"WILQ 1234"
Scenariusz: Tomasz Minkiewicz, Bartosz Minkiewicz
Ilustracje: Bartosz Minkiewicz
BM Vision 2009
Ocena: 6/6



Już na pierwszej planszy „Wilqa” pojawia się następujące ostrzeżenie: „Jeszcze możesz przestać czytać ten komiks. Zrób to, bo w przeciwnym razie będziesz musiał czytać mnóstwo słów na k, s, p, j, a nawet na h! Zostałeś ostrzeżony”. I autorzy serii, Tomasz i Bartosz Minkiewiczowie, niemal na każdej stronie udowadniają, że nie rzucają na wiatr swoich słów. Nawet tych na k

Koncepcja była bardzo prosta – Wilq jest superbohaterem, działającym w Opolu, „mrocznym mieście”. Walczy ze złem, reprezentowanym przez tak barwne postaci (i istoty) jak Doktor Wyspa (psychopatyczny superłotr z Zaodrza), Trójpalczasta ręka z ciasta czy jamnik topiciel. Ale z banalnego, rysowanego ostentacyjnie niechlujną kreską i naszpikowanego przekleństwami niczym koszary po przepustce komiksu zrobił się nagle popkulturowy fenomen. Niektóre cytaty z „Wilqa” weszły do codziennego użycia – co jest o tyle zabawne, że kapitalne dialogi w komiksie Minkiewiczów wzięły się właśnie z doskonałego wyczucia języka ulicy. Przypominające bazgroły z ostatniej strony szkolnego zeszytu ilustracje kryją dużo niespodzianek – wystarczy przyjrzeć się dokładnie, co dzieje się zazwyczaj na drugim planie (okłądka albumu jest również tego doskonałym przykładem). Na kolejne części „Wilqa” się czeka (niestety, ostatnio coraz dłużej), a powszechnie nadużywany przymiotnik „kultowy” do tej akurat serii pasuje stuprocentowo.


Owszem, czasem trzeba dużej odporności i wyczucia ironii, by czytać „Wilqa” bez poczucia, że granice dobrego smaku zostały przekroczone i to wielokrotnie. Mamy jednak do czynienia z autorami piekielnie inteligentnymi i w pełni świadomymi pułapek, jakie niesie obrana przez nich konwencja. To dzięki temu lektura „Wilqa” niesie całą masę szczeniackiej frajdy, trochę jak dorysowanie po kryjomu penisa na plakacie wyborczym. Tyle że ten niecenzuralny rysunek robią za nas inni.

Gdybym miał wymienić najbardziej wpływowy polski komiks ostatniej dekady, to bez wahania wskazałbym właśnie „Wilqa”. To być może zaskakujące, bo seria braci Minkiewiczów wyrosła nieco w cieniu innych – nie mniej popularnych – komiksów: „Jeża Jerzego”, „Osiedla Swoboda” czy „Mikropolis”. A jednak to „Wilq” najbardziej wbił się w popkulturową codzienność. Swoją dezynwolturą, anarchicznym humorem rodem ze szkolnego podwórka, ale i celnymi, złośliwymi obserwacjami szarej polskiej rzeczywistości zachwycił nawet czytelników, którzy po komiksy raczej nie sięgają. Tyle że część z nich za żadne skarby się do tego nie przyzna. W końcu każdy z nas ma czasami ochotę bezkarnie pobazgrać jakiś wyborczy afisz.