Opowieść Hong - bohaterki książki - rozpoczyna się na przełomie lat 80. i 90., w chwili, gdy dziewczyna kończy 16 lat i wstrząśnięta samobójczą śmiercią koleżanki, rzuca szkołę. Wyjeżdża z rodzinnego Szanghaju do miasta Shenzhen - stolicy szemranego biznesu, podziemnych interesów, raju przestępców i amatorów ciemnej strony życia. Tam eksperymentuje z wszelkimi możliwymi używkami i opowiada o wieloletniej miłości do muzyka (a przy okazji heroinisty) Saininga.

W dużej mierze jest to historia dojrzewania, co znać także po rytmie tej powstającej przez cztery lata książki. Niektóre jej części są chaotyczne, nerwowe, inne staranne, precyzyjne niczym brzytwa, jakby opowieść rozwijała się wraz z pisarką. Chropowata melodyjność tej znakomicie napisanej prozy powoduje, że można porównać ją do piosenki - trochę bluesowej, trochę rockandrollowej, zawsze jednakowo poruszającej i osobliwie poetyckiej. Mian Mian czasem pozwala przejąć narracyjne stery Sainingowi - wtedy książka rozpisana jest na duet, partię kobiecą i męską, co znów upodabnia ją do utworu muzycznego.

Gdyby nie informacja wydawcy i szczątkowe informacje geograficzne pojawiające się w samej powieści, trudno byłoby się domyślić, że mamy do czynienia z książką chińską. Mian Mian pisze o doświadczeniach stanowiących specyfikę zachodniego kręgu kulturowego - wielkomiejskość, narkomania, alkoholizm, seks, AIDS, clubbing, prostytucja, wszystko, co brudne i wyklęte. Akcja równie dobrze mogłaby się dziać w Londynie, Paryżu czy w innej współczesnej metropolii, której życie podporządkowane jest weekendowemu, rozrywkowemu rytmowi odmierzanemu kolejnymi dawkami narkotyków.

Ta obyczajowa bliskość zaskakuje - to nie są Chiny, jakie znamy ze smutnych, telewizyjnych relacji. Młodzi bohaterowie "Cukiereczków" słuchają PJ Harvey i Radiohead, biorą ecstasy, palą marihuanę, piją whisky Black Label i imprezują w modnych nocnych klubach. W tych doświadczeniach, wspólnych współczesnej młodej generacji, niezależnie od szerokości geograficznej, dominuje jedna barwa - ciemny kolor samotności.

Mian Mian dołącza do grona krytyków kultury ukształtowanej przez kapitalistyczne wzorce, takich jak Michel Houellebecq, Hitomi Kanehara, Dorota Masłowska czy Chuck Palahniuk. Wszyscy oni, choć różnymi językami, mówią o tym samym - o przytłaczającej pustce, lęku i niezrozumiałej kulturowej zapadni, w którą współczesność dała się potulnie schwytać.

Dla bohaterki książki szansą na wyjście z impasu staje się literatura. Hong odkrywa w sobie pisarkę, a twórczość - jak sama mówi - nie gwarantuje jej wprawdzie bezpieczeństwa, ale daje siłę do życia. Twórczość i opisana przez nią dzika, histeryczna, ale jednak realna miłość. Ta nadzieja udziela się też czytelnikowi, bo Mian Mian ma wyjątkowy talent do przekuwania bólu, rozpaczy i brudu w piękno. W cukiereczki.


"Cukiereczki"
Mian Mian, przeł. Katarzyna Kulpa, W.A.B 2007