Powieści Larssona (1954 - 2004) dokonały na światowym rynku wydawniczym prawdziwego podboju. Ich nakłady liczy się w dziesiątkach milionów egzemplarzy, nie sposób w zasadzie przejść koło jakiejkolwiek europejskiej księgarni i nie zobaczyć na wystawie jednej z książek cyklu. To już fenomen na skalę "Harry’ego Pottera". Ale rzecz nie tylko w tym, że "Millenium" jest hitem, o który modlą się nocami szefowie wydawnictw. I nawet nie chodzi o dziennikarski smaczek, że autor zmarł na atak serca przed publikacją pierwszej części, "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", zaś spadkobiercy walczą o prawa do spuścizny po Larssonie w precedensowym procesie (spór trwa o dziedziczenie w niezalegalizowanym konkubinacie - ironią losu jest, że na spadek po zatwardziałym feminiście według szwedzkiego prawa mogą liczyć jedynie jego ojciec i brat, nie zaś kobieta, z którą przeżył w związku ponad dwie dekady).

Najważniejsze jest to, że książki Larssona są po prostu świetne: nowatorskie, wielowymiarowe, silne nie tylko perfekcyjną konstrukcją bohaterów i fabuły, ale też poważną krytyką społeczną. Przeczy to zasadzie, która w innych przypadkach przeważnie się sprawdza, a mianowicie, że książkowy bestseller jest z dużym prawdopodobieństwem grającym adrenaliną czarno-białym gniotem albo zbiorem sentymentalnych banałów przyrządzonych a la Paulo Coelho.

W "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet" Larsson posłużył się wzorcem powieści detektywistycznej, a w "Dziewczynie, która igrała z ogniem" skupił się na mrożącej krew w żyłach sensacyjnej akcji i sposobach działania mediów.

"Zamek z piasku, który runął" jest zbudowany na innej zasadzie - to wysokich lotów thriller polityczny. Historia rozpoczyna się w tym miejscu, w którym urwała się w poprzedniej części: Lisbeth Salander (być może najbardziej niezwykła postać kobieca w historii powieści kryminalnej - dziedziczka cyberpunku i Pippi Pończoszanki) po starciu ze swoim ojcem, chronionym przez szwedzkie służby specjalne byłym sowieckim agentem KGB, obecnie bezlitosnym gangsterem, niejakim Zalachenką, trafia w stanie krytycznym do szpitala. Rozpoczyna się decydująca rozgrywka o jej życie, bo Salander jest nie tylko socjopatyczną, skrzywdzoną buntowniczką, przepełnioną żądzą zemsty, ale też kluczem do skarbca, kryjącego najgłębsze tajemnice szwedzkiego państwa.

Bezpieka zrobi wszystko, by wyeliminować zarówno ją, jak i wścibskiego dziennikarza Mikaela Blomkvista, który zamierza swoją publikacją o losach Salander wysadzić ów skarbiec w powietrze i wywołać polityczne trzęsienie ziemi. Przerobić instrukcję pralki Larsson spektakularnie rozsadził konwencję - w pewnym momencie bohaterem książki przestają być już konkretne osoby, ale staje się nim sam system. To tak, jakby posadzić czytelnika przed schematem złożonej sieci informatycznej i kazać mu śledzić przepływy danych.

Wydawałoby się, że nie ma szans, by podobna perspektywa mogła dać w efekcie fascynującą powieść. Ale napięcie nie opuszcza nas ani na chwilę. Larsson był obdarzony nietuzinkową inteligencją i wielkim talentem narracyjnym, podejrzewam więc, że potrafiłby przerobić na pasjonujący kryminał nawet instrukcję obsługi pralki. Tu, za pomocą literatury, szwedzki pisarz dokonał genialnej, krytycznej analizy sposobów działania demokracji, wychodząc od poziomu jednostek, kończąc zaś na spojrzeniu w makroskali. To zatem nie tylko thriller, ale też unikalna powieść socjologiczna, a nawet politologiczna.

Sam jestem ciekaw, jakie będą dalsze popkulturowe losy trylogii "Millenium" - czy mamy do czynienia z rewolucją? Czy księgarnie zostaną zasiedlone przez klony Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista? Tak czy inaczej "Zamek..." jest godnym zwieńczeniem dzieła, choć wiadomo skądinąd, że Larsson pozostawił po sobie szkice kolejnych części. Dla nas zaś, żyjących w kraju ciągle wstrząsanym newsami o działalności służb specjalnych, ostatnia część trylogii może być lekturą nie tylko chorobliwie wciągającą, ale też wielce pouczającą.


"Zamek z piasku, który runął"
Stieg Larsson
Wyd. Czarna Owca 2009