"O chorowaniu. Ze wstępem Hermione Lee"
(oryg. "On Being Ill")
Virginia Woolf
przeł. Magdalena Heydel
Wyd. Czarne 2010
Ocena 4/6



Nie oszczędzały jej gorączki, omdlenia, bóle głowy, skoki tętna – objawy towarzyszące okresom pobudzenia bądź „melancholii”. Próby leczenia za pomocą m.in. wyrywania zębów również nie mogły należeć do najprzyjemniejszych i, zamiast pomagać, potęgowały cierpienie. Ostatecznym wyrazem bezradności i skrajnego wyczerpania była samobójcza śmierć wybitnej autorki.

Esej „O chorowaniu” został opublikowany po raz pierwszy w należącym do T.S. Eliota piśmie „The New Criterion” w doborowym towarzystwie: wśród tekstów Gertrude Stein, Jeana Cocteau czy Aldousa Huxleya. Później przeszedł szereg metamorfoz i doczekał się wielu kolejnych publikacji. Ciekawostką jest, że rzecz nie przypadła do gustu autorowi „Ziemi jałowej”, który odpowiedzialny był zresztą za jej powstanie – nerwowy i chwilami chaotyczny sposób prowadzenia wywodu przez Woolf kontrastował z Eliotowską powściągliwością i logiką.

O większości tych rzeczy dowiadujemy się z interesującego wstępu literaturoznawczego. Wywołuje to dla recenzenta nieco dziwną sytuację, musi bowiem napisać o tym, o czym przed chwilą przeczytał w ujęciu kogoś innego. To głęboki postmodernizm. Ale spróbujmy: od pewnego czasu trwa w Polsce, można powiedzieć, festiwal Virginii Woolf. W regularnych odstępach czasu otrzymujemy jej niepublikowane wcześniej dzieła. Ostatnio była to debiutancka „Podróż w świat”, a przedtem ostatnia powieść „Między aktami” i zbiór okruchów ze stołu wielkiego pisarza, czyli rozmaite małe formy zebrane w tomie "Siedem szkiców". O respekcie dla dzieł pisarki niech świadczy fakt, że i krótki, kilkunastostronicowy esej doczekuje się osobnego wydania.

Najważniejsze pytanie zawarte w tekście "O chorowaniu" brzmi: Dlaczego choroba nie stała się wielkim tematem literatury, jak miłość, zazdrość czy wojna? Z jakiego powodu uparto się, by zgłębiać stany umysłu, a ciało pozostawić na bocznym torze? Przecież chorowanie wiąże człowieka z najgłębszą wiedzą o nim samym, jest takim samym zmaganiem jak jego walka z wewnętrznymi namiętnościami, bólem i niespełnieniem. Woolf rozważa też, w jaki sposób można ominąć pułapkę afabularności przy rozwijaniu tematu, raczy nas uwagami o literaturze i wreszcie – tak można wywnioskować – prowadzi do konkluzji, że człowiek przykuty do łóżka najbliższy jest filozofowi, bowiem w tym dziwnym zawieszeniu między niebem a ziemią rzeczy ukazują się w innym kształcie.

Jeśli trzeba by było z tego eseju wyłuszczyć najważniejszą konkluzję dla współczesnego czytelnika, mógłoby być nim stwierdzenie przemian, jakie zaszły w literaturze i podejściu do literatury od czasów jego powstania. Ciało wkroczyło przecież w jeden z głównych obszarów zainteresowania pisarzy. A choroba? Na pewno da się zauważyć, że psychiczny rozkład doprowadził do zasilenia kanonu literatury ważnymi tekstami. Arcydzieło o grypie wciąż jednak pozostaje niezrealizowane, ale tym bardziej warto czytać Woolf, która pierwsza to zauważyła.