Łukasz Orbitowski: Gram na dysonansach
- ''Święty Wrocławiu'', zmiłuj się nad nami
- "Nadchodzi" nowy Łukasz Orbitowski
- Taki będzie rok 2010 w literaturze
- Orbitowski: Literatura jest szaleństwem
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oprócz tego, że jesteś twórcą grozy, jesteś też przekonanym realistą, trzymającym się możliwie blisko codzienności.
Jasne, że tak. I to z dwóch powodów. Po pierwsze jest to stara metoda uprawiania horroru jako literatury gatunkowej – żeby, trywializując nieco, upiór mógł przestraszyć, musi wyrosnąć ze znajomego świata. Po drugie myślę tu o czymś, co dałoby się nazwać pisarskim obowiązkiem albo i fascynacją. Może słowo „zachwyt” nie jest tu właściwe, ale chodzi o coś pokrewnego: dzieją się rzeczy, które wołają mnie do komputera i domagają się literackiego przetworzenia. Do tego dochodzi jeszcze szczególnego rodzaju poczucie misji – mało kto zajmuje się komentowaniem współczesności.
Literatura głównonurtowa często od tego ucieka.
Szara rzeczywistość nie bez powodu została nazwana szarą. Ale tu chodzi o coś jeszcze – pisarz jest taką osobą, która z racji swojego zawodu sytuuje się troszeczkę poza społeczeństwem. Pisarz może w ogóle nie wychodzić z domu. Jeśli mu się powiodło, to już nie on chodzi do roboty, ale robota przychodzi do niego. A jeśli mu się nie powiodło, to w którymś momencie przestaje pisać. Innymi słowy, im bardziej zajmujemy się zawodowo literaturą, tym bardziej odklejamy się od świata. On sobie biegnie w lewo, a my w prawo. Mało tego, wydaje mi się, że ludzie pióra często nie dostrzegają tego, co się z nimi dzieje. Nie czują, że się odkleili.
Wydaje mi się, że w pewnym sensie jesteś też minimalistą.
O rety, a te długie zdania, te przymiotniki?
Chodzi o to, że świadomie nie korzystasz z pewnych kanonicznych motywów i tematów, z których skorzystać mógłbyś, bo są dość łatwe w użytkowaniu. Prawie nie ma u ciebie seksu, nie ma
też religii ani wampiryzmu.
Z seksem sprawa jest prosta. Nie potrzebowałem go literacko, a poza tym nie wpadłem jeszcze na pomysł, jak sensownie uchwycić język erotyki. Po polsku to trudne, ponieważ on istnieje tylko w skrajnych odmianach – to albo medycyna albo porno. Z wampirami jest jeszcze prościej, bo to poetyka nieszczególnie mi bliska, a poza tym tak naładowana skojarzeniami, że musiałbym mieć naprawdę jakiś bardzo ważny powód, aby po wampiryzm sięgnąć. A nie mam. Przypominam sobie, że kiedyś próbowałem: to było opowiadanie o wampirze na niemieckiej łodzi podwodnej, która spieprza do Argentyny pod koniec II wojny światowej. Z przykrością muszę przyznać, że poległem. Natomiast z religią kwestia wydaje się bardziej złożona – wprawdzie jestem klasycznym przykładem bezbożnika, ale gdybym zaczął literacko używać takiej wykładni, natychmiast znalazłbym się w butach radykała. A po co, pytam, iść z tym do ludzi? Nie znajduję w mojej antyreligijnej postawie niczego, co byłoby wystarczająco spektakularne, żeby warto było to wypowiadać w prozie.
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!