"Goethe i Schiller. Historia pewnej przyjaźni"
(oryg. "Goethe und Schiller. Geschichte einer Freundschaft")
Ruediger Safranski



W Polsce, mimo iż kończy się właśnie rok Słowackiego, nie ukazała się ani jedna pozycja, której sukces byłby porównywalny.

Spacer po księgarniach w Berlinie czy Monachium daje wyobrażenie o tym, jak można świętować urodziny wieszczów. Z okazji 250. jubileuszu Fryderyka Schillera na półkach wyeksponowano biografie, opracowania i kieszonkowe wznowienia najsłynniejszych książek autora "Intrygi i miłości". Na próżno szukalibyśmy takiej różnorodności u nas.



Kubek Wertera

Ruediger Safranski jest ceniony jako autor znakomitych biografii, między innymi Artura Schopenhauera czy Fryderyka Nietzschego. Jego najnowsza książka "Goethe und Schiller. Geschichte einer Freundschaft" ("Goethe i Schiller. Historia pewnej przyjaźni") powtarza sukces jego poprzednich, poświęconych romantykom publikacji (ostatnia, "Romantik – eine deutsche Affaere", w której śledził związki między romantyzmem a ruchem narodowosocjalistycznym w Niemczech, sprzedała się w setkach tysięcy egzemplarzy).

"Goethe und Schiller" to biografia - nie bohaterów jednak, ale relacji między nimi. Safranski opowiada wieloletnią przyjaźń i ożywioną wymianę korespondencji zarazem drobiazgowo i lekko, wymagając od czytelnika zaangażowania, ale też nagradzając go pysznymi anegdotami. Opisuje spotkanie w 1779 r., gdy młodziutki Schiller po raz pierwszy spotkał "bożyszcze młodych", ale nie miał odwagi się do niego odezwać. Potem – zaskakujący dzień 15 lat później, gdy dwaj poeci znaleźli wspólny język, przechodząc od przypadkowej rozmowy o interesach do wielogodzinnej dyskusji o światopoglądach, książkach i oddziaływaniu kolorów na nastrój (nauki przyrodnicze to przedmiot głębokiego zainteresowania obu twórców - jego wyrazem choćby oryginalna teoria barw Goethego). Wreszcie - długą chorobę i śmierć Schillera, a następnie 20-letnią tęsknotę Goethego za przyjacielem.


W opowieści Safranskiego szczególną rolę odgrywa Weimar, miasto, w którym Goethe i Schiller spędzili najważniejsze lata swojej znajomości. Dziś, w ich domach, które oddzielał zaledwie kilkuminutowy spacer, znajdują się poświęcone poetom muzea. Po wizycie w doskonale zachowanych wnętrzach można odwiedzić sklepy muzealne. Zgromadzono tam kolekcje związanych z poetami przedmiotów, przygotowanych tak, by mogły trafić do niemal każdego odbiorcy. Niektórzy odwiedzający tłoczą się więc przy regale, gdzie obok ekskluzywnych wznowień dzieł zebranych stoją kolekcje wydań kieszonkowych. Osobny stół zajmują gadżety dla tych, którzy książki już mają lub których czytanie interesuje nieco mniej: kubki z cytatami, długopisy, magnesy, apaszki i krawaty z barwnymi reprodukcjami rysunków Schillera i Goethego. Specjalny stolik poświęcono najmłodszym. Tam, obok komiksów i bogato ilustrowanych książek z historią Wilhelma Tella i Wertera, można kupić gry planszowe, karty i klocki z motywami z dzieł.



"Balladyna" w audiobooku

Polskiemu czytelnikowi daje to do myślenia. Co przeszkadza, by takie same kolekcje przygotować z myślą o Słowackim, Mickiewiczu czy Krasińskim? Jak sprawić, by opowieści o polskich romantykach stały się bestsellerami?

W znakomitej książce "Mesjasze" węgierski pisarz i dramaturg, autor wystawianego u nas "Szalbierza" (rzecz o Wojciechu Bogusławskim) Gyorgy Spiro opisuje spotkanie pewnego człowieka z Mickiewiczem. Nie umiejąc lepiej powitać poety, zaczyna on z radości recytować "Pana Tadeusza". Podczas gdy bezbłędnie odtwarza księgę za księgą, znudzony Mickiewicz kładzie się wreszcie na łóżku i zasypia, i nawet jego doniosłe chrapanie nie przerywa recytacji kolejnych ksiąg.


Ta scena nie jest wyrazem reakcji typowego Polaka na "Pana Tadeusza", ale mojego osobistego marzenia o obecności poezji polskich romantyków w szeroko pojętej kulturze. O Słowackim, Mickiewiczu, Krasińskim nie brakuje wybitnych książek. Dość wymienić kilka z nich: "Mickiewicz. Encyklopedia" Jarosława Marka Rymkiewicza i innych, "M jak Mickiewicz" Tomasza Łubieńskiego, "Portret Słowackiego" Pawła Hertza.

Brakuje jednak opracowań dla bardziej zróżnicowanych odbiorców. Polscy wieszczowie zostali w ten sposób zatrzaśnięci w kręgu kultury tak wysokiej, że nie sposób w ogóle do nich się dostać. Nauczyliśmy się czytać ich poezje ze sztywno wyprostowanymi plecami, zupełnie jakbyśmy chcieli dopasować postawę do kształtu szkolnej ławki. Tymczasem, skoro nagrania wybranych poezji Goethego należą dziś do najpopularniejszych w Niemczech audiobooków, podobnie mogłoby być zapewne w Polsce. Jeśli "Romantyzm", komiks Grzegorza Janusza i Krzysztofa Gawronkiewicza, okazał się tak popularny, być może warto byłoby opublikować podobnych zeszytów więcej. Nie chodzi tu, by zainteresowanie wybitnymi twórcami sprowadzić do kolekcjonowania gadżetów, z literaturą niemających nic wspólnego. Tworzenie popularniejszych środków przekazu ma inny cel: by formy łatwiejsze przygotowywały i zachęcały do czytania prawdziwej literatury.

Aby jednak taka obecność mistrzów poezji romantycznej była możliwa, musielibyśmy przełamać ograniczenie, które istnieje prawdopodobnie w naszych własnych głowach. Chodzi o dziwne przekonanie, że kultura albo musi być absolutnie wysoka, albo zupełnie niska. Tymczasem istnieje jeszcze olbrzymi obszar po środku: o romantykach z całą pewnością można pisać jak Safranski: lekko, nie popadając w uproszczenia. Szkoda, że jak dotąd większość książek z tej dziedziny spełniających wymienione kryteria napisali obcokrajowcy: dość wymienić "Mesjaszy" Spiro czy książkę "Adam Mickiewicz człowiek" Jeana-Charles’a Gille-Maisaniego, frapujące studium psychologiczne autora "Pana Tadeusza".




Towar eksportowy

Aby polski bank pomysłów na romantycznych wieszczów nie był pusty, warto byłoby również pomyśleć o dobrze zaplanowanych programach przyszłych jubileuszy. Chodzi o to, by na przykład pamiętać o łatwo dostępnych stronach internetowych obchodów. Mogłyby być na nich umieszczone informacje o wszystkich wydarzeniach odbywających się z okazji roku Słowackiego czy Krasińskiego. Informacje o konkursach, wyjazdach stypendialnych, zapotrzebowaniu na innowacyjne projekty muszą docierać do młodych artystów i naukowców. Tylko w takich warunkach mielibyśmy szansę, że Słowacki, Mickiewicz czy Krasiński staną się towarem eksportowym. I że polska literatura romantyczna wywoła dyskusję nie tylko nad Wisłą.