Andrzej Munk
Jego "Eroica" składała się pierwotnie z trzech nowelek. Po sfilmowaniu opowiadań Jerzego Stefana Stawińskiego "Węgrzy" i "Ucieczka" Munk wezwał scenarzystę do Zakopanego i powiedział mu: "Mało, dopisz". Pod presją powstała "Zakonnica" - rzecz o przerzucie kurierów na Węgry przez wysłanniczkę ZWZ przebraną za zakonnicę - z Teresą Szmigielówną i Tadeuszem Janczarem. Stawiński nie był zadowolony z tekstu, ale Andrzej Wajda mówił: "Zróbicie genialną rzecz - zakonnica na nartach. Czarna na białym tle. Cudo!". Munk poświęcił pracy nad tym epizodem dwa razy więcej czasu niż dwóm pierwszym nowelom. Kiedy zmontował całość, okazało się, że "Zakonnica" do "Eroiki" nie pasuje i reżyser wycofał ją z filmu. Munk nie chciał robić mrocznych, ponurych filmów. Odmówił pracy nad "Kanałem". Ciągnął scenarzystów do szkoły baletowej, chciał, żeby napisali mu coś o nieletnich panienkach. Słynął z pedanterii przy pracy. Studentom reżyserii, którzy pokazywali mu swoje etiudy, kazał tłumaczyć każdą sekundę filmu. Jeśli nie potrafili objaśnić obecności jakiegoś rekwizytu w kadrze, robił im straszne awantury. Sam irytował się, że publiczność i krytycy nie widzą wszystkich niuansów w jego filmach.

Danuta Szaflarska
O "Zakazanych piosenkach", z których nie była zadowolona i uważała, że zagrała w nich zbyt teatralnie, mówiła: "Do dziś pamiętam, jak kierownik produkcji rozmawiał z nami o pieniądzach. Bardzo mało mi zapłacili. Wręczając honorarium, powiedzieli: <Teraz płacimy tylko tyle. A jak pani chwyci, to pani będzie dyktować warunki>. I tak się stało." Wspominała: "Po wojnie aktorzy zarabiali bardzo mało, była ogromna bieda. Wszyscy ciągle chodzili głodni. Scenę przyjęcia w <Skarbie> kręciliśmy trzy dni. Na stołach same smakołyki. Żeby nikt ich nie zjadł, scenografowie te słodycze polali naftą". Nie lubiła też swoich kolejnych filmów. Przy trzecim z nich, "Skarbie" Leonarda Buczkowskiego, nadal powtarzała, że nie opanowała jeszcze dobrze filmowego fachu. Dementowała zawsze plotki o romansie z kolegą z planu, mężem Hanki Bielickiej - Jerzym Duszyńskim: "Wbrew temu, co powszechnie sądzono, nigdy się w nim nie kochałam ani on we mnie". Szaflarska i Duszyński tak często grali w tym czasie pary i wielu myślało, że w życiu też są małżeństwem.

Agnieszka Holland
Na I roku studiów w praskiej szkole filmowej FAMU jej wykładowcą historii literatury i scenariopisarstwa był Milan Kundera. Holland przymierzała się do ekranizacji jego "Walca pożegnalnego", z której nic nie wyszło. Skończyło się na przełożeniu na polski "Nieznośnej lekkości bytu". Po powrocie z Czechosłowacji postanowiła pracować z Wajdą. O ich pierwszym spotkaniu mówiła: "Wybrałam się do hali na Chełmskiej na plan <Wesela> i spotkałam tam Wajdę. Wydał mi się uosobieniem ducha polskiego reżysera playboya: cygaro, biały kożuch, taki a nie inny sposób mówienia. Jakże on się różnił od wszystkich czeskich filmowców, którzy wyglądali jak jacyś buchalterzy czy krawcy". Nie zgadza się na swój wizerunek twardej kobiety: "W moim przekonaniu jestem osobą wrażliwą na życie innych. Opinia <herod baby> wzięła się, być może z tego, że w młodości na planie filmowym czasem przeklinałam, paliłam, piłam - jak Jakubowska (no, ale ona jest prawdziwą komunistką...)".

Zdzisław Maklakiewicz
Ze swoim partnerem filmowym z "Rejsu" i najlepszym przyjacielem Janem Himilsbachem kłócił się tylko o jedno - Maklakiewicz uważał za swojego niekwestionowanego idola Zbyszka Cybulskiego, Himilsbach próbował go przekonać do swojej fascynacji Markiem Hłaską. Po sukcesie "Rejsu" rolą życia obu panów miał być polski "Easy Rider" - scenariusz o dwóch facetach jeżdżących po Polsce rowerami od jednego pomnika Lenina do drugiego napisali Janusz Głowacki i Marek Piwowski. Do realizacji oczywiście nie doszło. Wszyscy, którzy pracowali z Maklakiewiczem podkreślali, że choć był profesjonalnym aktorem i świetnie wypadał podczas kręcenia filmu, prawdziwie genialne role grywał na próbach, kiedy kamera była wyłączona. Po jej włączeniu nie udawało mu się tego powtórzyć.

Jerzy Skolimowski
Do kariery filmowej trzeba go było namawiać. "Któregoś dnia Wajda zapytał, czy ja wiem, że są akurat egzaminy do Szkoły Filmowej. - Powienieneś zdawać stwierdził - jesteś naturalny talent filmowy. Wsiadłem w pociąg i pojechałem do Łodzi. W trakcie egzaminów Polański przyszedł do mnie i powiedział, że ma pomysł. Miał tylko samą anegdotkę o trójkącie małżeńskim. U niego akcja filmu trwała tydzień, pojawiali się dodatkowi bohaterowie. A ja od razu: - Akcja dzieje się jeden dzień, trzy osoby, mało słów, dużo dyscypliny. - Siadajmy pisać - on na to. Było piekielnie gorąco. Siedzialiśmy w mokrych prześcieradłach w mieszkaniu Romka. Pisanie zajęło zaledwie trzy lub cztery noce. Praca polegała na tym, że graliśmy trzy role na przemian."