Pokój Jakuba
(Jacob’s room)
Virginia Woolf
przeł.Magda Heydel
Wydawnictwo Literackie 2009
32,90 PLN

_____________________________________________________________________________

Wydawane ostatnio tłumaczenia nieznanych dotąd w Polsce powieści Virginii Woolf budzą we mnie tęsknotę za mądrą, silną tradycją literatury kobiecej. Polscy krytycy, kiedy używają sformułowania „literatura kobieca”, czynią to z lekceważeniem – bo, jak wiadomo, „literatura kobieca” to literatura pisana przez idiotki dla idiotek. Nie ma w Polsce „literatury męskiej” – wystarczy, że jest założenie, iż cała dobra literatura to literatura męska. Natomiast piszące kobiety, jeśli w dodatku piszą o sprawach „kobiecych” – a więc uczuciach, relacjach itd. – podejrzewa się od razu o głupotę. Na przykład miłość to, jak wiadomo, temat kompromitujący. Co z tego, że wszystkie chyba wielkie powieści tego świata traktują o miłości – w Polsce inteligentnym można zostać wyłącznie, kiedy się pisze o piciu wódki i potępia kapitalizm.

W Wielkiej Brytanii tak nie jest – i to właśnie częściowo dzięki temu, że istnieje tam silna, inteligentna kobieca tradycja literacka, której jedną z fundatorek jest Virginia Woolf.

„Pokój Jakuba” był pierwszą powieścią eksperymentalną Woolf. Napisana w 1922 roku, tym samym, w którym T.S. Eliot opublikował „Ziemię jałową”, a James Joyce „Ulissesa”, książka ta uważana jest za jeden ze sztandarowych tekstów europejskiego modernizmu. Rzeczywiście, przedtem Woolf napisała dwie powieści językiem w miarę tradycyjnym – w „Pokoju Jakuba” natomiast mamy już rewolucję stylistyczną. Oto niezwykły, nowatorski styl znany z późniejszych powieści Woolf, takich jak „Fale” czy „Pani Dalloway”. Perspektywa ciągle się zmienia – „przebiegamy” po świadomości wielu postaci, przybierając kolejno ich punkty widzenia. Daje to efekt rozmycia, rozedrgania zmysłowego i myślowego, i sprawia, że proza ta staje się subtelna i tajemnicza. Pod tą subtelnością kryje się jednak drapieżność, z którą Virginia Woolf traktowała sprawy społeczne i egzystencjalne.

W ten sposób śledzimy życie głównego bohatera Jakuba Flandersa. Zaczynamy od czasów, kiedy był małym chłopcem i bawił się na plaży w Kornwalii. Potem obserwujemy go podczas studiów w Cambridge, gdzie prowadzi dyskusje intelektualne z kolegami i pielęgnuje namiętność do literatury. Widzimy go podczas podbojów miłosnych w Londynie, Paryżu i Grecji, dokąd udaje się w edukacyjną podróż sentymentalną. A jednak tak naprawdę go nie poznajemy. Wiemy, które kobiety go kochają, którzy przyjaciele się z nim kłócą – ale on sam jest czymś w rodzaju pustego miejsca. Odbieramy go jako zagadkę; i czekamy na rozwiązanie. Sądzimy, że tym rozwiązaniem będzie prawdziwe poznanie osobowości bohatera – a tymczasem rozwiązaniem okazuje się śmierć na wojnie. Śmierć, która zresztą od początku na niego czyha, jako na mężczyznę, stworzonego do „heroizmu”.

To zakończenie jest zamierzonym rozczarowaniem. Jakby autorka nam mówiła: sądziliście, że ta fabuła do czegoś zmierza – a ona zmierzała tylko do śmierci. Woolf była pacyfistką i temat wojny pojawia się nie tylko w tej książce – ale „Pokój Jakuba” to także elegia na cześć młodszego brata pisarki Thoby’ego, który umarł na tyfus w 1906 roku po podróży do Grecji.

Dlaczego jest to powieść kobieca? Ponieważ pokazuje sprawy stereotypowo „kobiece”: uczucia, w tym miłość – głównie z kobiecych punktów widzenia. Jakub pokazany jest przede wszystkim jako mężczyzna kochany przez kobiety, które w dodatku bez przerwy analizują swoje uczucia. I Virginia Woolf jako pisarka robi to samo: analizuje uczucia – chociaż „druga strona, czyli panowie w klubach i gabinetach” powiadają, „że kreślenie charakteru to niepoważna salonowa sztuka (…) i zwyczajne bzdury”. Jak widać, to wcale nie muszą być bzdury, tylko wielka literatura.