Powieść Szkvoreckiego mnie powaliła
Andrzej Jagodziński, tłumacz literatury czeskiej, dziennikarz, eseista, w tym roku otrzymał pierwszą w historii Angelusa nagrodę dla tłumacza za przekład "Przypadków inżyniera ludzkich dusz" Josefa Szkvoreckiego. Nam opowiedział, jak powstawała polska wersja dzieła laureata tegorocznej Nagrody Literackiej Europy Środkowej.
- Angelus dla Josefa Skvoreckiego
- Oto najlepszy pisarz Europy Środkowej
- Odyseusze tułaczki niemieckiej tożsamości
- Bałkańska Shirley Temple czasów Holokaustu
- Ota Filip budzi demony totalitaryzmu
- Krzysztof Varga startuje do "Angelusa"
- Oto najlepszy pisarz Europy Środkowej
- Szkvorecky: Coś dodałem, coś ulepszyłem
- Varga uwarzył pyszny gulasz po węgiersku
- Biblioteka snów jak z Borgesa
- Klęska pod Moskwą
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na polskie tłumaczenie dzieła Szkvoreckiego czekaliśmy aż kilkadziesiąt lat. Dlaczego tak długo?
Andrzej Jagodziński: "Przypadki inżyniera ludzkich dusz" w oryginale ukazały się pod koniec lat 70. Ja od Szkvoreckich dostałem je w 1986 roku. Powieść mnie powaliła.
Natychmiast usiadłem i zacząłem ją tłumaczyć. Wkrótce jednak zorientowałem się, że nie jest to książka, którą można przełożyć linearnie. Najpierw trzeba było wypreparować z niej
wszystkie wątki i rozłożyć na czynniki pierwsze. W dodatku każda z postaci ma swój język: jest np. język czechoamerykański, ale jest i gwara lat 40. i 50. Początkowo przetłumaczyłem
około 300 stron. Te fragmenty ukazały się w książce będącej wyborem tekstów Szkvoreckiego zatytułowanej "Wyjątki z autosztambucha", która ukazała się w 1988 r.
nakładem jednego z niezależnych wrocławskich wydawnictw.
A potem?
Przyszedł rok 1989, zacząłem pracować jako dziennikarz, zostałem korespondentem w Pradze i Bratysławie, potem byłem dyrektorem Instytutu Polskiego w Pradze. A "Przypadki..."
to książka, która wymagała wierności i absolutnego oddania na przynajmniej rok. Wróciłem do niej dopiero w 2007 roku.
Co najbardziej ceni pan w "Przypadkach..."?
Dla mnie jest to opowieść o kraju, w którym żyłem. W normalnym, demokratycznym państwie żyję stosunkowo od niedawna. Z drugiej strony nie jest to powieść nostalgiczna.

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!