Sztuka opowiadania ma się jednak dobrze. Jako że jestem fanką powieści, po krótkie formy sięgam z mniejszym entuzjazmem. Tym większa bywa przyjemność, gdy trafi się na coś zaskakująco dobrego. Jak zbiór "Nokturny" Kazuo Ishiguro.Szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego opowiadania dają mniejszą czytelniczą satysfakcję niż powieści, można dojść do wniosku, że to kwestia czasu, jaki spędza się z bohaterem. Kiedy postać literacka jest dobrze nakreślona – pełnokrwista i intrygująca – nie chce się szybko z nią rozstawać. Być może z tej przyczyny podstawowym prawem rządzącym dobrym tekstem nowelistycznym jest rozczarowanie. To jak z obiecującą okazją towarzyską, przerwaną przez złośliwe okoliczności: właśnie zostaliśmy przedstawieni komuś fascynującemu, gdy zamknięto bar i wszyscy musieli iść do domu.

Ale z "Nokturnami" Ishiguro jest inaczej. Oczywiście pojawia się żal, że ledwie o kogoś się otarliśmy, już trzeba było się pożegnać. Ale w czytającym pozostaje też silne przekonanie, że spotkanie było treściwe. Brytyjsko-japoński pisarz tworzy teksty o tak dużym ładunku emocjonalnym, że po pierwsze trzeba je sobie serwować w małych dawkach, po drugie nie sposób o nich szybko zapomnieć.

Na przykład w opowiadaniu "Come rain or come shine" poznajemy parę przeżywającą kryzys małżeński. Ratunkiem dla ich związku ma być zaproszenie do domu dawnego przyjaciela, który jest, zdaniem głowy rodziny, tak żałosny, że jego towarzystwo na pewno podniesie u żony notowania męża. Gość rzeczywiście popełnia niezręczność – zagląda do notesu Emily – i przeczytawszy nieprzyjemny wpis na swój temat, w złości mnie kartkę. Chcąc uciec od odpowiedzialności, postanawia, że wmówi kobiecie, jakoby do mieszkania wpadli z wizytą jej nieznośni sąsiedzi z niezbyt dobrze ułożonym psem, który odpowiada za szkody.

Od myśli do czynu: rzadko się zdarza, by tak absurdalny pomysł został przeprowadzony bez żadnych zgrzytów i fundował tyle śmiechu. Podobne złośliwości i absurdy występują w tekście "Malvern Hills": marzący o sławie grajek spotyka na ulicy parę turystów, którzy pod swoją pozorną radością skrywają uprzedzenia i gniew. Muzyk postanawia utrzeć im nosa. Szczera nie potrafi być też bohaterka opowiadania "Wiolonczeliści", twierdząca, że jest wirtuozem tytułowego instrumentu.


Duże wyczucie absurdu i specyficzny humor Ishiguro przeplatają się w tych tekstach z emocjami charakterystycznymi dla autora: tęsknotą za tym, co utracone, sporą dozą sentymentu i smutku. Nie bez powodu głównym bohaterek wszystkich pięciu opowiadań jest muzyka – dziedzina sztuki, która bodajże najsilniej potrafi zagrać na uczuciach i jest zrozumiała dla ludzi na każdym kontynencie. Bohaterowie tekstów Ishiguro muzyki słuchają, grają ją, wiążą ze swoimi wspomnieniami. Muzyka jest ich pasją i sensem życia, a czasem największym rozczarowaniem. Bo w istocie przez te opowieści o sztuce pisarz mówi o cienkiej granicy, jaka łączy nadzieję z niespełnieniem. Zawieszeni między marzeniami o innym życiu a dojrzałością, która je wyklucza, ludzie z kart "Nokturnów" próbują ułożyć się jakoś z otaczającą rzeczywistością.

To w sumie zadziwiające, jak dużo da się powiedzieć prostymi słowami, ile prawdy o nas samych można zawrzeć w tradycyjnie opowiedzianych, krótkich tekstach. Kazuo Ishiguro jest mistrzem w tworzeniu nastrojowych historii, które działają na czytającego tak głęboko, jakby same były muzyką.

Nokturny | Kazuo Ishiguro | przeł. Lech Jęczmyk | Albatros 2010 | 36 PLN