"Wino, kobiety i śpiew"
Andrzej Mleczko
Wyd. Iskry 2009



Lektura najnowszego tomu prac krakowskiego rysownika przekonuje, że autor "Wina, kobiet i śpiewu" się nie zestarzał. Świetnie wie, że w jego profesji dojrzałość jest zabójcza, więc z uporem od niej ucieka. I bardzo dobrze, nie ma chyba nic gorszego niż satyryk pozujący na mędrca i dydaktyka. Mimo blisko czterdziestu lat pracy artystycznej satyryk z miasta smoka ciągle recenzuje świat z pozycji błazna, ale bliżej mu do błazeństw Stańczyka niż pseudointelektualnych dowcipów Marcina Dańca. Mimo że na bieżąco komentuje polską rzeczywistość, to udaje mu się omijać mielizny doraźnej tematyki.

W najnowszym tomie Mleczko pogrupował rysunki w cykle. Są wśród nich "Dialogi metafizyczne", "Rozgrywki małżeńskie", "Wieś tańczy i śpiewa" i "Polityka dzika" - ale ten podział należy traktować umownie. Większość z nich da się interpretować na różne sposoby. Weźmy rysunek przedstawiający dwie pszczoły obserwujące mrowisko. "Pracuje najwyżej kilkanaście procent. Reszta to konsultanci" - komentuje jedna z nich. Albo obrazek z wielką, parująca kupą, obok której krzątają się muchy - operator kamery i dziennikarz. "Podajemy wiadomość z ostatniej chwili!!!" - krzyczy do mikrofonu owadzi żurnalista i dla każdego jest jasne, że tytuł tego cyklu, "Zwierzyniec", jest kamuflażem.

Mleczko przyzwyczaił nas do błyskotliwej żonglerki ezopowym językiem, paradoksem, mariażem tematyki wysokiej z niską oraz surfowania po różnych rejestrach polszczyzny. Jego kreślone grubą kreską rysunki, w większości kolorowe, często bardziej niż satyrę przypominają minipowiastki filozoficzne. Ich wymowa jest słodko-gorzka, Mleczko nie ma najlepszego zdania o ludziach, choć daje o tym znać w zawoalowanej formie. "Koniec świata jest blisko" - głosi napis na transparencie, który dzierży karp z obrazka w cyklu "Wesołych świąt". Tropi nasze narodowe wady, choć tym razem robi to nie wprost. Patologię polskiej rzeczywistości uosabiają u Mleczki politycy. Można się nie zgadzać z politycznymi sympatiami autora, ale rysunek, na którym prezydent Kaczyński (lub jego brat) ćwiczy przed lustrem uśmiech, na siłę rozszerzając sobie dłońmi usta, opatrzony dymkiem "próbuje ocieplić swój wizerunek", jest zabawny i - przynajmniej w części - zgodny z prawdą.