Rozprawa Jelinek z narodowymi demonami
Ta lektura nie ma sprawić nam przyjemności. To potężne działo, które pisarka wytacza przeciwko rodakom. W wydanych po polsku "Dzieciach umarłych" noblistka z Wiednia znów rozprawia się z narodowymi demonami. O jeden raz za dużo.
- Perry Mason literatury?
- Debiut Jelinek pierwszy raz po polsku
- "Nobel traci znaczenie"
- Literacki Nobel dla Niemki?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dzieci umarłych"
(oryg. "Die Kinder der Toten")
Elfride Jelinek
wyd. WAB 2009
Przez ponad sześćset stron powieści przebrną tylko najbardziej zdeterminowani czytelnicy. Jeśli po przeczytaniu "Pianistki", "Wykluczonych" czy
"Amatorek" uważamy, że poznaliśmy Jelinek na wylot, tym razem czeka nas zaskoczenie. W "Dzieciach umarłych" nie znajdziemy śladu fabuły ani tradycyjnie
rozumianych bohaterów. Ta książka to raczej poemat lub kolaż następujących po sobie w zawrotnym tempie makabrycznych obrazów.
"Dzieci", które w oryginale ukazały się w 1995 roku, były przede wszystkim głosem oskarżycielskim przeciwko Austriakom, którzy problem własnej współodpowiedzialności za
nazizm przez lata zamiatali pod dywan. Dla Jelinek sielska Austria to kraj zombi, nigdy niepochowanych umarłych, którzy powracają, by przeżywać swoją śmierć na nowo.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!