Komiksowe baśnie nie zwalniają tempa
Szósty tom znakomitej serii Billa Willinghama nie zwalnia tempa: dzieje się niemało, nie brak niespodzianek, fabularnych fajerwerków, błyskotliwych pomysłów, cieniutkich aluzji i wybornych żartów. Słowem: wszystko, za co pokochaliście "Baśnie", nadal się w nich znajduje.
- Rysunkowy trud rodzicielstwa
- Legenda komiksu powraca
- Król Belgii nagrodził polskiego rysownika
- Niesamowite opowieści Hellboya
- Monumentalne dzieło Millera już w Polsce
- Pierwsza antologia komiksu lesbijskiego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Baśnie tom 6. Strony rodzinne"
(oryg. "Fables: Homelands")
scenariusz: Bill Willingham
ilustracje: Mark Buckingham, Lan Medina
przeł. Krzysztof Uliszewski
Wyd. Egmont Polska 2010
Ocena 5/6
Sprytny Jaś zostaje hollywoodzkim potentatem, produkując filmy o swoich rozlicznych przygodach, z których zawsze psim swędem udaje mu się wyjść obronną ręką. Książę Uroczy poznaje trudy
rządzenia Baśniogrodem, zaś jego protegowany Bestia przekonuje się, że nie jest łatwo zastępować Wielkiego Złego Wilka na stanowisku szeryfa baśniowego azylu. Natomiast Niebieski Chłopiec
wyrusza w Strony Rodzinne – i tam toczy się gros akcji – by odnaleźć prawdziwego Czerwonego Kapturka, ożywić Pinokia i przy okazji dokonać krwawej pomsty na samym
Adwersarzu. Tak, wreszcie poznamy tożsamość tajemniczego baśniowego najeźdźcy! Choć co inteligentniejsi czytelnicy mogli nabrać już pewnych podejrzeń podczas lektury dwóch poprzednich
tomów, w których znalazło się sporo wskazówek dotyczących tej właśnie kwestii...
Jeśli przez przypadek któryś z drogich czytelników nie jest jeszcze zagorzałym fanem tego komiksu, a może nawet nie do końca orientuje się w meandrach świata przedstawionego, czym prędzej spieszymy z nieodzownymi wyjaśnieniami. Stworzona przez Billa Willinghama w 2002 roku seria to obecnie numer jeden wśród popularnych powieści graficznych, godny następca, nieodżałowanego zdaniem niektórych, gaimanowskiego „Sandmana”. Choć moim zdaniem bliżej mu do genialnej „Ligii Niezwykłych Dżentelmenów” Alana Moore’a. Pomysł, jaki leży u jej zarania, jest niezwykle prosty: w ramach jednej spójnej, choć wielowątkowej, opowieści zgromadzono bohaterów wszelkich bajek, baśni, mitologii i ludowych podań: od Królewny Śnieżki poczynając przez bohaterów „Księgi dżungli” oraz innych książek dla dzieci, na wziętym z germańskich mitów Weylandzie Kowalu kończąc. Jednak jak zwykle w takich przypadkach nawet najbłyskotliwsza idea wymaga dobrego wykonania. A scenariuszom Billa Willinghama naprawdę niewiele można zarzucić: są prawdziwym majstersztykiem formy, erudycji i oryginalności – choć oryginalnych pomysłów tak naprawdę jest tu jak na lekarstwo. Rzecz we właściwym ich połączeniu i twórczej reinterpretacji, dzięki którym postaje nowa jakość.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!