Kluczem do tegorocznego festiwalu był zamykający koncert pod hasłem "Duety: dobre bo (o) polskie" - miał on połączyć weteranów sceny opolskiej i z jej obecnymi gwiazdami. I w dosyć egzotycznych zestawieniach mogliśmy oglądać m.in. Piotra Kupichę (Feel) z Ireną Jarocką, Kasię Cerekwicką z Markiem Jackowskim (ex-Maanam), Łzy z Jerzym Połomskim, Ivan i Bolter czy K.A.S.A. i grupa Vox. Pomysł mógł wydawać się znakomity, ale jego realizacja obnażyła słabość festiwalu, który musi bazować na tych samych artystach, nie będąc w stanie wypromować żadnego przeboju i piosenkarza. Ranga Opola z roku na rok maleje. O poziomie artystycznym nie ma co wspominać.

>>> Opole zakończyło się... rozbiórką ławek

Aż nadto wyraźnie było to widać podczas piątkowego konkursu premier, gdy na scenie pokazała się masa nowych zespołów gitarowych: Pin, Freedom, The Cuts czy Pectus. Nie wiadomo czy wymienionym grupom marzy się kariera Feel czy Myslovitz, z pewnością jednak najpierw każda z nich powinna zadbać o teksty i kompozycję. Wypadałoby też zatrudnić dobrych stylistów.

Wystarczy wsłuchać się w słowa wyróżnionych piosenek, żeby zorientować się, że mamy do czynienia ze zwykłą grafomanią. "Życie na dystans" grupy Pectus: "A ja ciągle z niebem gram, prawie doskonale bez szans, by się przekonać..." czy "Cud cywilizacji" Freedom: "Jak rozbitek wołasz SOS, wysyłając maila, sms, i nic, bo w odpowiedzi dostajesz jakiś spam, coraz bardziej jesteś tutaj sam". Ale zdecydowanie barwniej od panów i tak wypadły wokalistki - wśród nich na minus wyróżniała się tandetna Candy Girl udająca polską Lady Gagę, a na plus zupełnie odmieniona Ania Wyszkoni znana z grupy Łzy.

>>> Zapendowska: Opole to beznadzieja

Pojawili się też utytułowani artyści, którzy pełnią funkcję "muzycznego planktonu". W końcu K.A.S.A. dawno przestał bawić, Justyna Steczkowska wykonała nieudolny układ taneczny na krześle, a duet Mezo i Katarzyny Skrzyneckiej był zwyczajnie komiczny. Powroty grupy Rezerwat i Marka Jackowskiego należy pozostawić bez komentarza, skoro artyści niedomagali wokalnie.

Trudno powiedzieć, czy udział w konkursie Braci czy Urszuli, którzy wycofali się z powodu zmiany regulaminu (tak jak inni artyści mieli śpiewać z półplaybacku), wpłynąłby na jego poziom. Ale triumf Macieja Maleńczuka w konkursie "Premiery" z "Niewiele Ci mogę dać (na próżno wypłakujesz oczy)" nie jest wielkim osiągnięciem. Zaśpiewał słabszą kopię swego dawnego przeboju "Czerwone tango", a w kategorii knajpianego grania bardziej chwytliwe było "Leżę Sobie" Ryszarda Rynkowskiego.

>>> Tak Mezo i Skrzynecka Plują.pl

Prawdziwy test opolskie piosenki przejdą jednak dopiero podczas wakacji, kiedy na okrągło będą puszczane w stacjach radiowych. Czy któraś z nich odniesie oszałamiający sukces trwający choćby całe lato? Wątpliwe. W końcu Telewizja Polska wielokrotnie przeliczała się ze swoimi typami i pokazywała niemoc w promocji ciekawych artystów. Dowodem na to jest współorganizowany z RMF FM plebiscyt "Superjedynek", w którym w ostatnich latach nagradzano Natalię Lesz, Gosię Andrzejewicz oraz piosenki "Nie kłam, że kochasz mnie" Eweliny Flinty i Łukasza Zagrobelnego, "Time to Party" grupy Jet Set czy "Na kolana" Kasi Cerekwickiej.

>>> Oto najbardziej żenująca opolska premiera

W tym roku w sobotnim koncercie w głosowaniu sms-owym wyróżniono m.in.Pectus za debiut roku, Afromental jako grupę roku, a aż trzy statuetki powędrowały do Piaska. Swoją drogą dość niefortunnie artysta, który przy płycie "Spis rzeczy ulubionych" wsparł się autorytetem Seweryna Krajewskiego, a podziękował za wsparcie tylko Radiu Zet.

Oczywiście w przypadku festiwalu, w którym nagrody przyznawane są głosami telewidzów,trudno jest dyskutować o gustach. Ale mimo to niepokoi ogromny rozstrzał pomiędzy poziomem artystycznym zwycięzców Opola, a na przykład laureatami Fryderyków czy opiniami w prasie, gdzie chwali się takich artystów jak Maria Peszek, Katarzyna Nosowska czy Czesław Śpiewa.

>>> Historia Opola skandalami jest znaczona

Wygląda na to, że sprawą telewizji dokonuje się coraz większy rozłam między kulturą a rozrywką. Wspierane przez telewizję gwiazdy zapewniają masową zabawę, ale nie potrafią zaistnieć na scenie muzycznej. Może dlatego festiwal otworzył żenujący koncert popularnych aktorów pajacujących muzyków?!