Czy ta książka pojedna Polaków i Niemców?
„Prawdziwy koniec wojny jest przed jej początkiem” – antologia polskich i niemieckich tekstów – to zajmująca i wartościowa próba stworzenia nowego porozumienia dzięki opowiadaniu i wymianie kultur.
- Emma Thompson zostaje bajkopisarką
- Card wypromuje w Polsce nowego "Endera"
- Biografie hitami na polskim rynku książek
- Znany pisarz wydał sześć książek-plagiatów
- 3 października poznamy laureata nagrody Nike
- Z morderczą precyzją
- John Irving spotkał się z polskimi czytelnikami
- Haruki Murakami o 1984 roku
- Drzewo pamięci dla Anny Frank
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wiele wskazuje na to, że nie jest możliwe przebaczenie trudnej wojennej przeszłości i głębokich ran zadawanych sobie wzajemnie przez narody. Trudno o rzecz trwalszą niż negatywne wspomnienia. Wojennych zbrodni często nie da się objąć, wyobrazić, a przebaczenie tym bardziej wydaje się zbyt wielkim wyzwaniem. W dodatku polityczne deklaracje przebaczenia uchodzą często za wyraz interesów politycznych, a nie zachętę do prawdziwej przemiany serca. Nie bez słuszności.
Wielki francuski filozof Paul Ricoeur wskazywał jednak, że z przebaczenia nie warto rezygnować. Należy tylko zmienić nasze oczekiwania w stosunku do niego, przedefiniować warunki, jakie stawiamy temu wydarzeniu. A zatem mówienie na przykład o braterstwie jest wykluczone, ponieważ zakłada zbyt wiele. W praktycznych działaniach na rzecz przebaczenia wskazana jest daleko idąca skromność, nawet gdy chodzi o używane słownictwo. Klucz tkwi w słowie „normalność”. „Niczego innego nie oczekuje się, na przykład, od Izraelczyków i Palestyńczyków, od Albańczyków i Serbów, od Kurdów i Turków – pisał Ricoeur – Normalność jest incognito przebaczenia”.
Autorzy różnych pokoleń, z Polski i Niemiec, piszą o strzaskanych wspomnieniach wojny i dziesięcioleci po niej, które oddzieliły te dwa kraje grubym pasmem wzajemnej ignorancji i stereotypów, pomimo wysiłków polityków i fundacji, co roku przyznających studenckie stypendia. Pojawia się tu również tematyka z innych części świata – na przykład z Afryki – dając poczucie szerszego kontekstu. Można znaleźć w antologii teksty najróżniejsze. Eseje wprowadzające temat, na przykład ten Małgorzaty Szpakowskiej o pragnieniu zmiany przeszłości i lekarstwie na złą pamięć, jaką może być bezkonfliktowa teraźniejszość. Napisany w bardzo osobistym tonie tekst Dursa Grünbeina o młodym enerdowskim Niemcu, przesycony odniesieniami do polskiej literatury (chłopak przyjeżdża do Polski przed 1989 rokiem, by szukać… wymarzonych płyt rockowych. Zaraz po przyjeździe „jak rzekłby z właściwą sobie obcesowością narrator Ferdydurke, bierze po gębie”).
Jest też w tym tomie wiele opowiadań – na przykład nowelki Olgi Tokarczuk (o Marynce, kobiecie, która kochała obcych, a także Niemca okupanta) albo Silke Scheuermann (o joggingu i o tym, gdzie w dzisiejszej europejskiej sielance kryje się przemoc). Całość uzupełniają reportaże, wymieńmy choćby tekst Wojciecha Jagielskiego o okrucieństwach, które miały miejsce w RPA. To współistnienie wątków, opowieści, próba przedstawienia ich obok siebie, przypomina właśnie ricoeurowską normalność. Z tym że nie chodzi tylko o bezkonfliktowe kupowanie porannych bułek – ta normalność jest wzbogacona. Mamy tu do czynienia z próbą uczynienia normalną przeszłości, która znajduje się coraz dalej od nas. Przeszłości, której elementy zamazują się i wykrzywiają. Fragmentaryczności, która jest znakomitym gruntem do powstawania i utrzymywania się wszelkiego rodzaju negatywnych stereotypów. To wyzwanie, by przeszłość wzajemnie na nowo sobie opowiedzieć. Albo jeszcze inaczej: opowiedzieć to, co z tej przeszłości zostało nam jeszcze w głowach. Porównać, często uzgodnić, sprawdzić – weryfikuje ją teraźniejszość. Zanim całkiem stracimy ją z pola widzenia.
















































~jak najdalej od tzw. warszawy2010-07-28 20:40
byle nie było znowu to rocznicowe mękolenie o tzw. powstaniu warszawskim. to obciach - powód raczej do wstydu i pociągnięcia do odpowiedzilaności dowódców za wzniecenie nieudanego i bezsensownego przesięwzięcia. zamiast tego mamy kawał bogogojczyźnianej i agreswywnej propagandy w tzw. muzeum...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!