Wielu autorów pisało o Don Juanie. Byron, ostatnio Peter Handke. "Don Giovanni" Mozarta to jedna z najwspanialszych oper świata. Było też wiele filmów opartych na tym motywie. Co w tym micie tak pociąga twórców?

To bohater wszech czasów, każda epoka może ogrzać się przy jego cieple. Mężczyźni zawsze będą mu zazdrościć, młode kobiety uwierzą, że przy nich ustatkowałby się, a artyści w jego imieniu przedstawią własne wątpliwości. Sam chciałbym w niebie nie robić niczego innego, jak opisywać przygody kogoś takiego. Jednak na ziemi zainteresował mnie człowiek, który odsunął się od świata, bo świat przestał mu się podobać. Choć najchętniej nigdy by do niego nie wrócił, to przecież nie może odmówić, bo klasztorna dyscyplina na to nie pozwala - a nie ma pieniędzy, by żyć poza nią. Musi wykonać rozkaz zwierzchników.

Byron widział w nim romantyka, Molier zepsutego cynika. U pana byłby tylko człowiekiem zgorzkniałym?

Rozgoryczenie mojego Don Juana nie jest zgorzkniałością kogoś nienawidzącego świata za swoje nieudane życie. Stał się mizantropem z samowiedzy o własnej niedoskonałości, ale przede wszystkim z głębokiego przekonania o niedoskonałości człowieka jako boskiego stworzenia. Lustrzane odbicie dawnego Don Juana przedstawiłem natomiast w postaci Le Ferrona, który pożąda niemożliwego, czyli po prostu lekceważy boskie ustalenia. Don Juan, mimo że młodszy od niego, jest już poza tym.

Skąd w pańskim Don Juanie ta jego umiejętność uwodzenia kobiet? Jak on to robi?

Myślę, że akurat pod tym względem specjalnie się nie popisuje. Królową Joannę traktuje po prostu jak pacjentkę, która chce usłyszeć potwierdzenie swoich racji. Ona zwraca na niego uwagę, bo jest otwarty i wydaje się mądrzejszy od otaczających ją ludzi. Marii natomiast nie tylko nie uwodzi, ale nawet ją odpycha, aby przypadkiem nie skrzywdzić. Ta z kolei zakochuje się w nim, bo po opuszczeniu rodzinnego domu jest pierwszym interesującym mężczyzną na jej drodze. Pewien znajomy profesor zarzucił mi nawet, że mój Don Juan jest nieciekawy, bo nie stosuje żadnych chwytów znanych dobrze profesorowi, i to nie tylko ze słyszenia. Wypadało mi się z nim zgodzić.

Don Juan to też człowiek, który niczego nie zbudował, nie tworzy rodziny, nie pozostawia po sobie niczego. Czy widzi pan w tym bohaterze coś szczególnie współczesnego?

Jeśli nawet jako mężczyzna nic nie zbudował, to został za to przykładnie ukarany. Przeze mnie najdotkliwiej, bo niezadowoleniem z siebie. Współcześni single to często ofiary zaradnej pracowitości i łatwości życia erotycznego. Kto wie, czy wielu z nich nie marzy o miłości, jednak do tego stopnia nie potrafią wyjść jej naprzeciw, że powoli przestają wierzyć w jej istnienie. To samo zresztą jakby coraz częściej dotyczy kobiet. Don Juan miałby prawo się przestraszyć.

W jakiej tradycji literackiej sytuuje się pan?

Jeśli już z oczywistych względów wymieniła pani Moliera, to powiem jeszcze, że bliżej mi do La Fontaine’a niż do Houellebecqa. Co do tego ostatniego, to muszę wyznać, że trochę się wstydzę za Francuzów, którzy przecież piszą i czytają od dawna, a po wielkim Célinie dali światu kogoś, kto mądrości godne felietonu opakowuje w grube powieścidła. Pozwoli pani, że odwrócimy role i teraz ja zapytam: jak pani sądzi, dlaczego tak jest? Świat zwariował, czy literatura wreszcie trafiła pod francuskie strzechy?

Ciekawe, że pan przywołał Houellebecqa, bo jego bohater to właśnie ktoś, kto chciałby być współczesnym Don Juanem - takim, jak ja go rozumiem. To znaczy manipulatorem, który wzbudza podziw świata i jest kochany, sam nie kochając. I popada we frustrację, kiedy okazuje się, że mu to nie wyjdzie. Mam wrażenie, że to typowa postawa w naszej niedojrzałej kulturze. Wszyscy chcielibyśmy być Don Juanami, to znaczy dostawać, nic nie dając w zamian.

Ech, ja myślę, że kult Houellebecqa to tylko wyraz zdrowego pociągu mieszczucha do słowa "łechtaczka", ciągle jeszcze dość rzadko występującego w literaturze udającej poważną.