Claude Lanzmann: Nigdy się nie znużyć
„Zając z Patagonii” to fascynująca autobiografia francuskiego reżysera i pisarza Claude’a Lanzmanna – człowieka, który jak nikt mieszał odwagę z megalomanią. Rzecz dla Polaków kontrowersyjna i niełatwa.
- Marjane Satrapi i Sven Lindqvist wśród gości festiwalu im. Conrada
- Awantura o Littella
- Holocaust oczami oficera SS
- Zjazd gwiazd
- Raymond Carver w wiecznej pętli
- Książki dekady, czyli literacki początek wieku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatnio znów o Lanzmannie zrobiło się głośno. A twórca słynnego "Shoah" w polskiej debacie po raz kolejny wystąpił jako bohater negatywny. Zaczęło się na początku roku, kiedy francuski dokumentalista na łamach "Le Monde" w niewybrednych słowach zaatakował powieść dokumentalną Yannicka Haenela o Janie Karskim. Lanzmann potępił swobodne łączenie historycznych faktów z literacką fikcją, zarzucając "Janowi Karskiemu" fałsz, a nawet obsceniczność. Przy okazji wytknął Polakom antysemityzm, który, zdaniem reżysera, czyni ich współwinnymi Zagłady. Haenel nie pozostawał Lanzmannowi dłużny, twierdząc, iż ten nie rozumie jego powieści ani współczesnej literatury w ogóle, a poza tym, kręcąc "Shoah", dopuścił się manipulacji. Reżyser miał okłamać Karskiego, obiecując, że jego wypowiedzi nie będą wykorzystane w antypolskim kontekście – obietnicy nie dotrzymał, a z kilkugodzinnego wywiadu wybrał jedynie krótki fragment.
Trudno mówić o Lanzmannie bez emocji, on sam jest bowiem specjalistą od windowania ich na najwyższy poziom. To człowiek apodyktyczny, radykalny w sądach, nieskłonny do dyplomacji ani weryfikacji własnych opinii. Uznany za arcydzieło, ponad dziewięciogodzinny „Shoah”, nad którym francuski dokumentalista pracował 12 lat, u nas wielokrotnie był odczytywany jako symbol antypolskich uprzedzeń reżysera, samego zaś Lanzmanna obarczano winą za rozpowszechnienie na świecie wizerunku Polaków jako współodpowiedzialnych za zbrodnie Holokaustu.
Ale i Lanzmann nie miał z Polakami łatwego życia. W latach 80. władza ludowa promowała tendencyjnie zmontowaną wersję filmu skróconą do dwóch godzin (całość można było zobaczyć w nielicznych kinach). Po 1989 roku też nie było lepiej. Nastąpiła eskalacja nagonek, ataków, kalumnii, a konflikt jedynie się pogłębiał. Dlatego wspomnienia francuskiego reżysera to lektura trudna. Wymaga odrzucenia uprzedzeń, emocji, urażonej polskiej dumy, a tego temperamentny autor wcale nam nie ułatwia. "Zając z Patagonii" to przede wszystkim książka fascynująca – "Shoah" zaś, choć w dorobku twórczym Lanzmanna jest dziełem najważniejszym, stanowi ledwie fragment sążnistej biografii francuskiego reżysera.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!