Dziennik.plKsiążki

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Tylko poprawny nowy Dan Brown

2010-02-05 | Ostatnia aktualizacja: 21:33 | Komentarze: 0 | skomentuj

/ Inne

Czy Dan Brown jest antychrystem? Niewykluczone. Czy jak doktor Faustus podpisał pakt z Mefistem? Być może, ale z pewnością nie oddał duszy diabłu za talent pozwalający stworzyć arcydzieło. Nowa książka pisarza - "Zaginiony symbol", już w księgarniach - to utwór pod każdym względem poprawny. Tylko poprawny.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Zaginiony symbol"
(oryg. "The Lost Symbol")
Dan Brown
przeł. Zbigniew Kościuk
Wyd. Albatros/Sonia Draga 2010
Ocena 2/6



Czy Dan Brown jest antychrystem? To niewykluczone, zważywszy na upodobanie, z jakim powtarza czytelnikom "Zaginionego symbolu" sławne wezwanie "bogami jesteście". Gdyby więc tak było i Dan Brown okazałby się istotnie zapowiadanym od 2000 lat antychrystem, to przynajmniej stałoby się jasne, jak pisarz równie przeciętny mógł zyskać równie niebotyczną sławę, a do rozwiązania pozostałyby nam już tylko zagadki Trójkąta Bermudzkiego, Meteorytu Tunguskiego oraz Wielkiej Stopy.

Możliwe też, że Dan Brown podpisał pakt z Mefistem niczym doktor Faustus, ale z pewnością nie oddał duszy diabłu za talent pozwalający stworzyć arcydzieło. „Zaginiony symbol” to utwór pod każdym względem poprawny. Zgodnie z regułami gatunku na samym początku książki dowiadujemy się, że profesor Langdon dba o kondycję fizyczną. Niby drobiazg, a przecież istotny: Langdon – uczony tej miary, co sławny amerykański archeolog, doktor Indiana Jones – zmuszony jest przez blisko 600 następnych stron biegać po całym Waszyngtonie. Z niemniejszą pedanterią Dan Brown wyjaśnia powody, dla których pewien straszliwy złoczyńca mógł zostać członkiem tak zacnego stowarzyszenia, jak zakon wolnomularski. Masoni – Brown powtarza to kilkukrotnie – chętnie biorą łapówki. Za pieniądze gotowi są nawet kupczyć najwyższymi urzędami swego bractwa. Nie czynią jednak tego z niskich pobudek, bo z niskich pobudek, jak zapewnia Brown, nie czynią niczego. Bywają natomiast przekupni dlatego, że są notorycznymi filantropami.

Dalej dowiadujemy się, że poza działalnością dobroczynną wolnomularze zajęci są pilnowaniem sekretów, które – o ironio – strasznie chcieliby ujawnić, gdyż oświecenie świata i postęp ludzkości bardzo leżą im na sercu. Z kolei złoczyńca, który niczym wilk wtargnął się do masońskiej owczarni, pragnie wykraść te sekrety, ale właśnie po to, by świat nigdy ich nie poznał. Co dziwniejsze, podobny cel przyświeca amerykańskim tajnym służbom, które usiłują go powstrzymać, a którymi sterują... masoni. Można się w tym trochę pogubić. Jednak zapewniam – wszystko logicznie się ułoży. Trochę jak w starej wolnomularskiej zasadzie, którą Brown nieustannie przytacza: Ordo ex chao, “Ład z Chaosu”. A trochę jak w socrealistycznej powieści o przodownikach pracy, w której po pokonaniu dywersantów można już bez przeszkód budować lepsze jutro. Wróćmy jednak do złoczyńcy.

Mal’akh jest wyznawcą Aleistera Crowleya - XX-wiecznego okultysty, satanisty i przez pewien czas także wolnomularza z najwyższym, 33. stopniem wtajemniczenia w rycie szkockim. Ze wszystkich sił stara się też zewnętrznie upodobnić do postaci wytatuowanego Dartha Maula z pierwszej części „Gwiezdnych Wojen” Georga Lucasa. Sam Mal’akh mógł nie być świadom tego ostatniego długu. Brown jednak już na pewno był. I dobrze, bo dzięki temu wszystko staje się jasne. Masoni Browna są rycerzami Jedi. Ich wytatuowany przeciwnik to zdradziecki, mroczny lord Sithów. Coś jednak różni naszego „Dartha Mal’akha” od Lucasowskich prototypów, będących prawdziwymi wirtuozami spisku, rozpisanego na całe wieki galaktycznej historii. Coś, co nie świadczy dobrze o Brownie jako autorze thrilerów konspiracjonistycznych. Mal’akh bowiem, nie chcąc dopuścić do oświecenia ludzkości, także obmyśla perfidną intrygę. Jest ona wszelako tak perfidna i tak skomplikowana, że tylko zaskakująco duża liczba zupełnie przez niego nieplanowanych zbiegów okoliczności pozwala intrygę tę doprowadzić w ciągu jednej nocy do finału. Oczywiście finału zdradzić nie możemy. Owa wiedza, jak każda wiedza tajemna, ma swoją cenę. W wypadku „Zaginionego symbolu” cena ta wynosi 44 złote i 90 groszy. Ale to i owo da się ujawnić.

Michał Otorowski
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«