"Co dobrego było w peerelu?"
Tamara Bołdak-Janowska
Wyd. borussia 2009



Dwie dekady po upadku Polski Ludowej zaroiło się od okolicznościowych wydawnictw. Wśród rocznicowych publikacji dominowały dwa nurty: rozliczeniowy (czyli potępiający Polskę lubelską) i nostalgiczny (mniej lub bardziej gloryfikujący zdobycze państwa szczęśliwych chłopów i robotników ze szczególnym uwzględnieniem popkultury tamtego okresu).

Nowa książka olsztyńskiej pisarki wymyka się klasyfikacjom, zarówno formalnym, jak i ideowym. Rzecz jest kolażem, składa się ze zbioru wypowiedzi ponad stu trzydziestu osób – artystów, pisarzy, polityków, osób niepublicznych i anonimowych - które autorka poprosiła o wskazanie pozytywów życia w PRL, jej wspomnieniowego eseju oraz wierszy. Wbrew pozorom indagowani nie wskazali ich ani (za) dużo, ani (za) mało.

Po stronie plusów najczęściej wymieniano poczucie wspólnoty, które manifestowano na poziomie życia codziennego. "Było bardziej po ludzku. Rodzice wracali po ośmiu godzinach pracy i zaczynało się domowe życie. Nie dorabiało się gorączkowo, nikt nie znał pojęcia konsumpcjonizmu" - mówi krytyk literacki Małgorzata Kąkiel. Epoka permanentnego braku skłaniała do uwznioślania rzeczy powszednich, które urastały do rangi kuriozów i rarytasów. "Rolnik z wyższym wykształceniem" wspomina degustacje czekolady Wedla, która pachniała bardziej zmysłowo niż współczesna, była od niej grubsza, a kiedy się odłamało kawałek tabliczki, "świeciły w niej gwiazdy".

Lejtmotyw w tej mozaice głosów pro i kontra jest tęsknota za kulturą wysoką. Interlokutorzy Bołdak-Janowskiej tęsknią za telewizją, w której było miejsce dla wyrafinowanej rozrywki spod znaku Kabaretu Starszych Panów, a nie zabawy dla samej zabawy.


Leon Tarasewicz, wybitny malarz polsko-białoruski, patrzy na PRL przez pryzmat historiozofii. "Fakt izolacji i równego statusu wszystkich ludzi powodował, że były jasno określone wartości, co dobre, co złe. Wartością był spokój, życie dawało równowagę". Transformacja ustrojowa zawróciła Polaków na łono kapitalizmu, ale nie zamieniła kraju nad Wisłą w raj. "Ludzie myśleli, że jeśli będą mieli pieniądze, to staną się szczęśliwi, ale szybko spostrzegli, że nie, że nie zmieniają się w ludzi szczęśliwych".

W podobnym słodko-gorzkim, melancholijnym, pełnym zadumy nad przemijaniem tonie utrzymane są wiersze Bołdak-Janowskiej. Bardziej emfatycznym atramentem napisany jest otwierający tom esej, w którym autorka nie zostawia suchej nitki na współczesnym dyskursie publicznym, przeciwstawiając mu dorobek PRL, który nazywa "kulturowym mocarstwem". Polemiczne libido nieco przysłoniło autorce rzeczywistość, co tylko nieznacznie umniejsza walory tej oryginalnej książki.