Panie profesorze, czy historia wydawnictw drugiego obiegu przed rokiem ’89 w Polsce to dowód na to, jak nieskutecznym narzędziem okazała się cenzura?
Michał Głowiński: Niestety, cenzura jest bardzo skuteczna. Nie w tym, czego bezpośrednio zabrania, ale w tym, że oddziałuje na cały system życia intelektualnego. Każdy, kto pisał w Polsce Ludowej i wydawał w oficjalnych wydawnictwach, musiał mieć przede wszystkim cenzora wewnętrznego. Za każdym razem musiał zastanawiać się nad tym, o czym pisze, jak pisze, co pisze i dla kogo. W tym sensie cenzura jest czymś strasznym. Dopiero powstanie wydawnictw podziemnych przełamało tę sytuację. Literatura drugiego obiegu pozwoliła uwolnić się nie tylko od cenzora urzędowego, ale i od cenzora wewnętrznego.

To jednak na dobrą sprawę mogło nastąpić dopiero pod koniec lat 70. i w latach 80.
Podziemny ruch wydawniczy kształtował się w zależności od ogólnej sytuacji. Na dzieje Polski Ludowej składają się przecież różne etapy. W okresie stalinowskim, gdy terror był szczególnie silny, wydawanie literatury poza cenzurą było niemożliwe. Z drugiej strony rozwój podziemnego ruchu wydawniczego zależał też od tego, jak się przedstawiał ruch oficjalny. Im więcej zakazów, tym większa była potrzeba wydawania książek w drugim obiegu. W Związku Sowieckim cenzura była znacznie ostrzejsza niż w Polsce, tam liczba utworów wydawanych w samizdacie była wówczas dużo większa niż u nas.

Co zatem (z mniejszym lub większym trudem) można było dostać w księgarniach w czasach późnego PRL-u?
Oczywiście, wychodziły rzeczy służące reżimowi: serie powieści milicyjnych lub powieści polityczne pisarzy pokroju Romana Bratnego. Wbrew pozorom jednak w latach 70., 80. w oficjalnych wydawnictwach wychodziło też bardzo dużo dobrych książek. Drukowanie w podziemiu tekstów, które mogły się ukazać w powszechnym obiegu, byłoby pozbawione sensu. Poza cenzurą ukazywały się więc w większości antyreżimowe teksty polityczne, ale też te utwory literackie, które przez cenzurę zostałyby bardzo pocięte albo w ogóle nie miały szans.


W latach 1976 – 1989 w drugim obiegu ukazało się około pięciu tysięcy książek i broszur. To skala nieporównywalna z działalnością podziemia literackiego w żadnym innym kraju bloku komunistycznego. Jakie było znaczenie literatury podziemnej dla polskiego życia intelektualnego?
Pozacenzuralny ruch wydawniczy był przede wszystkim wielkim czynem polskiej inteligencji. To była działalność typowo intelektualna, w pewnym sensie misyjna, nieprzynosząca żadnych dochodów. W prace wydawnictw podziemnych angażowała się ogromna liczba ludzi, w tym zawodowych redaktorów, drukarzy, grafików. Trzeba pamiętać, że prócz książek ukazywały się też różne czasopisma, między innymi poważne periodyki literackie i naukowe z zakresu humanistyki. Do najważniejszych należały Krytyka, Kultura Niezależna czy Zapis, było ich znacznie więcej. O zakresie pozacenzuralnego ruchu wydawniczego świadczy ogromna bibliografia wydana w 1999 roku, przygotowana pod kierunkiem Jerzego Kandziory, zatytułowana "Bez cenzury 1976 – 1989", praca licząca ponad 1100 stron. Podobnym czynem polskiej inteligencji po roku 1989 okazał się rozwój małych niszowych wydawnictw, które do dziś wydają cenne książki. Tuż po przemianie ustrojowej mogło się wydawać, że w Polsce załamie się ruch wydawniczy, a ukazywać będą się tylko te książki, które mają szansę na popyt. Tak się jednak nie stało.

Czy dwadzieścia lat od uzyskania wolności to wystarczająca perspektywa, by ustalić kanon literatury podziemnej?
Kanon literacki jest czymś stabilnym, tylko jeśli chodzi o wielkich klasyków. Dziś nikt nie powie, że Włodzimierz Wolski jest lepszy od Mickiewicza, a jakiś mało znany poeta renesansowy od Kochanowskiego. Ale współczesny kanon jest dynamiczny, ciągle się zmienia. Które książki z tej serii zachowają wartość w takim stopniu, by chciał je czytać młody człowiek w roku, powiedzmy, 2050, tego jeszcze nie wiemy.

Lektura zestawionych w kanonie książek pokazuje wielość sposobów literackiego ujmowania życia w PRL-u. Czy istnieje jednak groźba, że ta literatura z czasem przestanie być czytelna? Być może literackie gry z komunistyczną nowomową kiedyś przestaną być zrozumiałe?
To nieuniknione, bo język żyje i się zmienia. Ale nowomowa tak silnie osadziła się w polszczyźnie, że nie obawiałbym się, że tak szybko stanie się niezrozumiała. Nie sądzę, żeby wiersze Barańczaka miały się szybko zdezaktualizować tylko dlatego, że język polityczny przestaje istnieć. Język PRL-u to zresztą nie tylko język polityczny, ale i potoczny. Jeśli ktoś powie, że zdobył pół kilo szynki, dzisiaj będzie to sformułowanie nonsensowne. Ale ono trzydzieści lat temu nonsensowne nie było. Ten język się oczywiście dezaktualizuje i kiedyś będzie wymagał przypisów. Ale jeszcze nie teraz.


Dziś literaturę drugiego obiegu postrzega się jako jeden nurt, może nie w sensie literackim, ale na pewno ideologicznym. A przecież nie wszystko, co ukazywało się poza cenzurą, spotykało się z aprobatą podziemia. Tak było w przypadku książki "Moc truchleje" Janusza Głowackiego, który wydarzenia Sierpnia ’80 przedstawił w sposób antybohaterski. Krytykowano też "Przesłuchanie" Ryszarda Bugajskiego (książka znalazła się w kanonie) za brak jednoznacznych postaw moralnych u bohaterów...
Wartością literatury podziemnej było to, że ona była swobodna. Ale toczyła się walka polityczna. Były różne oczekiwania wobec pisarzy. Niektórzy oczekiwali absolutnej swobody, inni, że literatura będzie narzędziem w walce politycznej. To były jednak oczekiwania ludzi o skrajnych poglądach. Dla mądrych polityków ważne było to, że ta literatura ma być wolna. O tym, że komunizm jest zły, nie trzeba było pisać – to wszyscy wiedzieli.

Literatura w Polsce jest wolna od dwudziestu lat. Czy pańskim zdaniem pisarze zrobili z tego dobry użytek?
W tym sensie, że piszą bez cenzora wewnętrznego, to oczywiście zrobili. Współczesna literatura polska jest zróżnicowana, pisarze opowiadają się za różnymi ideami i tradycjami, odwołują się do rozmaitych poetyk. Pani pytanie można jednak rozumieć inaczej: czy swobodę wykorzystali, bo stworzyli arcydzieła? Otóż na taką kwestię odpowiedzieć nie potrafię. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony, na odpowiedź jest stanowczo za wcześnie.