Perry Mason literatury?
- Rok nietrafionych nagród literackich
- Kafka nie do poznania
- Projekt: Iredyński
- Kim Youngha, czyli Kafka po koreańsku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Film
Ostatnio widziałem „Białą wstążkę” Michaela Hanekego i wciąż nie mogę się otrząsnąć, tak intensywne jest to kino. Do Hanekego mam słabość już od czasów
„Pianistki” na podstawie prozy Jelinek. Spotkałem się z opinią kilku moich znajomych, którzy emocjonalnie nie radzą sobie z jego kinem, twierdzą, że Haneke zbyt blisko
dotyka ludzkiej natury i przez to jest nieznośny. Dla mnie z tego samego powodu jest wyjątkowo prawdziwy. Dla porównania – obejrzałem też niedawno „Bękarty wojny”
i wyszedłem z kina niewzruszony. To film, w którym znani aktorzy robią coś w rodzaju show i są w tym potwornie przewidywalni. To nie dla mnie. Nie chodzę do kina dla Brada Pitta, tylko dla
poruszającej historii. Absolutnym mistrzem jest dla mnie Roy Andersson. Jego specyficzne, długie ujęcia kamery, obezwładniają swoją estetyką. Nikt mu nie dorówna.





















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!