Łukasz Orbitowski: Gram na dysonansach
- ''Święty Wrocławiu'', zmiłuj się nad nami
- "Nadchodzi" nowy Łukasz Orbitowski
- Taki będzie rok 2010 w literaturze
- Orbitowski: Literatura jest szaleństwem
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czy spośród tych wszystkich archetypalnych lęków, z których buduje się literaturę grozy, masz jakichś swoich faworytów?
To jest wrednie zadane pytanie. Bo przecież chodzi tu o to, czego się sam boję. Znów dwie sprawy są ważne. Po pierwsze – bardzo wiele podobnych lęków pozostaje w sferze nieświadomości. Mój znajomy, Kuba Małecki, również pisarz, tworzący zresztą w podobnym gatunku, powiedział mi tak: „Człowieku, ty masz jakąś obsesję oślepiania, wydłubywania oczu”. I co? Nie sposób zaprzeczyć – rzeczywiście tak jest. Ale to rzecz, o której wcześniej nie wiedziałem. Ktoś musiał mi pokazać te wykłute oczka. W domyśle stoi, że ja sam obawiam się oślepienia. Rzecz w tym jednak – i to jest ta druga sprawa – że każdy obawia się oślepienia. I tu chyba dochodzimy do sedna: nie wydaje mi się, żebym posiadał jakiś jeden specyficzny, całkiem indywidualny lęk. Boję się samotności, śmierci, starości. Boję się lalek i klaunów – to też typowe jak diabli. Wydaje mi się, że gdybym bał się kawy albo, powiedzmy, Andrzeja Grabowskiego, to mógłbym swoje lęki przelewać na papier i nic by absolutnie z tego nie wyszło. Nikt by nie chciał tego czytać. Wypada się więc cieszyć, że w tym akurat wymiarze jestem stereotypowy i nudny.
Ale nie ma w tobie właściwie nic z metafizyka, czyż nie?
No, raczej nie. Wydaje mi się, że w życiu codziennym, poza byciem cholerykiem, stąpam twardo po ziemi. Te zachowania i zjawiska, które opisuję, raczej nie mają do mnie dostępu, nie doświadczam też tak strasznych wizji, jakie się przydarzają moim bohaterom. Utarło się chyba takie stereotypowe przekonanie, że pisarz musi tworzyć w zgodzie ze sobą. I to się często ujawnia, choćby w polskiej prozie współczesnej, od Pilcha po Shutego i Masłowską, że istnieje zgodność między charakterem i doświadczeniem twórcy, a tym, co on pisze. Ja pracuję zupełnie inaczej – często wbrew sobie, wbrew własnym przekonaniom, wbrew własnej wizji świata. Myślę sobie, że to byłoby cholernie nudne, gdybym tak literacko płynął z nurtem. Jakbym był nauczycielem, to co? Miałbym napisać dramat z życia grona pedagogicznego?
Horror jest głęboko przeniknięty kategoriami moralnymi. Jak się czujesz w roli moralisty, który wymierza kary?
Zdarza się, że szukam sposobów na uniknięcie tej przykrości, ale powiedzmy sobie szczerze: wampir boi się krzyża, duch zamordowanego niewiniątka przychodzi po zemstę. Horror przecież wyrasta z romantyzmu. Konwencja to konwencja. Czuję się jednak niekomfortowo, bo wyczuwam w tym lekki fałsz. Często jest tak, że gdybym spotkał swojego bohatera, to bym mu powiedział: Idź, chłopie, żyj i miej się jak najlepiej. Ten aksjologiczny kosmos w życiu układa się jednak w trochę inne konstelacje niż w literaturze. Nie chciałbym dostać e-maila z pytaniem o to, jak żyć. To byłoby straszne. A jeszcze dochodzi tu samoświadomość tego, kim w istocie jestem: a jestem gówniarzem, mam 33 lata, nie znajduję w swoim doświadczeniu życiowym, w swoim wieku, niczego, co by mi dało do ręki glejt na pouczanie innych. Tkwię więc między literaturą a życiem w poczuciu pewnego dysonansu, co bywa przydatne, bo pisanie jest grą na dysonansach. Dodatkowo znajduję w gatunku, który uprawiam, tyle rzeczy organicznie mi bliskich, że się czuję czasami trochę jak facet z japońskiej futurystycznej kreskówki: mam wrastające w skórę wszczepki.
Nie przyszło ci nigdy do głowy, żeby napisać tekst całkiem amoralny?
Mam w planach taką krótką powieść, bardzo umiarkowanie zahaczającą o fantastykę, która to powieść opowiadałaby o triumfie człowieka absolutnie złego. Pomysł nie wziął się jednak z rozważań nad naturą konwencji literackiej, ale z pewnego eksperymentu myślowego dotyczącego postaci psychologicznie raczej nieprawdopodobnej – bo przecież nawet Hitler miał kieszenie pełne dobra i lubił zwierzęta. Chodzi o pytanie, czy człowiek zły, z pełną świadomością bycia złym, czyniący ze swego życia narzędzie do czynienia zła, jest w stanie przetrwać w tym świecie i odnosić w nim sukcesy. A zresztą powiem ci, że moralność to akurat ten aspekt literatury, który wywołuje skrajnie różne, nieprzewidywalne reakcje odbiorców. Napiszesz jedno, a czytelnik zrozumie drugie. Albo trzecie i czwarte. To sprawa mocno względna. Dopóki więc nie napiszę czegoś, co będzie oczywistą pochwałą gwałcenia niemowląt, to mogę sobie szaleć do woli.
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!