"Powrót do domu"
Bernhard Schlink
Wyd. Świat Książki 2008


Przełamanie klątwy, którą rzucili na niego bogowie, zajęło Odyseuszowi wiele lat. Dopiero wtedy mógł skierować swój statek ku brzegom Itaki i wrócić do domu. Tam znalazł zawsze wierną, czekającą na niego Penelopę. Ten homerycki mit jest samym sercem rozważań Bernharda Schlinka w "Powrocie do domu". "Dom" znaczy jednak u Schlinka zupełnie co innego niż u greckiego poety. Nie ma też jednego Odyseusza.


Magia dzieciństwa

Pierwszym z nich jest młody prawnik, Peter Gebauer. O tym, jak główny bohater się nazywa, i kim jest, dowiadujemy się jednak dopiero po jakimś czasie. Pierwsza część książki poświęcona jest przede wszystkim idyllicznym opisom jego dzieciństwa. Nie chodzi o dzieciństwo w domu rodziców. Ojca nigdy w nim nie było, a opisy matki dają wyobrażenie osoby raczej pragmatycznej i chłodnej. Prawdziwego dzieciństwa Peter doświadczał tylko raz w roku podczas wakacyjnych pobytów u dziadków w miasteczku w Szwajcarii. Tu kumulowała się cała magia: w codziennym pomaganiu babci w pracach domowych, noszeniu wielkiej torby na zakupy za dziadkiem, zapachu świeżych bułek w piekarni. W wieczorach, podczas których dziadkowie redagowali artykuły i powieści do własnego czasopisma, a chłopiec uczył się wierszy i przyglądał ich spokojnym twarzom. I w pierwszej miłości do małej Włoszki, z której języka nic nie rozumiał, ale której urokowi nie sposób było nie ulec.



Nieprawdziwa idylla

Ten magiczny czas zostaje zatrzaśnięty i oddzielony od racjonalnego życia prawnika z dobrym dochodem i wykształceniem. Jednak Gebauer w dorosłych latach nie jest zdolny, by odczuwać szczęście, i nie potrafi zbudować dobrego związku z żadną kobietą. Zaczyna więc podejrzewać, że idylla, jaką chce pamiętać, nie jest całą prawdą o jego dzieciństwie.

Próba rekonstrukcji zaczyna się od przypadkowego znalezienia przez niego jednego ze szkolnych zeszytów. W dzieciństwie babcia dawała młodemu Peterowi kartki z zapisanymi na nich powieściami. Chłopiec mógł w szkole robić notatki na ich odwrocie. Babcia prosiła przy tym, by nie czytał zapisanych na nich pierwotnie historii, być może w obawie, że są jeszcze dla niego zbyt poważne.


Jako dorosły mężczyzna Peter zaczyna czytać właśnie te historie. Tak pojawia się drugi Odyseusz. W znalezionym przez niego fragmencie powieści pewien Niemiec, wróciwszy po wojnie z Syberii, znalazł co prawda swoją żonę i dziecko, ale przy nich jest już obcy mężczyzna. Penelopa w powieści Schlinka nie chciała, a może bała się? A może nie miała siły? - czekać.

Motyw Odysa nie pojawia się po raz pierwszy w twórczości niemieckiego pisarza. W istocie jest to jeden z najważniejszych tropów, jakie pojawiają się w jego powieściach od wielu lat. Również główny bohater "Lektora" recytował poemat Homera ukochanej przez niego kobiecie. Kontekst ten pozwala zrozumieć, że perypetie głównego bohatera, a nawet historia powracającego z Syberii żołnierza są u Schlinka tylko pretekstem do znacznie ważniejszego pytania.

Kluczem może tu być dość scena z początku "Powrotu do domu". Dziadek chłopca, patrząc na rozproszone na powierzchni drzwi krople wody, mówi nagle: "One są jak Niemcy rozsiani w różnych częściach świata". Opowieść o Odyseuszu jest najważniejszym mitem dla Niemców - zdaje się mówić Schlink. To naród, który w całości wyemigrował ze swojej pierwotnej tożsamości i jest skazany na wieczną tułaczkę i niezadowolenie z powodu niemożności znalezienia na powrót domu - można by dopowiedzieć, parafrazując słowa jednego z najwybitniejszych żyjących filozofów niemieckich Petera Sloterdijka.



Nierozwiązywalny klincz

U Schlinka powrót do Itaki jest zawsze tylko marzeniem. W rzeczywistości w ludzkim życiu nic nie spełnia się tak, jakbyśmy tego pragnęli, zawsze istnieje swojego rodzaju przesunięcie. Czy to sprawiedliwy wyrok? - można zapytać, biorąc pod uwagę, że Bernhard Schlink jest nie tylko pisarzem, ale również profesorem prawa. Niemiecki pisarz odpowiedziałby być może, że niekoniecznie. Ale w tym właśnie tkwi samo sedno zainteresowań tego twórcy. W najlepszych swoich książkach pokazuje on zwykle nierozwiązywalny klincz pomiędzy poczuciem sprawiedliwości, prawem a losem, na który jednostki nie mają często żadnego wpływu.

A wreszcie, być może tak jest dla Odyseusza lepiej? W końcu, jak pamiętamy, w jakiś czas po powrocie do domu zabił go jego własny syn.