Dziennik.plKsiążki

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 36°C

Inga Iwasiów: Trzeba się upierać przy swoim

2010-04-26 | Ostatnia aktualizacja: 22:14 | Komentarze: 0 | skomentuj
Inga Iwasiów: Trzeba się upierać przy swoim

Inga Iwasiów: Trzeba się upierać przy swoim Fot. Tomasz Gzell / Polska Agencja Prasowa

O nowej książce, wesołkowatości polskiej literatury współczesnej i odpowiedzialności w pracy pisarskiej opowiada autorka doskonale przyjętego „Bambino” Inga Iwasiów, która właśnie wydała powieść „Ku słońcu”.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Czy pisanie sequela książki, która była dużym sukcesem, to nie zbyt proste rozwiązanie?

Inga Iwasiów: Kiedy kończyłam pisać „Bambino”, miałam wrażenie, że to nie jest zamknięcie. Gdybym była z zawodu pisarką, to znaczy gdybym miała więcej czasu na pisanie, powstałaby od razu kilkusetstronicowa powieść o całym powojniu w Szczecinie. Oczywiście, można mi zarzucić pójście na łatwiznę, chęć zdyskontowania sukcesu. Problem w tym, że ja nie mam poczucia sukcesu. Na pewno zainteresowanie powieścią zmotywowało mnie do pisania, jednak opowiadanie historii Magdy, bo od niej zaczynam drugą książkę, traktuję jak osobistą sprawę, rozgrywkę między mną a biografiami ludzi reprezentującymi to, co uważam za najistotniejsze w ostatnim półwieczu. Załóżmy, że „Bambino” miałoby krytyczne recenzje – i tak musiałabym zamknąć tę grę o narracje, bohaterów, grę z sobą. Zresztą jestem przygotowana na krytyczny odbiór.

Udało się pani znaleźć dystans do współczesności?

No cóż. Jednak większość narracji dzieje się w retrospekcji, w nawrocie do lat 80., w snach, przewidzeniach. Sceny współczesne natomiast dotyczą głównie życia środowiska, które świetnie znam, więc tak czy owak nie będę do niego miała dystansu. Kiedy mówiłam o tej niemożności, miałam na myśli raczej pospieszne zamykanie w prozie zdarzeń takich jak te ostatnie – katastrofa pod Smoleńskiem, żałoba, Wawel. Bez dystansu mogę je wtłoczyć w gotowe konwencje, poddać schematyzacjom. Poza tym autorki kłamią na temat swojego pisarstwa, to prawidłowość psychologiczna. Sama nie wiem, do czego byłabym zdolnawpisaniu, co jeszcze napiszę, jak oceniać to, co już napisałam. I bardzo dobrze – gdybym w pełni panowała nad tym procesem, byłabym producentką, a ja chcę stać po stronie sztuki.

I angażować się całym życiem w pisarstwo? Bo według pani słów to recepta na dobrą literaturę, która może nawet pomóc pokonać niedociągnięcia warsztatowe. Rozumie pani przez to jakiś rodzaj życiopisania, które uprawiali poeci przeklęci? Bo to chyba dziś niemożliwe. Pisarz jest częścią machiny marketingowej.

Powiedziałam, że zaangażowanie pomaga pokonać niedociągnięcia? Jeśli tak, muszę to odwołać. Na braku takiej zależności polega dramat nieuleczalnego grafomana: pisze całe życie i nic z tego nie wynika. Natomiast faktycznie wyznaję staroświecką, freudowską i modernistyczną koncepcję pisarstwa jako najważniejszej aktywności życiowej. Nie życiopisania, ponieważ nie przeżywam na jawie swoich pisarskich snów, nie indukuję sytuacji fikcyjnych, żyję na trzeźwo, jestem nadobowiązkową realistką. Oddałam się literaturze, wybierając zawód literaturoznawczyni, nie robię nic (prawie nic, bo mam też obowiązki urzędnicze) poza roztrząsaniem sensów i bezsensów literatury.

Wreszcie sama zaczęła pani pisać.

Od „Smaków i dotyków” upuszczam sobie krwi, żeby dotrzeć do emocji moich bohaterek i bohaterów, zrozumieć ich światy, zainicjować dialog z czytelnikami. Inną rzeczą jest wykonywanie zawodu pisarki. Cóż, nie mam na to czasu. Chciałabym móc tylko pisać, a potem jeździć na spotkania autorskie, ale nic z tego. Za późno na tak radykalną zmianę w życiu.

Może więc to i zawód na pół etatu, ale poważny. Określa go pani nawet jako tragiczny bagaż.

Ale nie utożsamiam tragicznego bagażu z misją, geniuszem czy autorytetem. No, może odrobinę z misją. Gdyby to były synonimy, żylibyśmy w świecie przednowoczesnym. Misja – dla mnie – polega na tym, żeby się upierać przy swoim, pisać trochę na przekór oczekiwaniom, modom, wywlekać spod podszewki rzeczywistości sprawy nieoczywiste. Poza tym to bardzo osobiste pytanie, bo ostateczną odpowiedzią jest autor, nie świat. Ja piszę, żeby znaleźć i rozbroić bolesne ładunki i nie liczę na tych czytelników, którzy boją się konfrontacji z bólem w sobie, bo tak działa narracja empatyczna – moje wspólnictwo z bohaterami przechodzi na czytelnika. Albo nie, jeśli czytelnik nie ma ochoty.

Rozmawiała Patrycja Pustkowiak
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«