Dziennik.plKsiążki

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 36°C

Pierwszy wywiad rzeka z Pszoniakiem

2009-11-19 | Ostatnia aktualizacja: 20:46 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Aktor" - tytuł najprostszy, ale i jakoś bezczelny, buńczuczny. Jednak w toku rozmowy z Michałem Komarem okazuje się, że Wojciech Pszoniak ma prawo swe wspomnienia tak zatytułować.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Aktor"

Wywiad-rzeka Michała Komara z Wojciechem Pszoniakiem

Wyd. Wydawnictwo Literackie 2009




Można powiedzieć patetycznie – Wojciech Pszoniak nosi piętno swych wielkich ról. Moryc Welt, Robespierre, Korczak, kreacje w spektaklach Konrada Swinarskiego, Andrzeja Wajdy, Zygmunta Hubnera. Całkiem zasłużone miano artysty wybitnego, jednego z wielkiej trójki z „Ziemii obiecanej” – tych, dla których Polska stała się za ciasna, więc stanął przed nimi otworem najpierw francuski teatr i film, potem cała Europa.

Można powiedzieć prościej – oszałamiający sukces Pszoniaka uczynił z niego niewolnika. Znaczenia wymienionych już ról nikt nie mógł kwestionować, błyskawicznej kariery i zagranicznych splendorów również. Tyle tylko, że przynajmniej z polskiej perspektywy kogoś, kto polskie kino i teatr obserwuje mniej więcej od dwóch dekad była to wielkość raz zdobyta i na zawsze zadekretowana. Legendarne przedstawienia Swinarskiego („Klątwa”, „Sen nocy letniej”, „Wszystko dobre, co się dobrze kończy”) to jest końcówka lat 60. i początek 70., „Biesy” Wajdy – rok 1971, jego „Sprawa Dantona” – 1975, „Lot nad kukułczym gniazdem” w reżyserii Hubnera powstał dwa lata później, kiedy po „Ziemi obiecanej” Pszoniak był u absolutnego szczytu formy. A potem? Genialny Robespierre w „Dantonie” Wajdy, rozjaśniony wewnętrznym światłem, po ludzku heroiczny doktor Korczak z jego późniejszego filmu.

Sensacją stał się jego powrót do warszawskiego Teatru Powszechnego, gdzie zagrał tytułowego Garderobianego w sztuce Ronalda Harwooda, inscenizowanej przez Hubnera. A jednak tam po raz kolejny można się było przekonać, bardziej od ruchu uwagę przykuwa trwanie, a słowa przegrywają z milczeniem. Sira grał bowiem Zbigniew Zapasiewicz i chociaź obu znakomitych wykonawców połączyło szlachetne partnerowanie, właśnie do niego należał przde wszystkim ten seans. A potem ileś ról z razdka głównych, a częściej drugiego planu, które oglądało się z satysfakcją, ale i świadomoscią, że dla artysty klasy Wojciecha Pszoniaka są jak strzepnięcie kurzu z marynarki.

W kinie w „Bajlandzie” Dederki, w „Nadziei” Muchy, ostatnio w „Mniejszym złu” Morgensterna. W teatrze sprawa jest bardziej skomplikowana. Pamiętam z jaką lekkością i wyczuciem specyfiki francuskiej wyrafinowanej farsy wcielił się Pszoniak w Pignona – owego dobrodusznego idiotę z „Kolacji dla głupca” w warszawskim Ateneum. To była wyższa szkoła jazdy. Widziałem potem w tej samej partii w filmie „Plotka” świetnego Daniela Auteila – Pszoniak z pewnością nie był gorszy. Potem zaś przyszedł „Belfer”, monodram, z którym aktor zjeździł pół Polski. Popis czysto gwiazdorski, zdawało się, że dawny Robespierre marnuje talent i siłę na błyskotki pośredniego gatunku, w dodatku do cna jest zachwycony władzą nad zakochaną w nim, przybyszu z paryskich salonów, publicznością. Apetyty wzbudzil udział Pszoniaka w „Waszej ekscelencji” Dostojewskiego, przygotowanej przez Izabelę Cywińską we Współczesnym. Tym razem mocy zabrakło całemu przedstawieniu, a aktor skupił się na technicznych trickach, jakby na oczach widzów ćwiczył zdolność scenicznej transformacji.

Jacek Wakar
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«