All Star Batman i Robin, cudowny chłopiec"
(oryg. "All Star Batman and Robin, the Boy Wonder")
scenariusz: Frank Miller
ilustracje: Jim Lee
przeł. Jarosław Grzędowicz
Egmont Polska 2009
Ocena: 5/6


Multimilioner Bruce Wayne, pozbawiony supermocy, ale kierowany żądzą odwetu na całym świecie przestępczym (jego rodzice zginęli z rąk drobnego rzezimieszka), balansujący na krawędzi szaleństwa – w rękach sprawnego scenarzysty to samograj. I wiele razy dane nam było zagłębiać się w mroki duszy Wayne'a, czy to w genialnym „Azylu Arkham”, czy „Zabójczym żarcie”, by wspomnieć tylko komiksy wydane w Polsce. Ale niewielu scenarzystów potrafi zdekonstruować postać Batmana tak jak Frank Miller. Jego „Powrót Mrocznego rycerza”, alternatywna historia opowiadająca o starości zamaskowanego superbohatera, był jednym z tych albumów, które w latach 80. ubiegłego wieku na dobre zmieniły oblicze amerykańskiego komiksu. Nawet w mniej udanej kontynuacji „Mroczny Rycerz kontratakuje” Batman był wyrazistym, mocnym charakterem.

W „All Star...” Miller po raz kolejny mierzy się z legendą Batmana, tym razem przy udziale utalentowanego grafika Jima Lee. Obaj rekonstruują tu pierwsze spotkanie Mrocznego Rycerza z Dickiem Graysonem, synem pary brutalnie zamordowanych cyrkowych atletów, który wkrótce stanie się nieodłącznym pomocnikiem Batmana – Robinem. Historia w sumie znana – w innych komiksach o Batmanie była już opowiedziana kilka razy. Ale ta wersja różni się od poprzednich. To już nie jest opowieść o trudnej przyjaźni Mistrza i Ucznia. To raczej charakterystyczna dla scenariuszy Millera wyprawa w mroczne odmęty ludzkiej duszy. Świat w jego komiksach pozbawiony jest zasad, moralności i litości.


Gotham City to miasto przeżarte korupcją, w którym zbrodnia rozprzestrzenia się jak zaraza, a jedyną odpowiedzią na przemoc jest przemoc. Sam Bruce Wayne już dawno przekroczył cienką granicę dzielącą obsesję od szaleństwa, stał się napędzanym nienawiścią mścicielem. W gruncie rzeczy niewiele się różni od przestępców, z którymi walczy. „Jestem cholernym Batmanem” – powtarza nieustannie, jakby te słowa mogły zagwarantować mu niepodważalną pozycję oskarżyciela, sędziego i kata w jednej osobie.

A Robin – na początku przerażony, udręczony, na siłę wciśnięty w rolę która pozornie od niego nie pasuje – szybko idzie w jego ślady. „Prawie zabiłem dziś człowieka. Kogoś, kto nie zrobił mi nic złego. I podobała mi się każda sekunda” – mówi. Opamiętanie przychodzi jednak za późno. I paradoksalnie im bardziej zdeprawowani wydają się bohaterowie, tym bardziej stają się ludzcy, tym bardziej uświadamiamy sobie, że gdzieś w głębi duszy podzielamy kierujące nimi uczucia: gniew, pragnienie zemsty, frustrację. Piekło jest w każdym z nas.