Inga Iwasiów: PRL był właściwie śmieszny
"Drażni mnie moda na PRL (...) PRL był właściwie śmieszny, posługiwaliśmy się niesprawnymi urządzeniami, oszukiwaliśmy władzę, a wszystko było na miarę śmiechu. Nie podoba mi się taka wersja historii" - wyznała nam prof. Inga Iwasiów. Literaturoznawca i poetka wydała właśnie pierwszą swoją powieść "Bambino" o bolesnej historii powojennego Szczecina.
- Szkvorecky: Coś dodałem, coś ulepszyłem
- W nowej "Ani" mało Ani, a Gilbert to drań
- "Rewers" teraz do czytania. Już w sklepach
- Wielkie czytanie Miłosza w Krakowie
- Polski literacki Nobel dla Dąbrowskiego
- Literacki Nobel dla Herty Müller
- Nobel to najlepsza reklama dla wydawców
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Inga Iwasiów jest literaturoznaczynią, krytykiem literackim i profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego. Zajmuje się literaturą polską XIX. i XX. zieku z perspektywy krytyki feministycznej. Jako pisarka zadebiutowała w 1998 roku zbiorem opowiadań "Miasto-ja-miasto". "Bambino" jest jej pierwsza powieścią.
"Bambino" jest przede wszystkim powieścią założycielską, opowiadającą bolesną historię powojennego Szczecina. A jednak wielu recenzentów, interpretując pani książkę
zaczyna od feminizmu....
Inga Iwasiów*: Bo mnie kojarzy się z feminizmem. Choćby dlatego, że moja poprzednia książka, zbiór opowiadań „Smaki i dotyki”, jednoznacznie interpretowano jako
feministyczną.
W tym wypadku feminizm nie jest sprawą pierwszoplanową.
Nie może być, bo w narracji nie ma miejsca na ujawnienie światopoglądu pisarki. Feminizm oczywiście tkwi w tej opowieści, w jej głębszych warstwach. Światopoglądu nie zostawia się
przecież w przedpokoju, kiedy przystępuje się do pisania książki. A więc jest to przede wszystkim opowieść o kobietach. Ale z drugiej strony, jeśli spojrzeć na to z perspektywy
historycznej, to kto odgruzowywał miasta polskie po wojnie? Głównie kobiety. Na wystawie fotograficznej, która dokumentowała pierwsze lata powojenne w Szczecinie, najwięcej było zdjęć kobiet
z dziecinnymi wózkami, w których woziły gruzy, nie dzieci.
Pani bohaterami są m.in.: Niemka, polski Żyd, chłopak z poznańskiego i dziewczyna z Kresów. Wszyscy zaczynają nowe życie w nowym mieście. Ich losy dowodzą jednak, że biografie
mieszkańców powojennego Szczecina siłą rzeczy musiały być naznaczone głęboką traumą. Tą trauma było wykorzenienie...
Niestety w to wierzę, choć nie wiem, czy to jest fatum Szczecina. Rzeczywiście, tę powieść czyta się jako szczecińską, tożsamościową. Ale przede wszystkim jest to powieść
przesiedleńcza. W gruncie rzeczy chodzi o to, że w tym mieście skumulowało się doświadczenie, które jest najbardziej typowym doświadczeniem XX. wieku.
To doświadczenie pozostawało dotąd niewypowiedziane?
Przez pierwszych kilkadziesiąt lat o przesiedleniach opowiadało się w konwencji bohaterskich historii zdobywania Dzikiego Zachodu. To był ten podstawowy mit, podstawowa narracja, przy pomocy
której starano się uporządkować prawdziwe doświadczenie tamtych ludzi. To mogło nawet dodawać siły. Lepiej jest być zdobywcą Dzikiego Zachodu niż ofiarą wypuszczoną z bydlęcego wagonu.
Dlatego nawet dzisiaj trudno jest ludziom wydrzeć opowieść ich życia, która byłaby opowiedziana inaczej. To jest prawdziwa wyrwa w ich biograficznej świadomości. Kiedy rozmawia się z ludźmi
widać, że ona w nich tkwi.
Co zatem takiego się stało, że o doświadczeniu przesiedleń nagle zaczęło się mówić w sposób otwarty?
Myślę, że działa tutaj coś, co można by nazwać biologią pamięci. W ostatnich latach życia ludzie zaczynają przypominać sobie to, co wcześniej odsunęli. Wielu z nas ma to doświadczenie
w rodzinach. Niektóre historie oczywiście są dobrze znane i przy okazjach rodzinnych powtarzane wielokrotnie, ale i one nagle doznają jakiegoś przyspieszenia. Pewne szczegóły, które
wcześniej nie były potrzebne czy też może po prostu o nich nie pamiętano, zaczynają wypływać na powierzchnię.
























































~Kinga Szlaska2010-08-08 13:34
Ta pamięć biologiczna to często potworne załganie. Babunia nagle z dziwki staje się świętą, zlodziej dobroczyncą, oszust czyms tam jeszcze .Wszyscy wiedza, co działo się w Szczecinie po wojnie, kto tu przyjechał,co się działo.Pionierzy ucywilizowali się troche i potrzebują mitu -czyli potwornego kłamstwa.Pani Iwasiów zaspokoiła te potrzeby ,o czym swiadczy chociazby to, że wyniesiono ją prawie na ołtarze.No cóz, nie pierwszy i nie ostatni raz się to ludziom przytrafiło.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!