"Bałkańskie upiory. Podróż przez historię"
Robert D. Kaplan
Wydawnictwo Czarne, 2010



Robert D. Kaplan pisał swoją książkę na przełomie 1989 i 1990 r., a więc w przeddzień wojennego koszmaru. Kiedy próbował znaleźć dla niej wydawcę, odmówiono mu, tłumacząc, że ta część Europy jest zbyt mało znana, by zainteresować czytelnika. No cóż, już niedługo z wiadomych powodów miało się stać o niej bardzo głośno - co Kaplan zdołał przewidzieć.

A jednak nasza wiedza o Bałkanach od tego czasu chyba niewiele wzrosła. Zamiast podjąć próbę zrozumienia ich złożoności, pozostajemy przy wygodnych stereotypach albo wzruszamy ramionami, kwitując tamtejszą tragedię słowami: "wojna wszystkich ze wszystkimi". Może działo się tak trochę z braku dobrej literatury na ten temat. Jeśli tak, teraz tracimy argumenty - świetny reportaż Kaplana wytrąca je nam z ręki.

"Bałkańskie upiory" to efekt wielomiesięcznej wędrówki, jaką odbył amerykański dziennikarz. Zaczął ją w Wiedniu, a skończył - objechawszy Słowenię, Chorwację, Serbię, Kosowo, Albanię, Macedonię, Bułgarię, Rumunię i Grecję - w tureckim Adrianopolu. W tym czasie Kaplan nieustannie się dokształcał, grzebiąc w archiwach i bibliotekach, ale przede wszystkim odwiedzał miejsca historycznych sporów, rozmawiał z ich mieszkańcami, wchodził z nimi w intelektualne spory, słuchał, obserwował. Jego książka jest więc połączeniem historycznego eseju, w którym dziennikarz z wielką przenikliwością wyjaśnia, o co właściwie szło zwaśnionym narodom od wielu wieków, a także pasjonującym dziennikiem podróży po zgliszczach imperiów.


Istotą bałkańskiego konfliktu, jak tłumaczy Kaplan, jest to, że każdy naród bałkański marzy o powrocie do utraconego imperium i domaga się przywrócenia takich granic, w jakich istniał za czasów swej największej świetności, co zazwyczaj miało miejsce w głębokim średniowieczu. Dochodzi do tego odmiennie niż na Zachodzie postrzeganie historii – na Bałkanach to nie łańcuch następujących po sobie wydarzeń, ale koło, w którym historia przeskakuje z miejsca na miejsce.

To oczywiście tylko sygnalizuje problem, bowiem splot napięć religijnych, etnicznych, społecznych i politycznych składa się tam na historię osobliwego szaleństwa. Tym bardziej ciekawe stają się dzieje Bałkanów dla polskiego czytelnika. Kiedy pochodzi się z kraju, który raz znikał, raz pojawiał się na mapie, poczucie tożsamości i ufności wobec świata staje się chwiejne. A to naprawdę niewiele w porównaniu z tym, co historia zafundowała Bałkanom.

Kaplan wyrywa nas z wygodnego, martyrologicznego poczucia, jakoby to właśnie Polska wycierpiała najwięcej w historycznej zawierusze. Niektóre z opisów w "Bałkańskich upiorach" są tak drastyczne, że mogą prowadzić do nocnych koszmarów. A obok tego amerykański dziennikarz serwuje nam sielskie wizje pięknego życia w rejonach, które dziwnym zrządzeniem losu ominęło totalitarne nieszczęście. W ogóle Kaplan ma wielką łatwość przechodzenia od szczegółu do ogółu i łączenia ze sobą sprzeczności, które stanowią o istocie półwyspu.