Walka z głupotą wydaje mi się beznadziejna
Nowa edycja głośnej książki Janusza Głowackiego "Moc truchleje", o której krytycy pisali "jeden z piękniejszych tekstów o mechanizmach i kolejach losu >pełzającej kolaboracji<", inauguruje Kanon Literatury Podziemnej. Nam wybitny pisarz opowiada m.in. o polskiej skłonności do martyrologii i megalomanii.
- Głowacki i Leonenko o wielkim poecie
- Wzajemne nienawiści pisarzy
- Daniel Odija: Życie kreśli sztukę
- Kolejny dobry kryminał ze Szwecji
- Rola idei po 1989 roku
- Nowomowa nie zniknie szybko z języka
- Janusz Głowacki znowu na deskach
- Głowacki: Mam w nosie polityczną poprawność
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od Kisiela po Herberta - Kanon Literatury Podziemnej
Do likwidacji cenzury w 1990 roku w drugim obiegu ukazało się około pięciu tysięcy książek i broszur, które osiągnęły łączny nakład kilku milionów egzemplarzy. W 20 lat po
przełomie do księgarń trafią 23 najważniejsze tytuły, które dostępne były tylko w podziemiu.Na liście znalazły się pozycje z lat 1976 – 1989. Są wśród nich: wybór
felietonów Stefana Kisielewskiego, "Hańba domowa" Jacka Trznadla oraz "Przesłuchanie" Ryszarda Bugajskiego.
W księgarniach można już znaleźć dwie pozycje z Kanonu Literatury Podziemnej: "Rozmowy polskie latem roku 1983" Jarosława Marka
Rymkiewicza oraz "Moc truchleje" Janusza Głowackiego. "To jeden z piękniejszych tekstów, jakie czytałem, o mechanizmach i kolejach losu "pełzającej
kolaboracji". I o odwadze tych, którzy pewnego dnia potrafią powiedzieć "nie"" – pisał krytyk Paris Match. Wydawcy Kanonu Literatury Podziemnej,
oficyny Bellona i Wolumen, zapowiadają, że na 23 pozycjach seria się nie skończy. Mają się w niej znaleźć jeszcze utwory m.in. Barańczaka, Herberta i Konwickiego.
"Moc truchleje" nie tylko nie przeszła przez cenzurę, nie spodobała się również w podziemiu...
Janusz Głowacki*: No, nie podobała się. Bo wiadomo, to był okres euforii, zwycięstwa nad komuną, patosu, wszyscy robotnicy byli z żelaza. Cały świat patrzył na stocznie. Ktoś w
Paryżu chciał podobno zorganizować wycieczki bogatych Francuzów – trzy dni wśród strajkujących robotników za 1500 dol. od osoby. A ja swoją książkę napisałem jako monolog
drobnego, Gogolowskiego człowieczka, bardzo biednego i przestraszonego. On jest dla władzy pełen szacunku – jakakolwiek by była – zgodnie z zasadą, że jak bije po mordzie,
to znaczy jest w prawie. On się boi do strajku przyłączyć, ale się też boi nie przyłączyć. Jest nędzarzem, ale nawet nie wie, na jakim dnie się znajduje. Pierwsze zdanie książki brzmi:
"Nie mogę narzekać". Pod takim tytułem to Niemcy wydali, i to miało sens.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!