"Briefwechsel"
Thomas Bernhard, Siegfried Unseld
Wyd. Suhrkamp 2009



Jest rok 1961. 30-letni Bernhard, szerzej nieznany jeszcze autor kilku tomów wierszy i opowiadań, pisze list do dyrektora prestiżowego niemieckiego wydawnictwa Suhrkamp. Choć wydawnictwo jest jeszcze młode, Austriak tłumaczy, że zwraca się właśnie do niego, ponieważ uważa publikowane przez Suhrkamp książki za "jedne z najlepszych na świecie". Tak zaczyna się blisko ich 30-letnia korespondencja. I jednocześnie – dla miłośników Bernharda – ostatni, nieodkryty dotąd dramat tego pisarza. Bardziej niż do jego książek, przynoszący klucz do duszy jego samego.


Zagadki biografii

Polski czytelnik zna twórczość Bernharda z takich książek, jak "Przegrany", "Dawni mistrzowie" czy "Wymazywanie". Ostatnio ukazała się jego wczesna powieść "Zaburzenie". Zanim jeszcze przetłumaczono je na język polski, był w naszym kraju obecny dzięki głośnym adaptacjom teatralnym Krystiana Lupy.

Można powiedzieć zatem, że gdy chodzi o twórczość tego wybitnego pisarza, znamy ją dość dobrze. Jeśli jednak chodzi o biografię, wciąż nie brakuje w niej miejsc zagadkowych. Wiadomo, że autor "Bratanka Wittgensteina" miał trudny charakter, że był odludkiem, słynął z kontrowersyjnych decyzji, jak na przykład by nie publikować jego książek w Austrii aż do roku 2059.


Korespondencja z Unseldem to w tym kontekście zbiór niezwykły, bo pozwala nieco lepiej zrozumieć jego charakter i postępowanie. W kilkuset listach, składających się na okazały tom, Bernhard prezentuje się jako niełatwy interlokutor. Ciągła skrajna niepewność i skoncentrowanie na własnych uczuciach, podważanie kompetencji wydawcy, a czasem złość i gniew, wielokrotnie doprowadzają do zatrzymania korespondencji. Gdy występują owe luki, redaktorzy tomu zadbali o umieszczenie w przypisach wspomnień wydawcy o następujących po szczególnie dużych nieporozumieniach spotkaniach. "Mówienie uważam za lepsze niż korespondowanie. Jak pan dobrze wie, korespondencja międzyludzka od tysięcy lat jest źródłem licznych nieporozumień" – tłumaczy w którymś momencie Bernhard.



"Kalający gniazdo"?

Listy pomagają zrozumieć, dlaczego Bernhard bywa uważany za pisarza jednej książki. Nie dlatego, że tylko jedno z jego dzieł było udane. Przeciwnie – ta proza, choć nierzadko dla czytelnika trudna, przy pewnym wysiłku za każdym razem okazuje się fascynująca. Bernhard jednak zawsze zajęty jest tym samym – bezustannym podważaniem rzeczywistości. Czyni to niezależnie od tego, czy ma do czynienia z dziełami literackimi, muzycznymi i plastycznymi, czy z nauką, czy wreszcie ze stosunkiem swojego własnego narodu do nazistowskiej przeszłości. Za to ostatnie bywał zresztą we własnym kraju nazywany Nestbeschmutzerem – kalającym własne gniazdo.

W korespondencji z Unseldem Bernhard zachowuje się podobnie jak we własnej twórczości. Swoją dociekliwością przypomina chwilami Sokratesa: wydawcy sprawia podobnie wiele problemów jak grecki filozof swoim uczniom – zadawaniem tysiąca pytań, podważaniem wszystkiego, przeprowadzaniem swojego zdania. W gruncie rzeczy jednak Sokratesem nie jest – albo przynajmniej jest Sokratesem tragicznym. Na końcu bowiem, w przeciwieństwie do greckiego filozofa, pozostaje mu tylko rozczarowanie – także sobą samym. A także niezaspokojony głód mówienia: "sprawdzam!".




Szacunek i namiętność

Listy prezentują również wyjątkową relację z wydawcą – człowiekiem o twardym charakterze, który znosił kaprysy autora, bo zdawał sobie sprawę, z jak bardzo wybitnym pisarzem ma do czynienia oraz że jego wydawnictwo rośnie i zyskuje renomę wraz z jego kolejnymi książkami. Mimo że robił to w przypadku innych autorów, Unseld nigdy nie przeszedł z Bernhardem na ty. Ich listy zachowują do samego końca język grzeczny i literacki, choć pod wyrazami szacunku i przyjaźni wyczuwa się często olbrzymie namiętności.

I tak jest aż do 1988 roku. Kolejny list Bernharda, szczególnie krytyczny i przykry, jest efektem przeszłych nieporozumień. Unseld odpowiada nań prawie bez form grzecznościowych, w krótkim telegramie, który kończą słowa: "Dłużej nie mogę". "Proszę wymazać mnie w takim razie ze swojej pamięci i ze swojego wydawnictwa" – odcina się Bernhard.

Autor i wydawca spotkali się potem jeszcze jeden jedyny raz. Tym razem spotkanie nie pozwoliło jednak wyjaśnić nieporozumień. Bernhard potwierdził, że przenosi prawa do wydawania swoich książek do innego wydawnictwa. Do pojednania nie doszło. Niecały rok później Bernhard już nie żył.

Można sobie życzyć, że wydawcom prędko uda się przetłumaczyć tę książkę i zaprezentować ją polskiemu czytelnikowi. Tak aby sam mógł śledzić, jak to się stało, że ostatni dramat w życiu Bernharda mógł przybrać właśnie taki kształt.