Dziennik.plKsiążki

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Kazimierz Kutz: Musiałem to wybełkotać

2010-01-30 | Ostatnia aktualizacja: 21:29 | Komentarze: 0 | skomentuj

"To, co chciałem zapisać, to taka śląska tajemnica trwania, wierność egzystencji, którą Ślązak przyjmuje bez skamlania" - powiedział nam Kazimierz Kutz o "Piątej stronie świata", swojej pierwszej powieści.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Czy w kinie nie powiedział pan o Śląsku wszystkiego, co pan chciał powiedzieć?

Kazimierz Kutz: No, właśnie nie. Książkę o Śląsku postanowiłem napisać, ponieważ uważałem, że wyczerpałem już jako filmowiec to swoje źródło śląskie. To było sześć filmów w końcu. Poczułem, że jest pora, a w młodości marzyłem, żeby być pisarzem, żeby wreszcie napisać swoją książkę. Kiedy się szykowałem do swojego pierwszego śląskiego filmu, przeżywałem udrękę wewnętrzną, ponieważ nie mogłem znaleźć pomysłu na film o Śląsku, który by coś o nim powiedział nie tylko Ślązakom…


Ale też Gorolom…?

Tak, Gorolom. Chciałem motyw śląski, który nie miał zapisu w wielkiej sztuce, podnieść do formuły ogólnonarodowej co najmniej, jak najbardziej uniwersalnej. I wtedy dla treningu kupiłem sobie maszynę do pisania. Piękną, niemiecką, za dolary w Peweksie, i postanowiłem po prostu zapisać historię mojego rodu, a także miejsca, w którym się urodziłem i wychowałem. I nastąpiło coś dla mnie niesłychanie ważnego. Pobudziłem swoją pamięć i wyobraźnię, by się przymusić do nazwania tego, co to w ogóle jest Śląsk, i co to jest śląskość. Oczywiście, jak to w kinie, szukałem bohatera i story. Wtedy wydawało mi się, że najważniejszą historią, którą muszę opowiedzieć, jest to, co się stało z generacją mojego ojca, która po wiekach uczestniczyła w cudzie. Dzięki nim, dzięki powstaniom, jako pierwszy w całej rodzinie mogłem chodzić do polskiej szkoły. Wyrwać się z tego śląskiego chomąta, z tej niewolniczej, przymusowej pracy, gdzie człowiek jest skazany na bycie proletariuszem, a jeszcze musi zadeklarować, czy jest Polakiem, czy Niemcem. No przecież to zidiocenie. To było głównym tematem moich filmów, a ta książka jest czymś podobnym, tyle że opowiadam o swojej generacji, która już skorzystała z lepszych czy gorszych przemian historycznych.


Mówi Pan: „Ja opowiadam”, ale jednocześnie chowa się pan za swoim bohaterem, który nomen omen nosi nazwisko Basista, czyli takie samo jak rodzina powstańców z „Soli ziemi czarnej”. Konstrukcja „Piątej strony świata” sprawia jednak, że nie da się tak do końca oddzielić bohatera-narratora od Pana – Kazimierza Kutza. Trochę się to czyta jak pamiętnik. Nie ma się wrażenia, że Kutz wymyślił kwintesencję śląskiego losu, ale że to sam Kutz opowiada o miejscu swego urodzenia, o Śląsku, o śląskości…

Wszystko się zgadza. To w zamierzeniu miała być taka trochę fikcja biograficzna. Prototypy moich bohaterów to są postacie autentyczne. Ale jednak to nie jestem do końca ja, bo jednak dość daleko odchodzę i od własnej biografii, i od biografii pierwowzorów moich bohaterów. Basista ma brata, tak jak i ja mam brata. I tę postać rzeczywiście wzorowałem na moim bracie, tyle że nie do końca. W książce on zginął na wojnie. W imię koncepcji książki wykonałem wyrok na kilku jeszcze bohaterach, których pierwowzory żyją. A sam główny bohater też jest kompilacją moich własnych przeżyć, losów ludzi, których znałem i całkowicie fikcyjnych, choć uprawdopodobnionych przez realia. A zatem – im dalej w las, tym bardziej się ta książka staje czystą fikcją literacką.

Rozmawiał Wojtek Kałużyński
Źródło: dziennik.pl
123456następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«