"Chałwa była jego sensem życia"
Przepadał za chałwą i marcepanem, ale nie przepuszczał żadnym słodyczom. Mawiał, że akt samobójstwa polegający na zamknięciu się w gabinecie z pięciokilogramową puszką tureckiej chałwy nie byłby wcale złym pomysłem - tak o nieznanym Stanisławie Lemie opowiada jego syn Tomasz.
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Renata Kim: Jakim ojcem był autor "Cyberiady", "Dzienników gwiazdowych" i "Solaris"?
Tomasz Lem*: Czułym i kochającym, niekiedy nadopiekuńczym, co nie zawsze było pożądane, zwłaszcza kiedy byłem nastolatkiem, ale wynikało to z najlepszych intencji. Miał w domu
specjalne prawa i niekiedy z nich korzystał. W zasadzie był dużym dzieckiem. Dzięki temu jako malec miałem wspaniałego kompana do niekonwencjonalnych zabaw. Na przykład nad biurkiem, po
przekątnej jego gabinetu, przez pewien czas kursowała skonstruowana przez niego miniaturowa kolejka linowa napędzana korbką. A pewnego razu wspólnie zastawiliśmy na ciocię pułapkę w postaci
cukiernicy pod napięciem. Urządzenie skonstruowane według pomysłu ojca z baterii i dzwonka wytwarzało prąd. Napięcie było nieduże, ale i tak kopnięcie nie należało do przyjemnych. Ojciec
próbował się tłumaczyć przed matką: "Tomek sam to zrobił", ale ponieważ miałem wtedy około sześciu lat, nie uwierzyła, że byłem w stanie skonstruować urządzenie
wykorzystujące zjawisko indukcji. Zamknęła się z ojcem w łazience i odbyła z nim długą umoralniającą rozmowę.
A on na to odpowiedział: "kapeluch"?
Albo: "drumla". Kiedy bywał wzywany przez matkę na dywanik, wypowiadanie słów "kapeluch" i "drumla" miało przyczynić się do rozładowania
sytuacji. Zwłaszcza że ojciec wybuchał po tym głośnym śmiechem. Zazwyczaj przynosiło to skutek odwrotny od zamierzonego. Matka obawiała się zgubnego wpływu "kapelucha" i
"drumli" na moje wychowanie i wypowiedziała im wojnę. Ostatecznie udało się jej ten obyczaj wyplenić.
Czy ojciec stosował wobec pana jakieś specjalne metody wychowawcze?
Nie przypominam sobie, natomiast sporo uwagi poświęcił mojemu wykształceniu, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie, znosząc do domu naręcza książek popularnonaukowych z zakresu biologii,
fizyki, matematyki. Sposób, w jaki próbował nauczyć mnie języków obcych - w zasadzie sprowadziło się to do wyposażenia mnie w odpowiedni słownik - był kuriozalny. Ale przecież on
właśnie w taki sposób sam nauczył się angielskiego. Ojciec był rozczarowany, gdy okazało się, że nie jestem w stanie w kilka dni nauczyć się podstaw niemieckiego. Tłumaczył mi, że
język niemiecki ma tylko cztery przypadki, a nie siedem jak polski.
czytaj dalej
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!