Ponad 480 stron, a na nich dziesiątki listów romantyka z lat 1764 – 1775. Głównie listy samego poety, czasem także odpowiedzi na nie, jakie pisali przyjaciele i rodzina. Listom towarzyszą zebrane w osobnych tomach omówienia, zajmujące razem blisko tysiąc stron. Wydana właśnie w Niemczech korespondencja Goethego to przykład na to, że Isaiah Berlin nie mylił się, pisząc, że "literatura dotycząca romantyzmu jest obszerniejsza niż sam romantyzm. Zaś literatura, w której próbuje się określić, czym zajmuje się literatura dotycząca romantyzmu, jest całkiem obszerna sama w sobie".

Berlin dodawał, że łatwo się tu pogubić: temat przypomina mroczną jaskinię opisaną przez Wergilego, w której gdziekolwiek byś zwrócił swe kroki, idziesz zawsze w tę samą stronę. Dlatego pytania brzmią: na czym polega wyjątkowe znaczenie tej książki i dlaczego warto nie tylko spodziewać się w Polsce tłumaczenia, ale i analogicznych prac dotyczących naszych poetów romantycznych?



Życie z Żyjącymi

Odpowiedzi udzielił sam Goethe, pisząc w swoich wspomnieniach: "Czytanie biografii i listów tych, którzy żyli przed nami, nigdy nie męczy. Dzięki nim żyjemy z Żyjącymi". Dodajmy do tego: szczególnie jeśli ktoś prowadzi swoją korespondencję z taką pasją jak młody Goethe.

Zbiór prezentuje autora "Fausta" jako człowieka intensywnego myślenia i niespożytej energii. Poeta z takim samym przejęciem pisze o literackich zamiarach i zajęciach dnia codziennego. Towarzyszymy mu podczas pisania, pierwszych sukcesów, coraz ważniejszych podróży i spotkań, wreszcie podczas przenosin do ukochanego Weimaru. Goethe wtrąca fragmenty własnych wierszy lub cytuje innych twórców. Płynnie przechodzi z niemieckiego na francuski i angielski – jak sam pisze, języki zaskakują go podczas pisania.


Śledzimy wymianę myśli z wielbicielkami takimi jak hrabina Augusta Stolberg, a także poetkami jego pokolenia, na przykład z niemiecką Safoną Anną Louisą Karsch. W uzupełnianiu historii o tych znajomościach pomaga drobiazgowy komentarz, plastycznie opisujący świat Goethego. To z niego dowiadujemy się, że Goethe nigdy nie poznał Augusty Stolberg osobiście – ale że to ona napisała do niego pierwszy list po tym, jak usłyszała go czytającego publicznie fragment "Cierpień młodego Wertera". Wyjątkowe, pełne spontaniczności listy pisał poeta do swojej siostry. "Ha! Ha! Ha! Siostro, jesteś zupełnie zwariowana." – czytamy w liście do Cornelii Goethe. "Z żadnej komedii nie śmiałem się tak potężnie, jak z Twoich opowieści! Ha! Ha! Już nie mogę się śmiać. Ha!".

Wrażenie braku dystansu między dzisiejszym czytelnikiem a romantycznym pisarzem sprzed kilkuset lat potęguje język. Obawiałam się nieco, że autor "Elegii rzymskich" będzie pisać niemczyzną trudną, wymagającą ogromnej koncentracji. Okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Pomijając – nie takie wielkie – różnice w ortografii, Goethe pisze językiem prostym, obrazowym i dowcipnym.



Korzenie nowoczesności

W listach znajdujemy podwójne ucieleśnienie młodości. Młody jest nie tylko autor "Króla olch". Również ów największy prąd intelektualny ostatnich kilkuset lat, jakim był romantyzm, jest w latach wydanej korespondencji młody.


Możemy więc, dzięki listom Goethego, śledzić, jak rodził się romantyzm i z czego wynikała wielka zmiana, która zaszła za jego sprawą w myśleniu Zachodu. Jeśli założymy, że rację mają ci, którzy wskazują, że romantyzm rozpoczyna epokę nowoczesności, w której o wiele późniejszej fazie żyjemy dzisiaj my – zaczynamy rozumieć, że listy Goethego mówią w istocie wiele o nas samych.



Konieczność kompromisu

Oto niszcząc filisterstwo, zdrowy rozsądek, spokojne zajęcia ludzi, wynosząc życie na pełen żarliwości poziom autoekspresywnego doświadczenia, pisarz uświadamia w swoich listach, że człowiek musi iść na kompromisy. Bo w nowych czasach nie tylko nie można pogodzić ze sobą rzeczy dobrych i złych, ale także samych dobrych ze sobą. Takie są ramy nowoczesności, z których wynika konieczność ciągłego wysiłku zachowywania niedoskonałej równowagi w ludzkich sprawach i uzasadniania w ten sposób liberalizmu. Cóż może być nam bliższego?