"Nikołaj i Bibigul"
Dmitrij Strelnikoff
Wyd. W.A.B. 2009



Mieszkającemu raz w Moskwie, raz w Paryżu Nikołajowi pieniądze wypełniają kieszenie, a kobiety łóżko. Rezygnuje jednak z dotychczasowych nowobogackich przyjemności, by odnaleźć rodzinny skarb. Udaje się w podróż do Kazachstanu, który jest inny niż ten z czasów jego dzieciństwa, bo już ani nie taki rosyjski, ani bezpieczny. Jest ledwie widocznym cieniem dawnego imperium, na który Nikołaj spogląda z pogardą. Cel podróży bliski jest samemu autorowi, który pochodzi z Ałma Aty i sam boryka się z geopolitycznym rozdarciem. Stąd powieść zawiera w sobie ciekawe socjologiczne spojrzenie na współczesne relacje rosyjsko-kazachskie. Nikołaj będzie musiał obalić stereotyp Kazachstanu jako ziemi gorszej, przywłaszczonej przez barbarzyńców. Napotykane sytuacje i ludzie spowodują, że poczucie wielkopańskiego zadufania zniknie, a obcy stanie się bratem.

Wędrówka Nikołaja stanie się wypadkową przygód Indiany Jonesa i Iwana Bezdomnego z "Mistrza i Małgorzaty" bohater będzie musiał stawić czoła nie tylko kazachskiej milicji, ale także, a może przede wszystkim, zagadkowym postaciom o nie do końca realnym statusie. Świat wewnętrznych projekcji Nikołaja, będący mieszanką hipnotycznych zwidów, wspomnień i wyobrażeń, jest w powieści Strelnikoffa niezwykle wciągający. Autor pozwala płynąć potokowi skojarzeń - kochanki Nikołaja wcielają się w siebie, Pablo Picasso idzie szukać swojej córki, na to wszytko Siergiej Gainsourg śpiewa "Je t’aime, moi non plus". Napotkana w drodze Bibigul zagra z Nikołajem w toguz kumalak (tradycyjną kazachską grę towarzyską) przypominającą bergmanowski pojedynek w szachy z "Siódmej pieczęci".

Kiedy mamy nadzieję, że kryminalne przygody poprowadzą nas w kierunku prawdziwej introspekcji bohatera, zostajemy zatrzymani. Refleksje i doświadczenia Nikołaja o metafizykę się jedynie ocierają. Szkoda.