego zbiegu okoliczności.

Atak Brunona na Eminema był zaplanowany >>>

Następnego dnia na blogu Scotta Aukermana, który współorganizował galę, pojawił się wpis: "Tak, incydent Bruno/Eminem został ustawiony. Chcecie o tym mówić, proszę bardzo. Wszystko zostało wcześniej przećwiczone". Jego komentarz prędko zniknął, a na forach zawrzało. Najbardziej oberwało się Eminemowi za to, że dał się wciągnąć w ustawianą akcję - szczególnie że podobno pierwotnie ofiarą Bruna miała być Paris Hilton. Ale nawet donos nie przeszkodził w robocie speców od PR, którzy zadbali o hałas wokół imprezy MTV i uczestników "kaskaderskich popisów". "Ten wypadek miał miejsce w ciekawym momencie kariery obydwu artystów. Eminem wydał nie najlepszy album, a Cohen próbuje wypromować swojego nowego bohatera" - mówi DZIENNIKOWI profesor Diane Negra z uniwersytetu w Dublinie, która specjalizuje się w zjawiskach popkultury.

Takie skandale, wykraczające poza sferę portali plotkarskich i kolorowych pism, określane są jako "publicity stunt", czyli ryzykowany chwyt reklamowy. Pionierką tego typu działań jest Madonna, nazywana pierwszą skandalistką muzyki pop. To ona skutecznie od początku lat 80. przesuwała granice prowokacji artystycznej, epatując seksem, obscenicznością oraz igrając z symbolami religijnymi podczas sesji zdjęciowych, kręcenia teledysków i koncertów. Ostatnim głośnym incydentem był występ z Britney Spears i Christiną Aguilerą podczas ceremonii MTV Video Music Awards w 2003 roku. Ubrana w skąpy kostium Madonna wyszła na scenę podczas piosenki "Like a Virgin". Najpierw uwodziła młode gwiazdki swoim tańcem, a następnie zaczęła całować Britney Spears. Scena wywołała poruszenie, nagłówki gazet głosiły: "Na ceremonii MTV VMA doszło do orgii z udziałem Madonny i Britney Spears". Same zainteresowane podgrzewały atmosferę, opowiadając, jak przyjemnie całować się z kobietą. "To nie był pocałunek przyjaciółek, ale kochanek" - komentuje dziennikarka Sarah Warn. "Amerykanie nie są przyzwyczajeni do takich scen w telewizji. Relacje homoseksualne pokazywane są jako związki romantyczne, bez podtekstów seksualnych. To była poważna deklaracja, która wprowadziła wszystkich w zakłopotanie".

Tyłek Brunona, cyc Janet i inne mistyfikacje popkultury >>>

Taka właśnie jest istota porządnego "publicity stunt" wymierzonego w obyczajowość, które dotyka tematów tabu, łamie zasady i szokuje. I dlatego czasem wymyka się spod kontroli. Tak stało się w przypadku głośnego Nipplegate, czyli tzw. afery sutkowej z udziałem Janet Jackson i Justina Timberlake’a. Akcja miała miejsce w przerwie finału meczu futbolu amerykańskiego Super Bowl XXXVIII w 2004 roku - największego wydarzenia medialnego i komercyjnego w amerykańskiej telewizji. Podczas piosenki "Rock Your Body" Timberlake, śpiewając słowa "Będziesz naga na koniec tej piosenki", zerwał kawałek kostiumu Jackson, odsłaniając przy tym jej pierś. Trwało to sekundę i - jak utrzymują uczestnicy - był to czysty przypadek, ale naga pierś Janet kosztowała stację CBS 550 tysięcy dolarów kary, a MTV, która była współorganizatorem koncertu, straciła licencję na kolejne tego typu przedsięwzięcia. Dodatkowo na telewizję posypały się gromy ze strony stróżów moralności w całym kraju - do sądu skierowano ponad pół miliona skarg. Oczywiście nikt nie przyznał, że sytuacja nie była dziełem przypadku, ale już kilka tygodni później na półki trafiła najnowsza płyta Janet "Damita Jo".

W obawie przed powtórzeniem się podobnych incydentów stacje wprowadziły wszelkiego rodzaju środki bezpieczeństwa. Ceremonię wręczenia nagród Grammy i Oscarów zaczęto transmitować z dziesięciominutowym opóźnieniem, odwoływane były występy gwiazd, które uznano za obsceniczne. Atmosferę absurdu podgrzewały popularne programy rozrywkowe, w tym twórcy serialu "South Park" i zawieszony na kilka tygodni kontrowersyjny Howard Stern, którzy starali się albo bagatelizować sytuację i wyśmiewać się z tłumaczenia Jackson i Timberlake’a, albo dalej igrać z konserwatywnymi postawami stróżów moralności.

"Kaskaderskie" popisy celebrytów i wszelkiego rodzaju mistyfikacje z ich udziałem stały się częścią przemysłu rozrywkowego. Gwiazdy takie jak Paris Hilton, Lindsay Lohan, Jessica Simpson czy Kevin Federline, walcząc o popularność, rozdmuchują plotki o rzekomych romansach i wypuszczają ukradkiem nagrania ze swoimi erotycznymi wyczynami. Ale bywa, że i dużo poważniejsze problemy celebrytów zostają potraktowane czysto instrumentalnie. Nie tak dawno menedżerowie Rihanny i Chrisa Browna rozdmuchali wieści o bójce, do której między nimi doszło. Informacje o rozwoju wypadków, stanie zdrowia piosenkarki, a potem o planach pary na przyszłość przez kilka tygodni nie schodziły z czołówek portali informacyjnych. Niezależnie od tego, czy do tego zdarzenia w ogóle doszło, znalazło się w ogniu krytyki przede wszystkim środowisk feministycznych, które potraktowały je jako okazję do dyskusji na temat męskiej dominacji i agresji wobec kobiet. Co ciekawe, Jonathan Hay, jeden z ojców sukcesu Rihanny, przyznał w jednym z wywiadów, że trzy lata wcześniej to on fabrykował informacje na temat jej romansu z Jayem-Z. "Była jeszcze wtedy zupełnie nieznana i dopiero wchodziła na rynek z piosenką <Pon De Replay>" - mówi. "Dziś jest największą gwiazdą w show-biznesie. Ale każdy artysta potrzebuje trampoliny do pierwszego sukcesu i nie ma nic lepszego niż dobry skandal".

Tak też coraz częściej zaczynają myśleć również polskie gwiazdy. Mistrzynią "publicity stunt" jest oczywiście Doda. Jej niekończące się rozstania i powroty do Radka Majdana tuż przed premierą nowego albumu, bójka w windzie z członkami Grupy Operacyjnej po ceremonii Eska Awards i zdjęcia z Nergalem, liderem metalowej grupy Behemoth - to bez wątpienia sprzyja rozgłosowi.

Doda została kochanicą Lucyfera >>>

Wybryki polskich gwiazdek nie mają jednak takiej siły rażenia jak te za Atlantykiem, nie stają się też pretekstem do poważniejszej dyskusji na tematy obyczajowe. Chyba że ktoś za "publicity stunt" uzna słynny już występ Agnieszki Chylińskiej z grupą ONA podczas ceremonii wręczenia Fryderyków, kiedy zwróciła się wulgarnie do nauczycieli. Finezji i pomysłu na zaistnienie w masowej świadomości nie mają też Edyta Górniak, Piotr Rubik czy Michał Wiśniewski, którzy bazują jedynie na tanich plotach, ustawianych zdjęciach i procesach sądowych. Cóż, trzeba być niezłym artystą, żeby zrobić prawdziwy skandal.