"Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni"
Stefan Chwin
Wyd. Tytuł 2010
Ocena: 5/6



Miałem kiedyś kolegę. Ja byłem na pierwszym roku polonistyki, a on o dwa semestry wyżej. Kiedy studiowałem „Bogurodzicę”, on zaczytywał się w tzw. czarnym romantyzmie, a zwłaszcza we frenetycznych powieściach poetyckich Seweryna Goszczyńskiego i Antoniego Malczewskiego. Kiedy rzuciła go dziewczyna, rzucił się z 12. piętra na bruk. Długo nie dawały nam spokoju dziwaczne okoliczności tej tragedii. Kumpel zabił się, wybijając szybę własnym ciałem, zostawiwszy na korytarzu dżinsową kurtkę, w której przyszedł. Podobną katanę nosił wówczas co drugi student filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Łamaliśmy sobie głowę nad rozwikłaniem zagadki porzuconej garderoby. Był to przypadkowy gest czy zaplanowany znak – rebus do rozwiązania dla nas, pozostałych?

Pozwalam sobie na tanatyczne wspomnienia dlatego, że w swojej najnowszej książce Stefan Chwin poniekąd wyjaśnia tajemnicę osieroconego denimu mojego kumpla.

Wychodząc od podobnego doświadczenia (śmierci znajomego, który odebrał sobie życie) autor „Hanemanna” kreśli imponującą panoramę samobójczego toposu od starożytności do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem literatury i sztuki. Wbrew pozorom ten imponujących rozmiarów esej nie ma nic z akademickiego dyskursu w złym znaczeniu tego słowa. Chwin powściągnął uniwersyteckie ciągoty. Jest cenionym historykiem i teoretykiem kultury, ale „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni” napisał jako twórca prozy artystycznej, w większym stopniu przefiltrowanej przez jego pisarskie niż scjentystyczne ego.

Opublikował więc Chwin traktat o samobójcach, którego bohaterami są samobójcy szeroko pojętego świata kultury. Zarówno postaci literackie (Josef K., Kiriłłow, Lukrecja) jak i sami literaci, m.in. Jerzy Kosiński, Aleksander Wat, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Rafał Wojaczek, Sylwia Plath i Mishima. Malarze (m.in. prerafaelici) oraz bohaterowie ich obrazów i modelki, które malowali.


Skąd ta nadreprezentacja świata kultury? Ano, powiada Chwin, dlatego, że samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni artystycznej jest zwykle niepodobne do samobójstwa w życiu. „Samobójstwo w życiu jest zawsze odpychające i nieskończenie bolesne. W sztuce jest ono zawsze »piękną śmiercią«, nawet jeśli budzi odrazę, lęk i przerażenie, bo sztuka wszystko zmienia w sztukę” – pisze. Chwina interesuje to, jak wyobraźnia – literacka, filozoficzna, malarska – głównie świata Zachodu, anonsuje śmierć.

Gdański pisarz układa przed czytelnikiem imponującą typologię samobójstw. Wyróżnia trzy główne wymiary suicydalnego doświadczenia: interakcyjne, somatyczne i egzystencjalne. Najbardziej interesuje go fenomen tego ostatniego.

Według Chwina samobójstwo egzystencjalne jest „radykalną niezgodą na istnienie”. Powodami odebrania sobie życia przez samobójcę egzystencjalistę nie są klęski i upadki, wywracające świat do góry nogami. Samobójca egzystencjalista nie zabija się dlatego, że stał się bankrutem, doznał zawodu w miłości lub chce swoją śmiercią zaprotestować przeciwko reżimowi. Samobójca egzystencjalny nie zabija się dlatego, że go ktoś przestał kochać, tylko z tej przyczyny, że nie kocha świata, że rzeczywistość stanowi dla niego jarzmo nie do zniesienia. Zgoda na powrót w nicość wydaje sie jedynym sensownym wyjściem.

Emblematycznym samobójcą egzystencjalnym jest dla Chwina Kiriłłow z „Biesów”. Bohater Dostojewskiego wetuje „przyrodniczy przymus życia” – zauważa autor – i samobójczym aktem dokonuje symbolicznej reifikacji ciała. Poprzez „obraźliwą autoagresję” bohater Dostojewskiego porywa się na dumny bunt przeciwko naturze i pozwala snuć prometejskie marzenia o przebóstwieniu człowieka.

Jest w tej książce taka mnogość wątków, że iście samobójczym przedsięwzięciem byłaby próba ich rekapitulacji, przynajmniej w tak krótkim tekście. Z wielości ścieżek, którymi prowadzi nas wyobraźnia eseisty, wspomnę kilka. Stefan Chwin tropi „anty-obrazy samobójczej śmierci”. Wśród nich wyróżnia kluczową dla kultury europejskiej „czarną” ikonę samobójstwa. Jest nią Judasz, którego obraz przyczynił się do moralnej penalizacji samobójstwa i stał się elementem „polityki symbolicznej”, de facto mającej odciągać od zamachów na własne życie. Snuje rozważania o „symbolicznej kartografii ciała”, feministycznym rysie samobójstwa i wreszcie archetypicznej formie autodestrukcji poprzez żywioł powietrza, którą jak się zdaje wybrał mój kolega.